Początków rodu
Wiśniowieckich doszukują się heraldycy, w tym także Niesiecki, w księciu
nowogrodzko-siewierskim Dymitrze Korybucie (zm. po 1404 r.), synu wielkiego ks.
Olgierda i jego drugiej żony ks. Julianny Twerskiej, wnuku wielkiego ks.
Giedymina. Według tegoż Niesieckiego właśnie Dymitr Korybut założył zamki w
Wiśniowcu i Zbarażu[1].
Synem Dymitra Korybuta był Fiodor czy Fedko Nieświcki, protoplasta rodu
Zbaraskich. Jego potomek, syn Bazylego, Michał Zbaraski (zm. po 1516 r.),
namiestnik bracławski i pan na Wiśniowcu, pierwszy zaczął pisać się Wiśniowiecki[2]. Odtąd, aż do wygaśnięcia
całej rodziny Korybut Wiśniowieckich, tytułowanych książętami we wszystkich
aktach urzędowych i konstytucjach, Wiśniowiec pozostawał w ich ręku. Tylko na
krótko, jako posag córki ks. Andrzeja, wojewody wołyńskiego (zm. w 1584 r.),
Aleksandry, która w 1575 r. poślubiła ks. Jerzego Iwanowicza Czartoryskiego,
wyszły te dobra z rąk Wiśniowieckich. Powróciły jednak do nich już ok. 1596 r.,
to jest po rozwodzie ks. Aleksandry z jej pierwszym mężem.
Początkowo dobra
wiśniowieckie należały do tzw. linii „królewskiej”. Z nich sławny ks. Jeremi
Michał (1612-1651), wojewoda ruski, żonaty z Gryzeldą Zamoyską, w przeciwieństwie
do swych przodków popierających jeszcze prawosławie, ufundował w miasteczku w
1645 r. okazały kościół i klasztor dla oo. karmelitów bosych. Około 1640 r.
przebudował on także, powiększył i należycie obwarował istniejący tam już
wcześniej zamek książęcy[3]. Po śmierci ks. Jeremiego
i jego syna Michała (1640-1673), króla polskiego, w małżeństwie z Eleonorą
Marią Józefą, arcyksiężniczką austriacką, bezpotomnym, Wiśniowiec przeszedł w
posiadanie ks. Dymitra Jerzego (1631-1682), wojewody bełskiego, hetmana
wielkiego koronnego, przedstawiciela „młodszej” linii Wiśniowieckich,
żonatego najpierw z Marianną Zamoyską, a po jej śmierci z Teofilą Ludwiką ks.
Zasławską. Ponieważ miał on tylko dwie córki, Wiśniowiec odziedziczył jego
młodszy brat ks. Konstanty Krzysztof, wojewoda podlaski, który żenił się także
dwukrotnie: najpierw z Urszulą Teresą Mniszchówną, a po raz drugi z Anną
Chodorowską.
Szeroki rozgłos
zyskał Wiśniowiec dopiero w czasach syna ks. Konstantego Krzysztofa - ks.
Michała Serwacego Wiśniowieckiego (1680-1744), hetmana wielkiego litewskiego,
wojewody wileńskiego, etc. etc. Miał on kolejno trzy żony: Katarzynę Dolską,
Magdalenę Czartoryską i Teklę Różę Radziwiłłównę. Ks. Michał Serwacy był jednym
z największych w dziejach Polski magnatów. Majątek jego obliczano na 14
milionów. Władał 9 miasteczkami i około 150 wsiami klucza wiśniowieckiego i
innych sąsiednich, do czego dochodziły jeszcze ogromne dobra litewskie, jak
też rozległe posiadłości pierwszej żony, ostatniej z rodu ks. Dolskich. On też
był fundatorem nowego wiśniowieckiego pałacu, którego mury przetrwały do
czasów współczesnych.
Ks. Michał
Serwacy Wiśniowiecki umarł w Mereczu, nie doczekawszy się z trzech żon
upragnionego męskiego potomka. Ciało przewiezione zostało do Wiśniowca i
złożone w kościele karmelitańskim. Zgodnie z panującym zwyczajem, nad grobem
zmarłego, jako ostatniego z rodu, strzaskano herby Wiśniowieckich. Ceremonia
pogrzebu była najwspanialszą w Polsce w XVIII w. Kościół przystrojono 12
portretami przodków nieboszczyka, wizerunek zaś trumienny jego samego,
oprawiony w ośmiokątne ramy, zawisł nad wielkim ołtarzem. Wiele osób wygłosiło
mowy żałobne[4].
Złożony z 26
kluczy majątek, który pozostawił ks. Michał Serwacy, podzielony został po jego
śmierci między potomków dwóch córek na schedy Ogińskich i Zamoyskich. Połowę
spadku, to jest Wiśniowiec z 13 kluczami, wartości sześciu milionów, dostał
się Katarzynie z Zamoyskich Mniszchowej (zm. w 1771 r.) żonie Jana Karola
(1716-1759), generała lejtn. wojsk koronnych, jedynej córce Elżbiety z
Wiśniowieckich Zamoyskiej, wojewodziny smoleńskiej. Drugą połowę, także z 13 kluczy
złożoną, podzielono między sześć osób, sukcesorów Anny z Wiśniowieckich
Ogińskiej.
Okres dalszego
rozkwitu Wiśniowca przypada na czasy syna Jana Karola - Michała Jerzego
Mniszcha (1748-1806), marszałka wielkiego koronnego, ożenionego najpierw z
Pelagią Teresą Potocką (zm. w 1772 r.), wojewodzianką kijowską, a po jej
przedwczesnej śmierci z siostrzenicą króla Stanisława Augusta, Urszulą
Zamoyską (zm. w 1808 r.), wojewodzianką podolską, rozwiedzioną z Wincentym
Potockim. Czasy Michała Jerzego Mniszcha to okres największej świetności
Wiśniowca. Zamek stał się wówczas jednym z najważniejszych ośrodków życia
kulturalnego nie tylko Wołynia, ale i całego kraju. Poważnie wzbogaciły się
też jego zbiory dzieł sztuki.
Z drugiego
małżeństwa Michał Jerzy Mniszech miał troje dzieci, dwie córki oraz syna Karola
Filipa (1794-1846), heraldyka i genealoga, członka Komisji Sądowo-Edukacyjnej
krzemienieckiej, żonatego z Eleonorą Cetner (1796-1871), następnego dziedzica
klucza wiśniowieckiego i wszystkich pozostałych. Także i za jego czasów zbiory
wzbogaciły się nowymi nabytkami, a zamek utrzymywany był z największą
pieczołowitością.
Wraz ze śmiercią
Karola Filipa Mniszcha skończyła się jednak nagle świetność Wiśniowca,
trwająca ponad stulecie. Synowie jego: Jerzy (1822-1881), żonaty z Anną Hańską
h. Korczak (1827-1915), córką Wacława, marszałka szlachty wołyńskiej i Eweliny
z Rzewuskich, córki Adama Wawrzyńca kasztelana witebskiego, znaną z
niezwykłej rozrzutności, oraz Andrzej Jerzy (1823-1905) obaj wychowani za
granicą, głównie we Francji, aczkolwiek wykształceni i wielkiej kultury,
nastawieni kosmopolitycznie nie czuli związków z krajem, z którego wyszli,
ani też nie cenili spuścizny po przodkach. Dobra, które odziedziczyli po ojcu,
podzielone zostały na dwie części. Wiśniowiec przypadł młodszemu Andrzejowi Jerzemu,
żonatemu najpierw z Anną Potocką (1827-1885), córką Leona i Elżbiety Gołowin, z
którą miał syna Leona (1849-1901), a po raz drugi z Francuzką Izabellą La
Gartinerie. Zajmował się on malarstwem, rysunkiem i kolekcjonowaniem dzieł
sztuki wysokiej klasy, szczególnie z zakresu malarstwa holenderskiego i
flamandzkiego z XVII w. Sam malował przeważnie portrety[5]. Mieszkał początkowo
zarówno w Wiśniowcu jak we Francji. Około 1852 r. zdecydował się jednak
sprzedać dobra wiśniowieckie, obejmujące jeszcze wówczas 11 folwarków o
powierzchni ok. 11 000 dziesięcin, wraz z zamkiem i jego urządzeniem księżnie
gruzińskiej Marii(?) Abamelek. Dzieła sztuki, które uznał za najbardziej
wartościowe, wywiózł do Paryża. Inne pozostawił na miejscu. Podobnie ze swoją
schedą uczynił jego brat, któremu także dostała się część zbiorów zamku
wiśniowieckiego. Od połowy XIX w. zaczął się więc trwający aż do pierwszej
wojny światowej upadek tej wspaniałej niegdyś rezydencji i przechodzenie jej z
rąk do rąk. Niemal każdy nowy właściciel, jeśli nie był Polakiem, nie mając
możności utrzymania rodowego gniazda Wiśniowieckich czas dłuższy, czy też po
prostu tylko spekulując, starał się wywieźć stamtąd jak najwięcej.
Do chwalebnych
wyjątków należał Włodzimierz hr. Broel-Plater (1831-1906), kolekcjoner,
bibliofil i wydawca źródeł historycznych, dziedzic m.in. niezbyt dalekiej
Dąbrowicy nad Horyniem. Wielkim nakładem kosztów uporządkował on zrujnowane
przez poprzedników gospodarstwo oraz zbiory pałacowe, nawet uzupełniając je
własnymi. Koszty utrzymania Wiśniowca okazały się jednak w końcu tak wysokie,
że jesienią 1873 r. zamek i pozostałe jeszcze przy nim nieliczne folwarki
znalazły się na licytacji. Nabył wówczas Wiśniowiec ks. K. A. Gorczakow, który
odstąpił dobra ks. Hohenlohe. Wprawdzie Platerowi udało się sprzedaż unieważnić
i utrzymać jeszcze majątek do 1876 r., uratować go już wszakże nie zdołał. W
czasie ponownej licytacji, przy pomocy gubernialnych władz carskich nabył wówczas
ośrodek z siedzibą kijowski kupiec, spekulant i bankier Jan (Iwan) Toll
(Tolli), ponoć za bezcen[6].
Dokonawszy w
zbiorach wiśniowieckich bezprzykładnej dewastacji, po kilkunastoletniej
rabunkowej gospodarce Toll sprzedał Wiśniowiec i wrócił do Kijowa. Następni
właściciele coraz bardziej kurczących się dóbr i zamku, odzieranego z resztek
urządzenia, zmieniali się niemal co kilka miesięcy. Dopiero w początkach XX w.
kupił Wiśniowiec Rosjanin Paweł Demidow, człowiek kulturalny i esteta. Jako
niewątpliwy Europejczyk z ducha, szanował on pamiątki historyczne bez względu
na to, z czyim były związane imieniem. Z niewiadomych powodów sprzedał on nowo
nabyty i zagospodarowany majątek już w 1913 r. Zygmuntowi Grocholskiemu. Nowy
właściciel nie zdążył jeszcze dobrze zorientować się w sytuacji, gdy wybuchła
pierwsza wojna światowa. W czasie jej trwania zamek wprawdzie ocalał, ale
ogołocony wewnątrz ze wszystkich obić i ruchomości, z zawalonym sklepieniem
klatki schodowej i pozbawiony portyków kolumnowych. Ostatni prywatny
właściciel, nie mając żadnych możliwości doprowadzenia szacownego zabytku do
stanu używalności, na co potrzebne były ogromne sumy, sprzedał zamek i
niewielki już ośrodek rolny Sejmikowi Krzemienieckiemu. Instytucja ta,
zaangażowawszy architekta W. Horodeckiego, przywróciła dawnej siedzibie
Wiśniowieckich jej pierwotny wygląd zewnętrzny. Przeprowadzone też zostały
prace konserwatorskie niektórych ocalałych kominków i innych fragmentów
dawnego wystroju. Ostatecznie w budynku znalazły pomieszczenie szkoły,
ochronka, szpital i inne zakłady użyteczności publicznej. W czasie drugiej
wojny pałac ponownie został zrujnowany.
Jak na czasy
saskie, fundator zamku ks. Michał Serwacy Wiśniowiecki był człowiekiem
wykształconym. Podróżował kilka razy po Europie, gdzie się wiele napatrzył i
nauczył. Jednym z przykładów nabrania przez ostatniego męskiego
przedstawiciela rodu dużej ogłady kulturalnej i wyrobienia estetycznego była
właśnie jego nowo wzniesiona rezydencja w Wiśniowcu i zgromadzone tam przez
niego bogate kolekcje artystyczne oraz archiwalne. Usunąwszy się z czasem od
wojennej wrzawy i spraw publicznych, pod koniec życia mieszkał ks. Michał
Serwacy głównie w Karolinie pod Pińskiem, a później w Wiśniowcu, otaczając się
zawsze przepychem i przyjmując na swym dworze po królewsku roje szlachty, u
której szukał poparcia, a która ze swej strony także chętnie trzymała się
klamki pańskiej.
Styl zamku
wiśniowieckiego, zbudowanego z ciosowego kamienia, zdaje się dowodzić, że
najsilniejsze wrażenie wywarła na księciu kultura francuska. Nosi on bowiem
wybitne piętno francuskich rezydencji tego czasu. Porównywano go np. z
zamkami w Bevillier i Breteuil. Pewnego podobieństwa można by się doszukać
także z rezydencjami duńskimi czy holenderskimi. Twórcy architektonicznego
oblicza zamku wiśniowieckiego dopatrywano się więc w którymś z uczniów Francois
Mansarta albo nawet w Piotrze Ricaud de Tirregaille, ale ta druga hipoteza
dotyczyła już wyglądu zewnętrznego, nadanego dawnej siedzibie Wiśniowieckich
przez Michała Jerzego Mniszcha[7]. W ostatnich czasach, na
marginesie badań nad dziejami kościoła oo. Karmelitów w Wiśniowcu, wypłynęło
nazwisko Francuza Jakuba Blangey Dapres, majora królewskiego, który był głównym
architektem tej świątyni. Wiadomość zamieszczona w annałach klasztoru, dotycząca
jego śmierci w 1724 r., wskazuje wyraźnie na to, że zanim objął on kierownictwo
robót kościoła, przez łat kilka zajęty był w zamku. Czy był także autorem
projektu tej budowli, nie wiadomo[8].
Ogólnie jako datę
powstania nowego zamku wiśniowieckiego przyjmuje się rok 1720. Fakt ten
potwierdza także wspomniana notatka. Jest to jednak raczej data rozpoczęcia robót,
które trwały jeszcze następnie przez lat kilkanaście. W 1938 r. do zbiorów
Wołyńskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk nabyto we Lwowie akta, głównie
gospodarcze, dotyczące Wiśniowca i Czajczyniec. Były wśród nich także rachunki
odnoszące się do budowy zamku wiśniowieckiego z lat 1732-1733. Dowodzą one, iż
zamek istotnie wykańczany był dopiero po 1730 r., czyli po zawarciu przez ks.
Michała Serwacego trzeciego małżeństwa z Teklą Różą Radziwiłłówną, dla której
dekorowano sztukateriami o motywach heraldycznych specjalny gabinet[9].
Według wszelkiego
prawdopodobieństwa zamek ks. Michała Serwacego Wiśniowieckiego nie był budowlą
stawianą od podstaw, lecz wchłonął przynajmniej część murów budowli
wcześniejszej, nadając całości styl jednolity. Jako zupełnie nowe można uznać
tylko skrzydła boczne i kordegardy. Zachował się ciekawy dokument, pochodzący
z połowy XVIII w., przedstawiający plan dawnego założenia obronnego zamku
wiśniowieckiego, z zaznaczonym już na nim rzutem zamku, jego skrzydeł, a nawet
rozkładem wewnętrznym całości. Plan obejmuje poza tym kościół i klasztor oo.
Karmelitów oraz cerkiewkę zamkową[10]. W zestawieniu z planem
parku, wykonanym przez E. Ciołka w 1938 r.[11] widać wyraźnie, że
podstawowy zarys zespołu rezydencjonalnego od czasów ks. Michała Serwacego nie
zmienił się już do 1939 r. Dwie cenne akwarele z ok. 1796 r., nieznanego autora,
pokazują także elewacje zamku od frontu, od tyłu i z boków w postaci, jaką
nadał im Michał Jerzy Mniszech[12]. Poza drobnymi
szczegółami, nie uległy one również zmianom do końca istnienia budowli jako
rezydencji.
W rachunkach
budowy zamku z lat 1732-1733, prócz pozycji dotyczących wypłat poszczególnym
rzemieślnikom, znajdujemy niestety prawie wyłącznie ich imiona. Dowiadujemy
się więc np., że sztukaterie o charakterze roślinnym z wyplecionymi w wicie
powtarzającymi się motywami herbów Korybut oraz radziwiłłowskich Orłów z
Trąbami, umieszczone na węgarach okien i drzwi, jak też na fasecie w jednym z
narożnych pokoi traktu ogrodowego zamku, wykonał mistrz Piotr. Równie
anonimowe pozostać muszą w większości nazwiska jego współpracowników i murarzy,
a więc majstra Stanisława, Wojciecha, Szymona, Romana, Teodora, Franciszka,
Ignacego i in. W rachunkach wymieniono wprawdzie także kilka nazwisk, ale za to
bez imion. Brzmienie ich, Kucharski, Głowacki czy Medyński, dowodzi, że byli
Polakami.
Nie wiemy też
dokładnie, jak wyglądał zamek w czasach ostatniego z Wiśniowieckich. Powołując
się na inwentarz z tego okresu, zatytułowany Opisanie rzeczy
w pałacu wiszniowieckim,
Aleksander Przezdziecki, który zwiedzał Wiśniowiec przed 1841 r., daje taką
jego charakterystykę: „Pałac wystrojony był wewnątrz z przepychem wielkim.
Wszędzie aksamitne, atłasowe, brokatelowe obicia; obrazy i zegary kosztowne;
chińskie i tureckie sprzęty; srebrem nabijane herbowe stoliki; srebrne wanny i
wazony”[13] (13).
Najcenniejszą w
zbiorach zamku wiśniowieckiego pozycją, zawdzięczającą swe powstanie ks.
Michałowi Serwacemu, było zapewne majątkowe archiwum rodzinne, które według
sumariusza sporządzonego w 1749 r. składało się z 12 wielkich fascykułów. Na
podstawie tych papierów można było wyrobić sobie dość dokładny sąd o
stosunkach socjalnych i ekonomicznych na ówczesnych wschodnich rubieżach
Rzeczypospolitej. Mieściła się w nich także prywatna korespondencja poszczególnych
członków rodziny Wiśniowieckich. Zważywszy zaś, że ród ich w XVII i w początkach
XVIII w. zajmował w Polsce jedno z czołowych miejsc i wziąwszy pod uwagę ich
związki z innymi magnatami w kraju oraz z ogólną polityką państwa, trzeba
przyznać, iż wartość tego archiwum miała znaczenie ogromne i że mogło się ono
stać nieocenionym źródłem do badań nad historią rodzimą w najszerszym zakresie.
Książę zgromadził
też dość znaczną bibliotekę, obliczaną na 1400 wol., co we współczesnych mu
warunkach było księgozbiorem poważnym. Michał Serwacy Wiśniowiecki dał się
ponadto poznać jako autor kilku prac literackich treści nabożnej. Szczególną
wszakże wartość miał jego własny pamiętnik, będący wprawdzie jedynie suchym,
biograficznym streszczeniem ważniejszych wydarzeń w jego życiu, niemniej
pozwalał na poznanie wielu ciekawych bądź co bądź epizodów z działalności tego
magnata[14].
Przypuszczalnie
już w trakcie wykańczania rezydencji oddzielne sale przeznaczone zostały na
pomieszczenie odrębnych działów muzealnych. Wśród nich czołowe miejsce
otrzymała sala portretowa, nazwana „salą Korybutów”, w której umieszczono
wielkie, prostokątne portrety przodków fundatora nowego zamku wiśniowieckiego,
dalej sala zawierająca wizerunki królów, zarówno stare, jak nowsze, sala „chińska”
i inne.
Czy jednak ks.
Michał Serwacy Wiśniowiecki zdołał pałac wykończyć ostatecznie, pozostać musi
kwestią nie rozstrzygniętą. W Archiwum Młynowskim Chodkiewiczów znajduje się
wypis z ksiąg grodzkich krzemienieckich, dotyczący „Regestru pozostałych rzeczy
ruchomych i nieruchomych post fata JO Xięcia Pana Michała Serwacego Korybuta
Wiszniowieckiego...” wniesionego „ad Acta Castrensia Cremenensis...”, „dla tym
większej bezpieczności umniejszenia lub dołożenia arkusza”, dnia 11
października 1745 r. przez wdowę, Teklę z Radziwiłłów. Rejestr ów dotyczy
zarówno mebli, jak dzieł sztuki, biblioteki itp.[15] Wśród „mobiliów”
na pierwszym miejscu wymienione zostały wielkie ilości najróżniejszych obić
ściennych i meblowych, co potwierdzałoby przypuszczenie o niewykończeniu zamku,
lub że tkaniny owe zgromadzono na zapas. Znajdowały się więc podówczas w zamku
wiśniowieckim materiały aksamitne czerwone, bogato haftowane srebrem i złotem,
materiały na zielonym tle, białe atlasowe, haftowane miejscami złotem i
srebrem, atłasowe wyszywane „z kopersztychami” [?], adamaszkowe zielone, białe
z kwiatkami złotymi, czerwone lub niebieskie, półatłasowe w czerwone paski i
takież w paski niebieskie, karmazynowe szpalerowe, płócienne, a także
niezupełnie zrozumiałe „farfurowe”. Może chodziło po prostu o kafelki
fajansowe. Wyliczenie materiałów daje przynajmniej pewne pojęcie o tym, w jaki
sposób obite były ściany zamku bezpośrednio po jego urządzeniu. Poza tym
wymienia inwentarz „lanszafty” zawieszone nad drzwiami, oknami i kominkami,
których w sumie na parterze było kilkadziesiąt, portrety różnego kształtu,
stoliki chińskie składane, krzesła obite materiałem haftowanym złotem i
srebrem, szafy błękitne ze zwierciadłami i inne, a wśród łóżek adamaszkowe
saskie czerwone ze srebrnymi galonami, świeczniki zwierciadlane i srebrne,
także w liczbie kilkudziesięciu sztuk, farfury, zegary stojące w szafach
błękitnych, rzeźby figuralne, „latarnię magika”, zawartość kredensów i
garderobę. W innym miejscu wyliczone zostały przedmioty umieszczone w sali na
piętrze, za biblioteką, może właśnie w „sali Korybutów”, pomyślanej także jako
galeria obrazów. Znajdowało się tam wówczas 19 portretów „familii Jaśnie
Oświeconych Xiążąt Wiszniowieckich”, 17 płócien przedstawiających Historię
Aleksandra Wielkiego, 19 malowideł
„różnych” i 100 „kopersztychów”. Osobno wymieniono Portret Pański, a więc wizerunek ks. Michała Serwacego za szkłem.
Wielka szkoda, że przy obrazach rejestr ogranicza się jedynie do podania ich
liczby. Wykaz uwzględnia też w końcu uzbrojenie, włączając w to armaty z jedną
żelazną „kolubryną”.
Dzięki dość
bogatej dokumentacji ikonograficznej najlepiej znany jest pałac wiśniowiecki
od strony architektury zewnętrznej z czasów ostatnich Mniszchów i
późniejszych. W drugiej połowie XVIII w.,
na skutek przeprowadzonych przez Michała Jerzego Mniszcha robót, polegających
na nieznacznej zresztą rozbudowie wszystkich członów zespołu, dawna siedziba
Wiśniowieckich otrzymała wygląd ostateczny. Zmienił się też wówczas częściowo
układ pomieszczeń. Niektóre z nich otrzymały prawdopodobnie nowy wystrój, a z
pewnością świeże obicia. Przede wszystkim jednak pałac zapełnił się nowymi
dziełami sztuki o charakterze nie, jak dotąd, głównie sarmacko-polskim, lecz i
ogólnoeuropejskim.
Wszechstronnie
wykształcony, Michał Jerzy Mniszech w rozwoju Wiśniowca odegrał rolę
najbardziej znaczącą[16]. Przebywając w otoczeniu
Stanisława Augusta, którego nie opuścił aż do jego śmierci, Stał się wkrótce
ulubieńcem króla, doradcą w sprawach naukowych i kulturalnych, uczestnikiem Obiadów czwartkowych oraz,
podobnie jak monarcha, zapalonym kolekcjonerem. Ułożył też regulamin
projektowanej Akademii Sztuk Pięknych. Jako młody człowiek podróżował wiele pod
opieką uczonego Szwajcara E. Bertranda, w którego towarzystwie zwiedził szereg
krajów europejskich. Nie ulega wątpliwości, że zapoznał się też z tamtejszymi
zbiorami muzealnymi.
Gdy Michał Jerzy
Mniszech odszedł od wielkiej polityki, osiadł w 1798 r. na stałe w Wiśniowcu.
Brał tu udział w życiu kulturalnym i naukowym Wołynia, uczestniczył w 1805 r.
w uroczystościach otwarcia Liceum Krzemienieckiego. W rozbudowanym i odnowionym
pałacu kompletując bibliotekę, jako polityk i prawnik zgromadził przede wszystkim
wiele dzieł z zakresu prawa i pomnożył wydatnie istniejące już od czasów
Wiśniowieckich archiwum. Obok zbiorów bibliotecznych i archiwalnych wzbogacał
też równolegle inne kolekcje. Od króla otrzymał z jego galerii kilka płócien, a
pośród nich dwa „раnnеаuх” dekoracyjne Jana Baptysty Pillementa, przeznaczone
pierwotnie dla Zamku Królewskiego w Warszawie[17].
Spokrewniona ze Stanisławem Augustem Urszula Mniszchowa, żona Michała Jerzego,
z tejże galerii również niejeden cenny dar uzyskała dla Wiśniowca. Oprócz tego
nabyła jeszcze w 1795 r. 12 obrazów pochodzących z tego źródła, wśród których
był m.in. Taniec dzieci ze szkoły
Rubensa, Bitwa Jana Piotra
Norblina, pejzaże Adriaena van der Velde, Jana Hackerta i Giovanniego Battisty
Cimarellego oraz trzy widoki Wenecji Antonio Canala[18]. Wynikiem zbieractwa
Michała Jerzego Mniszcha była poza tym bogata kolekcja miniatur i dział
przyrodniczy, z którego część podarował on zresztą Tadeuszowi Czackiemu do
Krzemieńca.
Do spuścizny po
ojcu Karol Filip Mniszech dołączył jeszcze swoje osobiste nabytki. Obejmowały
one głównie jego własny księgozbiór z pokaźną liczbą starych druków i rękopisów.
W manuskryptach pozostawił też szereg własnych rozpraw na tematy genealogiczne
i historyczne. Uzupełniając zbiory biblioteczne, nie zaniedbał także
możliwości wzbogacenia kolekcji innych, otrzymanych w spadku po przodkach.
Najcenniejszym
nabytkiem Karola Filipa Mniszcha było kupno dla Wiśniowca w 1819 r. dalszych 48
obrazów, przeważnie portretów, a później, przy innych okazjach, jeszcze sześciu
płócien pochodzących również z galerii Stanisława Augusta, rozproszonej po
detronizacji króla po świecie. Portrety wyobrażały przeważnie najwybitniejsze
osobistości polskie XVIII w. i wcześniejsze. Znajdowały się wśród nich
wizerunki pędzla Bacciarellego, przedstawiające: ks. Adama Czartoryskiego,
Annę ze Scypionów Szaniawską, starościnę małogoską, Krystynę Józefową z
Branickich Sapieżynę, Michała Jerzego Mniszcha i ks. Józefa Poniatowskiego.
Malarz Louis Marteau reprezentowany był przez portrety osób następujących:
kanclerza Jana Zamoyskiego, Michała Jerzego Mniszcha, związanego blisko z
Wiśniowcem szambelana Feliksa Łoyki, marszałka Ignacego Potockiego, ks.
Marianny z Lubomirskich Radziwiłłowej, podkomorzyny Ludwiki z Denhoffów
Ledóchowskiej, Marii Teresy Geoffrin i pani Wittowej (Zofii?). Było też kilka
portretów innego pędzla, w tym Józefa Grassiego: markizy Marucci, Per Kaffta:
ks. Izabelli Czartoryskiej, biskupa Ignacego Krasickiego i ks. Franciszki z
Krasińskich Kurlandzkiej, Michaele Keyla zaś: ks. Wilhelma Orańskiego[19].
Dwukrotnie
Michała Jerzego Mniszcha odwiedził w Wiśniowcu król Stanisław August. Po raz
pierwszy w październiku 1781 r. Celem tej wizyty było spotkanie króla z
następcą tronu wielkim ks. Pawłem, który pod przybranym nazwiskiem hr. du Nord
wybrał się w podróż po Europie. Podobno to Katarzyna II, znając i ceniąc
marszałka, kazała synowi wstąpić po drodze do jego rezydencji. Na spotkanie monarchy
wyjechali obydwoje gospodarze do Krzemieńca, po czym wszyscy razem odbyli
świetny wjazd do Wiśniowca. Król zabawił wówczas w pałacu Mniszchów przeszło
trzy tygodnie. Równocześnie, czekając na przybycie carewicza, zjechało się do
Wiśniowca mnóstwo innych osób. Pragnąc umilić im czas, Mniszchowie urządzali
przejażdżki po okolicy, zwiedzanie zamku i jego zbiorów, przedstawienia i
koncerty, zabawy i bale. Goście rosyjscy, carewicz z małżonką, bawili w
Wiśniowcu sześć dni. Z ich pobytem wiąże się też pewne podanie, powtarzane
przez wszystkich niemal podróżników, którzy zahaczyli o pałac. Według niego,
następca tronu odwiedzić miał kiedyś króla w jego apartamencie, a nie
zastawszy go, zamiast biletu wizytowego, zostawił swój podpis na wielkim
zwierciadle, wiszącym nad kominkiem. Napis taki oglądać było można istotnie,
ale nie jest rzeczą wykluczoną, że pochodził on z czasów późniejszych[20].
Ponownie zawitał
Stanisław August do Wiśniowca 6 marca 1787 r., gdy w asyście swego licznego
orszaku udawał się do Kaniowa na spotkanie z carycą, oraz 26 maja tegoż roku w
drodze powrotnej do Warszawy. Przyjęcia, jakie urządzał wówczas Michał Jerzy
Mniszech, były rzeczywiście królewskie. Do obiadu siadało codziennie około
400 osób. Podobnie jak za pierwszym pobytem, koncerty, przejażdżki do letniej
rezydencji w Łozach, prezentacje monarsze okolicznej wołyńskiej i podolskiej
szlachty wypełniały szczelnie czas licznych gości[21].
Rozbudowany i
upiększony ostatecznie pałac prezentował się już w tym czasie tak okazale, że
istotnie godzien był odwiedzin osób koronowanych. Może stało się dobrze, że
nie doszła do skutku planowana przez Michała Jerzego Mniszcha przebudowa jego
w duchu klasycystycznym. Projekt taki wykonał Jakub Kubicki, który w 1781 r.
na powitanie króla wybudował bramy triumfalne oraz przygotował iluminacje.
Ostatecznie nie zmieniony od drugiej połowy XVIII w. pałac wznosił się nad
urwistym, umocnionym skarpami brzegiem Horynia, od którego dzieliła go jednak
dolina zabudowana domami miasteczka. W dolinie owej stała też dawna cerkiewka
zamkowa.
Dwukondygnacyjny
korpus środkowy pałacu miał rzut dość szerokiego prostokąta. W fasadzie główny
akcent tworzył podwyższony o pół piętra rozczłonkowany słabo zarysowanymi
pilastrami pseudoryzalit, zamknięty trójkątnym frontonem. Wejście reprezentacyjne
do pałacu poprzedzał głęboki portyk, złożony z ośmiu toskańskich kolumn,
pochodzący niewątpliwie już z czasów Michała Jerzego Mniszcha, tworzący niegdyś
kryty podjazd dla zaprzęgów. Kolumny ustawiono w ten sposób, że dwie środkowe
flankowały oś budynku, cztery stały parami po bokach, dwie zaś przy elewacji,
na osiach kolumn skrajnych. Kolumny dźwigały obszerny balkon, otoczony delikatnie
kutą żelazną balustradą. Pola ryzalitu zamknięte ramami okien pierwszego i
drugiego piętra pokrywały sztukaterie o motywach roślinnych, natomiast w
zwieńczeniach kwadratowych okien kondygnacji drugiej występowały główki na tle
ornamentalnym. Trójkątny fronton pozornego ryzalitu wypełniała w całości,
także w sztukaterii wykonana, kolorowana i złocona kompozycja, wyobrażająca
herby Korybut i Trąby na tle bogatych panoplii. Obie części boczne elewacji
frontowej głównego korpusu otrzymały wystrój nieco skromniejszy. Ograniczał
się on jedynie do pilastrów rozmieszczonych w płaszczyznach międzyokiennych,
szerokiego gzymsu międzykondygnacyjnego oraz naczółków, także w postaci
profilowanych gzymsów, wieńczących okna parteru. Korpus główny pałacu nakrywał
wysoki gładki dach czterospadowy, pierwotnie z dachówki, w ciągu XIX w. z
cynkowanych płytek żelaznych, później z łupku, a ostatnio pobity blachą.
Przy obu
elewacjach bocznych korpusu głównego występowały założone na rzucie zbliżonym
do kwadratu dwuosiowe narożnikowe pawilony, tej samej wysokości i z podobnym
układem okien jak środkowy pseudoryzalit. Na parterze miały one narożniki i
płaszczyzny międzyokienne dzielone pionowo boniami, w kondygnacjach zaś
górnych pokryte pilastrami. Okna parteru pawilonów wieńczyły naczółki także
poziome. Pawilony nakrywał łamany dach mansardowy z połacią dolną lekko
wklęsłą.
Elewacja
południowa ukształtowana była podobnie jak frontowa. Trójosiowa część środkowa
otrzymała tu jednak postać ryzalitu rzeczywistego, oba zaś narożnikowe
pawilony, zaledwie jednoosiowe, wymiary znacznie skromniejsze. Umieszczona w
tympanonie ryzalitu płaskorzeźba, utrzymana w stylu Ludwika XVI, jako motyw
główny miała tarczę herbową ze strusimi piórami Mniszchów. Spływały z niej
powiązane na chustach girlandy kwiatowe. Ryzalit, tworzący z pawilonami
bocznymi jedną linię, łączyła w dolnej kondygnacji galeria arkadowa z pięcioma
po każdej stronie szerokimi, półkoliście zamkniętymi oknami, na całej swej
długości nakryta tarasem. Jest już ona widoczna na akwareli z końca XVIII w. i najprawdopodobniej niewiele była starsza.
Usytuowane po obu
stronach głównego korpusu pałacu pod kątem prostym do niego skrzydła były
zapewne początkowo luźno stojącymi oficynami, a trójosiowe łączniki wiążące je
w jedną całość z członem środkowym powstały także dopiero w drugiej połowie
XVIII w. Oba łączniki wyposażono w drzwi wejściowe i portyki o czterech
kolumnach, dwóch przyściennych i dwóch wysuniętych przed lico elewacji. I one
dźwigały balkony otoczone kutą, żelazną kratą, podobną jak nad portykiem
głównym. Łączniki miały dach gładki, dwuspadowy.
Pawilony,
identyczne jak przy korpusie głównym, występowały także po bokach obu skrzydeł
pałacu, osie zaś środkowe elewacji frontowych akcentowały pseudoryzality z portykami
o dwóch parach kolumn wysuniętych i dwóch pojedynczych przyściennych. W niewielkich
trójkątnych szczytach ryzalitów widniały dalsze tarcze herbowe. W wystroju
skrzydeł, łącznie z pawilonami, powtórzono wszystkie elementy wystroju
pawilonów korpusu środkowego. Oba skrzydła boczne nakrywał dach gładki,
dwuspadowy jak na łącznikach, pawilony zaś łamany, namiotowy. Elewacje tylne
skrzydeł i powiązanych z nim pawilonów wyglądały podobnie jak frontowe, pozbawione
jednak były portyków. Podstawowe kondygnacje wszystkich członów zespołu
pałacowego miały duże okna prostokątne, umieszczone w profilowanych ramach,
drobnymi szczeblinami dzielone na 28 kwater, okna kwadratowe zaś na kwater 16.
Korpus główny
pałacu z układem dwutraktowym w obu kondygnacjach wraz z pawilonami
przeznaczony został głównie na cele reprezentacyjne. Z licznych, ale nie
zawsze całkowicie jasnych relacji, zarówno osiemnasto-, jak
dziewiętnastowiecznych, tylko do pewnego stopnia zorientować się można, jakie
przeznaczenie miały poszczególne sale i pokoje oraz w którym miejscu one się
znajdowały. Aż do pierwszej wojny światowej przetrwały niemal wszystkie
nieruchome części wspaniałego niegdyś wyposażenia wnętrz, jak marmurowe kominki
barokowe i klasycystyczne, piece różnego kształtu i także z różnych pochodzące
epok, szereg żyrandoli przeważnie brązowych lub z brązu złoconego o niezwykle
bogatym, nie powtarzającym się rysunku, z których każdy reprezentował
najwyższej klasy dzieło sztuki, jedwabne i inne materiałowe oraz tapetowe
obicia ścienne i posadzki układane w desenie geometryczne w pokojach
„paradnych”. O przepychu dawnego urządzenia pałacu mogły też świadczyć
nieliczne ocalałe sprzęty, jak choćby barokowe krzesła z sali „królewskiej”,
bogato rzeźbione i ozdobione złoconymi koronami. Część mebli najcenniejszych
wywiózł jednak z pewnością Jerzy Mniszech do Paryża, podobnie jak najbardziej
wartościowe dzieła sztuki.
Według
wspomnianych relacji, obszerna sień pałacu ze starą kamienną posadzką miała
ściany niemal w całości pokryte czterdziestoma pięcioma tysiącami westfalskich
czy może raczej holenderskich fajansowych kafelków. Na każdym z nich rysunek w
kolorze błękitnym na tle białym wyobrażał inną scenę biblijną. Razem
przedstawiały one dzieje świata, począwszy od scen w raju pod drzewem
zakazanego owocu[22].
Duże pola, zajęte przez kafelki, dzielone były gładkimi białymi pilastrami w
duchu klasycystycznym i zwieńczone dość wąskim i skromnym gzymsem podsufitowym.
Górną część pilastrów tuż pod kapitelami zdobiły sztukaterie o motywach
heraldycznych Korybuta, Pogoni i innych. W jedną ze ścian, w owalną białą
wnękę, wmurował Michał Jerzy Mniszech w 1781 r. wielką tablicę z czarnego
marmuru, poświęconą pamięci książąt Wiśniowieckich. Wyryty na niej długi
złocony napis w języku łacińskim zawierał także dane z dziejów zamku i
wspominał o pobycie w nim króla polskiego i rosyjskiego następcy tronu. Nad
tablicą umieszczony został wykonany w sztukaterii orzeł z koroną.
Również ściany
położonej na lewo od sieni klatki schodowej pokrywały kafelki ujęte w szersze
białe ramy ścian. Jednobiegowe, dwukrotnie załamane kamienne schody posiadały
według słów Eysymonta[23] „piękną jak rozkoszne
cacko żelazną balustradę w stylu rokoko, roboty początku XVIII w.” Górą klatki schodowej
biegł szeroki fryz z owalnymi medalionami o motywach pełnych kwiatów waz i
portretów, połączonymi roślinnymi girlandami. Z klatki schodowej wchodziło się
do takiej samej wielkości i kształtu również dwuokiennego pokoju o nieznanym
przeznaczeniu, a stamtąd do pawilonu, przedzielonego na dwa pomieszczenia. Mniejsze
z nich, frontowe, miało kształt wąskiego prostokąta, tylne natomiast prostokąta
szerszego z półkolistą ścianą zwróconą ku oknom. Oba łączyło ze sobą szerokie przejście.
Drzwi umieszczone
w sieni po prawej stronie wiodły do pokoju służbowego, używanego później przez
Demidowów jako mala jadalnia, dalej do pokoju nazwanego przez Łukomskich
„generalskim” i do następnych, mieszczących się już w skrzydle. Wśród nich
znajdowała się śliczna komnatka ze ścianami dekorowanymi ornamentacją stiukową
i silnie występującym, ale nie dochodzącym do sufitu gzymsem. Na gzymsie w
swawolnych pozach siedziały malutkie amorki, sięgające rękami do tarcz herbowych
Korybutów i innych, umieszczonych na szerokim fryzie plafonowym. Jedno z
pomieszczeń tegoż skrzydła nosiło miano „saloniku hr. Forgacha”. Nazwa ta
pochodziła od imienia węgierskiego magnata, uczestnika spisku Michała
Telekyego, który, zmuszony emigrować z własnego kraju, na resztę swego życia
znalazł schronienie u ks. Wiśniowieckich i zmarł w tym właśnie pokoju. Uwagę
zwracał tu kominek z czarnego marmuru, będący darem rodziny węgierskiego
gościa, przysłanym z jego zamku oraz powszechnie określany jako „piękny”
portret tegoż hr. Forgacha. Stojący w kącie piec w stylu włoskiego „barocco”,
według zdania Eysymonta godzien był przeniesienia do każdego europejskiego
muzeum. Plafon z wolnym polem pośrodku miał dokoła ornamentację stiukową z
herbami Radziwiłłów jako motywem przewodnim i girlandami roślinnymi jako
motywem wiążącym.
Część traktu
ogrodowego na parterze pałacu zajmowały ogromne sale zwierciadlane, łączące
się z sobą nie za pomocą drzwi, lecz trzech dużych otwartych arkad, z których
środkowa była najwyższa i najszersza. Zwierciadła sięgające początków XVIII
w., składające się z małych, przeważnie prostokątnych rżniętych tafli,
pokrywały około dwudziestu wielkich płaszczyzn ściennych, podobnie jak
przejścia zamkniętych półkoliście i takiego samego kształtu drzwi. Łukomscy
powołując się na plany z 1777 r. wyrażają przypuszczenie, że podobnymi taflami
lustrzanymi pokryte były kiedyś także ściany przylegających do sal zwierciadlanych
galerii. Z biegiem czasu połowa galerii została wszakże przebudowana na kilka
mniejszych pomieszczeń, druga zaś ocalała wprawdzie, ale już bez oprawy
lustrzanej. Ściany sal nie zajęte przez zwierciadła wyłożone zostały boazerią
orzechową, dzieloną wgłębnymi pilastrami. Zdobiły ją misternie rzeźbione
złocone ornamenty w kształcie krat, utrzymanych w stylu Ludwika XV, girland liści
i winnych gron wijących się wzdłuż pilastrów oraz artystycznie wypracowane
rokokowe świeczniki ścienne. Nad lukami arkadowymi najszerszych przejść sali
środkowej umieszczone były wielkie, także w drewnie na tle bogatych panoplii
wykonane złocone płaskorzeźby, wyobrażające z jednej strony herb Korybut, z
drugiej radziwiłłowskiego orła z Trąbami, obie zwieńczone mitrami. Mniejsze
tarcze, także z mitrami lub koronami, przedstawiające herby rodzin
spokrewnionych z Wiśniowieckimi, a więc Dolskich, Mniszchów, Ogińskich,
Łukomskich, Tarłów, Brzostowskich, Platerów i innych, widniały nad
pozostałymi, mniejszymi arkadami. Artystycznym uzupełnieniem sal
zwierciadlanych były gipsowe i marmurowe popiersia znakomitych osobistości polskich
XVI, XVII і XVIII w., ustawione na specjalnych, utrzymanych w tym samym stylu co
boazerie ścienne wysokich postumentach. Wyróżniało się wśród nich popiersie
Jana III z kararyjskiego marmuru, wykonane przez Piotrowskiego, dalej popiersie
Jerzego Ossolińskiego i biskupa Wielopolskiego oraz Jana Kochanowskiego, Lwa
Sapiehy, Jerzego Mnisz- cha, Marcina [?] Poczobuta, Stanisława Poniatowskiego,
Stanisława Żółkiewskiego, Stanisława Jabłonowskiego, któregoś Paca i in. Popiersia
te dlatego miały pewną wartość, że skopiowane zostały z oryginałów
znajdujących się za czasów Stanisława Augusta w warszawskim Zamku Królewskim.
Na temat pozostałych pokoi głównego korpusu pałacu nie posiadamy żadnych
wiadomości. Całe lewe skrzydło przeznaczone było na pokoje gościnne.
Na piętrze,
bezpośrednio nad sienią, mieścił się takiej samej wielkości i kształtu przedpokój,
podwyższony jednak o pół piętra. Wnęki jego drzwi, wiodących na balkon, i
okien, wysokich prostokątnych dolnych, jak też kwadratowych górnych, pokrywały
sztukaterie o motywach roślinno-ornamentalnych. Ściany, podobnie jak w sieni
dolnej wyłożone kafelkami biało-niebieskimi, dzielone były pionowo gładkimi
pilastrami ze stylizowanymi kapitelami. Górą obiegał salę szeroki fryz także
orna- mentalno-roślinny oraz gzyms częściowo profilowany, częściowo kostkowy,
nie sięgający sufitu. Drzwi wiodące do dalszych apartamentów miały zwieńczenie
w postaci trójkątnych frontonów, otoczonych również delikatnym gzymsem
kostkowym.
Z przedpokoju
górnego na wprost wchodziło się do wielkiej sali balowej, wysuniętej ryzalitem
ogrodowym, tej samej co przedpokój wysokości, także z dwoma rzędami okien osadzonych
w dekorowanych sztukateriami wnękach. Gładko polerowane ściany zdobiły pilastry,
a górą biegł identyczny jak w przedpokoju fryz oraz gzyms wieńczący. Ten sam
kształt miały też naczółki nad drzwiami. Przeciwległe oknom ścięte narożniki
mieściły półkoliście sklepione nisze z piecami w postaci żłobkowanych kolumn,
ustawionych na czworobocznych wysokich cokołach i zwieńczonych wazonami. Z
sufitu otoczonego dokoła delikatnym gzymsem zwisał niegdyś wielki żyrandol ze
szkła urzeckiego. Z powodu pozbawionych obicia ścian sala balowa nosiła miano
„białej”.
Bezpośrednio z
salą balową oraz przedpokojem łączyły się dwa wielkie salony, od tonacji obić
zwane „różowym” i „błękitnym”. Oba nosiły wyraźne cechy stylu Ludwika XVI.
Miały one ściany dołem, nad drzwiami, oknami i kominkami wyłożone lakierowaną
na kolor biały boazerią. Głównym elementem dekoracyjnym supraport były w obu
salonach płaskorzeźbione i złocone wazony umieszczone w owalnych wieńcach lub
arabeski. Wyłożone białym marmurem klasycystyczne kominki wzbogacały
kolorystycznie wstawki z marmuru ciemnego, żyłkowanego. Wysokie gładkie piece,
niewątpliwie nowsze, wieńczyły gzymsy nawiązujące do rokoka. Duże, niemal
kwadratowe lub mniejsze, wąskie pola ścienne nie zajęte przez boazerie zarówno
w salonie „różowym”, jak „błękitnym”, a także w innych, pokrywały niezwykle
cenne tkaniny w desenie wyobrażające bukiety kwiatów, rogi obfitości, rajskie
ptaki, papugi i zwierzęta, szyte kolorowym jedwabiem na białym lub innego
koloru atłasie. Zachwycające smakiem, delikatnością pomysłów i wykonaniem,
obicia te nie płowiały mimo upływu czasu. Przypisywane były bez żadnych podstaw
fraucymerowi Maryny Mniszchówny. Najprawdopodobniej jednak zostały one wykonane
w drugiej połowie XVIII w. przez fraucymer którejś Mniszchowej, jedna z tych
pań figurowała bowiem z podobną robótką w ręku na portrecie. Prócz obić
ściennych takie same pokrycia miały też niektóre meble i ekrany do kominków[24].
Prawa strona
pałacu mieściła jeszcze „salę Korybutów”, nazwaną tak od nagromadzonych w niej
wizerunków tej rodziny, salę biblioteczną ze zbiorami mineralogicznymi,
apartamenty zajmowane kiedyś przez carewicza Pawła, z salonikiem okrągłym, z
kinkietami ściennymi w kształcie czerwono malowanych lampek ze złoconymi
arabeskami i figurkami gracji, oraz paradnym, bogato złoconym łożem, obitym atłasem
haftowanym różnobarwnymi nićmi w piękne bukiety, z baldachimem z tego samego
materiału. Parę pokoi nosiło miano „chińskich”. Wielkie zdobiące je kandelabry
wyobrażały Chińczyków w odlewie z ciemnego brązu, z kwiecistymi gałązkami w
ręku, pochodzące z połowy XVIII w. W prawym skrzydle znajdowała się wspaniała
ponoć łazienka, co w XVIII w. nawet w wielkich europejskich rezydencjach poza
Anglią zdarzało się nieczęsto, a na końcu sala teatralna, mogąca pomieścić
kilkaset osób, ze sceną oddzieloną od widowni wąskimi ściankami i dwiema
kanelowanymi kolumnami.
Po stronie lewej
głównych sal recepcyjnych ciągnęły się mniejsze saloniki i buduary, w tym
„przedpokój Lubomirskich”, zawdzięczający swe miano zawieszonym tam ogromnym
wizerunkom przedstawicieli tej właśnie rodziny z czasów Jana Kazimierza i Jana
III Sobieskiego, oraz pokoje „królewskie”, oddane swego czasu do dyspozycji
Stanisławowi Augustowi. Część ścian gabinetu „królewskiego” wyłożona była
kafelkami o motywach francuskich lilii burbońskich. Jeden z pokoi sypialnych,
bez obić, z alkową i kominkiem z czarnego marmuru, utrzymany w tonacji jasnej,
dekorowany był białymi sztukateriami o motywach groteski. Inny pokój
wyposażono w przepiękny, także biały barokowy kominek, niezwykle bogato
ukształtowany, sięgający niemal sufitu, z dwoma puttami siedzącymi we
wdzięcznych pozach u szczytu, podtrzymującymi mitrę. W niektórych pokojach,
podobnie jak w sali balowej, piece w postaci kolumn z wazonami stały także w
sklepionych niszach. Piece te, pochodzące z drugiej połowy XVIII w., doskonale
harmonizujące ze stylem Ludwika XVI, wstawiono po usunięciu stamtąd o wiele cenniejszych
i starszych, bardziej dostosowanych do pierwotnej dekoracji ścian z czasów
Wiśniowieckich. Po lewej stronie mieściła się wreszcie kaplica, ale na temat
jej wystroju nie mamy żadnych informacji.
Więcej niż
architekturą oraz rozmieszczeniem sal i pokoi - których w pałacu miało być
około stu, co jednak wydaje się dużą przesadą - wszyscy odwiedzający zamek,
którzy wrażenia swe przekazali potomności drukiem, interesowali się zbiorami
artystycznymi. Najstarsze relacje pochodzą wprawdzie z drugiej połowy XVIII
w., ale są one lakoniczne i dotyczą głównie uroczystości związanych z
odwiedzinami króla Stanisława Augusta i carewicza Pawła. Znacznie ciekawsze
mogłyby być informacje J. Ursyna Niemcewicza, który bawił w Wiśniowcu w 1816
r., a więc w okresie, gdy zbiory były najbogatsze i bez żadnych ubytków[25]. Niestety, podkreśla on
tylko z wdzięcznością gościnność okazaną mu przez marszałkową Mniszchową i jej
syna Karola, odnośnie do pałacu ogranicza się tylko do stwierdzenia, że „przez
saskich budowniczych wystawiony, nosi na zewnątrz znamienną gustu ich cechę”.
Wewnątrz zwrócił wprawdzie uwagę na „obszerne sale i komnaty, napełnione
zbiorem wizerunków rodu Wiszniowieckich i Mniszchów”, ale większego wrażenia
na nim nie zrobiły. Zainteresowały go jedynie portrety Maryny Mniszchówny i
jej męża Dymitra, które gospodarze obiecali dać „wysztychować” dla jego
historii Zygmunta III, a z malowideł innej treści jedynie obraz Maria
Magdalena, naturalnej wielkości,
pędzla Greuze’a, zapewne dlatego, że artysta ten rzadko tworzył kompozycje tak
wielkich rozmiarów. Wymienił też Niemcewicz kilka rękopisów przechowywanych w
bibliotece.
Spośród osób,
które zwiedziły zamek wiśniowiecki w ciągu XIX w. i wrażenia swe następnie
opublikowały, najwięcej szczegółów na temat tamtejszej galerii obrazów
zawdzięczamy anonimowi, ukrywającemu się pod kryptonimem „J.J....CZ”,
a charakterystykę ogólną
Aleksandrowi Przezdzieckiemu[26]. Pierwszy z nich
odwiedził rezydencję Mniszchów ok. 1836 r., drugi ok. 1840, obaj więc w tym samym
mniej więcej czasie.
W grupie
portretów sygnowanych, oprócz niektórych wspomnianych już wyżej, wymienia
J.J....cz. następujące: Marcello Bacciarelli: Stanisław August siedzący przy
stole z koroną i klepsydrą, Stanisław August w stroju koronacyjnym, prymas ks.
Michał Poniatowski, Urszula z Zamoyskich Mniszchowa, żona Michała Jerzego,
marszałka wielkiego koronnego, Józef Mniszech, marszałek wielki koronny, żona
Józefa Mniszcha, nie wiadomo jednak która, pierwsza czy druga; L. Marteau: ks.
Franciszek Poniatowski, Pelagia z Potockich Mniszchowa i Marianna z
Ossolińskich Mniszchowa; J. Grassi: [Tekla z Czapliców?] Jabłonowska,
kasztelanowa krakowska; [Nicolas] Largilliere: Anna z Wiśniowieckich Ogińska,
wojewodzina trocka, Konstancja z Czartoryskich Poniatowska, kasztelanowa
krakowska; Elżbieta Vigee- Lebrun: Anna z Cetnerów ks. Sanguszkowa, późniejsza
księżna Lotaryńska; Laurent: Elżbieta z Mniszchów Radziwiłłowa i Paulina Jabłonowska;
Rosalba Carriera: król Stanisław August w młodym wieku; Angelika Kauffmann:
Zofia Mniszchówna, córka marszałka w. koronnego; Rigaud: książę Orleanu;
[Piętro Antonio] Rotari: August III król polski, jego żona, królowa Maria
Józefa oraz nieokreślone „trzy głowy”; Holbein: Henryk VIII król Anglii i
królowa Bona; [Antoine] Pesne: ks. Kazimierz Poniatowski; [Charles Robert]
Leslie: dwa portrety nie określonych dokładniej Anglika i Angielki; oraz króla
Michała Korybuta, pędzla także nieokreślonego „w guście Rembrandta”. Prócz
sygnowanych wymienia także kilka wizerunków anonimowych, w tym Jana Mniszcha,
podkomorzego wielkiego litewskiego i Józefa Lubomirskiego, marszałka wielkiego
koronnego, a w grupie sygnowanych studiów portretowych: Norblina Hiszpan i Pasterka
oraz Rembrandta Staruszek.
Studium Hiszpana na desce
określił jako „w guście Wandyka”, Staruszkę jako kopię Gerarda, a jeszcze jedną Staruszkę jako „piękną robotę nie znanej ręki”.
Z obrazów
sygnowanych o tematyce religijnej lub do niej zbliżonej, podobnie jak Niemcewicz,
zwrócił J.J....cz. uwagę na dzieło Greuze’a, które określił jednakże jako „św.
Elżbietę”, podając przy tym wymiary obrazu 3x2 łokcie. Nie wiadomo więc, czy
chodziło o to samo płótno. Z innych wyliczył: Albani: Wniebowzięcie
Najświętszej Panny; Casanova: dwa
pejzaże; [Giovanni Francesco] Romanelli: Narodzenie
Chrystusa; Piętro de Cortona: Bogowie w
Olimpie; Paolo Veronese: Trzej królowie
oraz Wesele w Kanie Galilejskiej
(przy pozycji drugiej zaznacza jednak, że mogła to być kopia Tokarskiego);
Guido Reni: Najświętsza Panna; pędzla zaś nieokreślonego: Św. Hieronim, Ścięcie św. Jana szkoły niemieckiej; Nawiedzenie Chrystusa Pana, Widok wnętrza kościoła szkoły holenderskiej., na desce, określając ów obraz
jako „arcydzieło sztuki, do wysokiego stopnia wypracowane” i Widok kaplicy
w Dęblinie.
Z obrazów
sygnowanych o tematyce innej wymienił: Palma: Trzy gracje, Luca Giordano [w oryginale Luca Jordano - R. A.]: Olind i Sofronia;
Holbein: Judyta;
Watteau: dwa „widoki”; Du Vivier: także dwa „widoki”; Fidanza: Wschód słońca; Van Loo: Koncert sułtana; Van Huysum: Kwiaty, dwa obrazy; Dietrich: Uczniowie z
Emaus; Wouwerman: Widok; Greuze: Bachantka; Canaletto: sześć widoków Wenecji, „wszystkie równej
wielkości, przez obydwóch Kanalettych”, Julio Romano: Batalia na
śniegu; Tokarski: Scena z
Eneidy Wergiliusza; Wanderwerff: Józef i jego
żona Putyfara, „celujący kolorytem
i pięknością karnacji”.
Z malowideł nie
sygnowanych o różnej tematyce, wymienił jeszcze J.J....cz. „dziewięć sztuk
rozmaitych, służących do pożywienia”, a więc zapewne martwych natur, „w guście
Vanninx’a”, dalej trzy „batalie”, Pijaka szkoły flamandzkiej i Dawida „w połowie figury”. Wspomniał w końcu sumarycznie o
osiemdziesięciu „różnych” miniaturach. Widział też w Wiśniowcu sto dwadzieścia
„widoków Warszawy na papierze, przez Vogla”.
Mniej rzeczy
zainteresowało w pałacu wiśniowieckim Aleksandra Przezdzieckiego. Zwrócił
jednak uwagę także na wiszące podówczas w sieni obrazy, przedstawiające wesele
i koronację Maryny Mniszchówny w Moskwie oraz inne „dotyczące bajecznych
triumfów przodków Mniszchowskiego domu za Karola Wielkiego i Ottona III
cesarzów”. Na górze „przedpokój królewski” zdobiły portrety trzech ostatnich
monarchów polskich naturalnej wielkości, a „salę Korybutów” wyłącznie portrety
Wiśniowieckich. W niektórych pokojach zwrócił też Przezdziecki uwagę na piękne
obicia, a w pokojach zajmowanych niegdyś przez carewicza Pawła także na „ładne”
portrety Holbeina i „widoki malarza Canaletto”. Zbiór portretów rodzinnych „w
dawnych strojach” określił jako „nieprzeliczony”, odnotowując równocześnie,
iż pałac mieścił też jeszcze sto kilkadziesiąt innych malowideł, przeważnie
szkół włoskich, holenderskich, francuskich i niemieckich „przedniejszych
malarzy”. Biblioteka liczyła aktualnie 15 000 tomów, w tym „wiele kosztownych
wydań dawnych rzadkich książek polskich”, jak Panosza Paprockiego, Kronika
całego świata Bielskiego czy Statut Łaskiego na pergaminie. Oglądał
poza tym Przezdziecki wiele rękopisów, w tym oryginalne listy monarchów i
innych sławnych ludzi oraz wiele materiałów do prac historycznych zgromadzonych
przez Michała Jerzego Mniszcha.
Najpoważniejszą
pozycją w zbiorach zamku wiśniowieckiego była niewątpliwie galeria obrazów.
Niestety, zachował się tylko „Rejestr portretów w Zamku Wiśniowieckim znajdujących
się dnia 10 sierpnia 1828 r.”[27] Choć niektóre z nich, zwłaszcza nowsze, były zapewne
sygnowane, rejestr ów nigdzie nie podaje nazwisk autorów, co znacznie obniża
jego wartość. Niemniej, opierając się na nim, możemy przynajmniej stwierdzić,
że na przełomie pierwszej i drugiej ćwierci XIX w. było w Wiśniowcu 355
portretów, z czego 333 mieściły się w różnych salach reprezentacyjnych, reszta
zaś, to znaczy wizerunki uczonych, zdobiła salę biblioteczną.
Portrety
wiśniowieckie o dużej wartości dokumentacyjnej i historycznej, ale niezbyt
wielkiej pod względem artystycznym, podzielić można było na szereg grup
tematycznych. I tak np. grupa wizerunków królów polskich oraz ich rodzin
obejmowała 60 portretów naturalnej wielkości, przedstawiających panujących od
Leszka I do Aleksandra I cara rosyjskiego, robione po większej części na
zamówienie Mniszchów. Druga grupa obejmowała portrety Przemysława, Bony,
królowej Jadwigi, wielkiego ks. litewskiego Witolda, Zygmunta I i jego żony
Barbary, Anny Jagiellonki, żony Zygmunta III królowej Konstancji, obu żon
Władysława IV, Cecylii Renaty i Marii Ludwiki, Jana Kazimierza, jego brata
kardynała Karola Ferdynanda, Michała Korybuta Wiśniowieckiego i królowej
Eleonory, Jana III, Marii Kazimiery, Augusta III i jego żony Marii Józefy,
Stanisława Augusta i w końcu Fryderyka Augusta ks. Warszawskiego.
Spośród
panujących obcych i ich rodzin znajdowało się w Wiśniowcu ogółem 25 portretów,
a wśród nich papieża Aleksandra VIII; osobistości francuskich: Ludwika XIV,
królowej Marii Leszczyńskiej i kilku innych; królów angielskich: Henryka VIII,
Karola I i Jakuba II; carów rosyjskich: Dymitra Samozwańca, Katarzyny II,
Pawła I i jego żony; władców hiszpańskich: Karola III i jego żony Amelii; a ze
szwedzkich Karola XII. Poza tym były jeszcze wizerunki książąt: Maurycego
Saskiego, Wilhelma Orańskiego oraz Jeremiego, hospodara wołoskiego. Prawie
wszystkie portrety starsze pochodziły z Laszek Murowanych.
Portretów rodziny
Wiśniowieckich było 30, w tym Dymitra, niedoszłego hospodara mołdawskiego,
Aleksandra, Konstantego, wojewody ruskiego, Michała, kasztelana bracławskiego,
Jeremiego Michała, wojewody ruskiego i jego żony Gryzeldy z Zamoyskich,
rodziców króla, Konstantego, wojewody ruskiego i jego żony Urszuli z Mniszchów,
Janusza, koniuszego wielkiego koronnego, Dymitra Jerzego, hetmana wielkiego
koronnego, Konstantego Krzysztofa, wojewody bełskiego i jego żony Urszuli
Teresy z Mniszchów, Janusza Antoniego, kasztelana krakowskiego i jego żony
Teofili z Leszczyńskich, Michała Serwacego i jego trzech żon, Katarzyny z
Dolskich, Magdaleny z Czartoryskich i Tekli Róży z Radziwiłłów, córek Michała
Serwacego, Anny Ogińskiej i Elżbiety Zamoyskiej oraz innych.
Najliczniej, bo
63 portretami reprezentowani byli Mniszchowie, główni twórcy galerii. Do
najciekawszych należały wizerunki Michała, marszałka koronnego i jego żony
Urszuli z Zamoyskich, Jerzego, wojewody sandomierskiego, ojca Maryny, samej
Maryny Mniszchówny, Jerzego, wojewody wołyńskiego i dalsze. Grupa Tarłów
obejmowała 25 portretów, począwszy od ich domniemanego przodka Sieciecha.
Grupa Poniatowskich 11, w tym
króla Stanisława Augusta, jego ojca Stanisława, kasztelana krakowskiego, matki
Konstancji z Czartoryskich, braci: prymasa Michała, Andrzeja i Kazimierza,
sióstr i bratanka ks. Józefa. Wśród 15 portretów Potockich były podobizny
Józefa, hetmana w. koronnego, Stanisława, wojewody ruskiego, Ignacego,
marszałka w. litewskiego, Franciszka, ostatniego wojewody kijowskiego i in., a
wśród 6 Lubomirskich Jerzego, rokoszanina. Sześć miejsc
zajmowali także Zamoyscy z kanclerzem Janem na czele. Wśród pięciu wizerunków
Radziwiłłów wyróżniały się dwa: Karola „Panie Kochanku” oraz Michała, hetmana
wielkiego litewskiego. Posiadała też galeria portretów zamku wiśniowieckiego
wizerunki Czartoryskich, Firlejów, Oleśnickich, Sobieskich, Zbaraskich, a z
osobistości obcych Simona Forgacha, posła szwedzkiego barona Schóffera,
ministra angielskiego Williama Pitta, Marii Teresy Geoffrin, Mikołaja Repnina
i Bohdana Chmielnickiego.
Salę biblioteczną
zdobiły m.in. 22 portrety uczonych i obcych mężów stanu, w tym Franciszka M.
Woltera, Karola Ludwika Monteskiusza, Jerzego L. Buffona, Jana Baptysty Radna,
a z polskich Jana Kochanowskiego i Adama Naruszewicza. Malowidła te pokrywały
drzwi szaf, którymi zabudowano całkowicie ściany. Prawdopodobnie nie istnieje
inwentarz, który obejmowałby całość zbiorów wiśniowieckich przed ich
rozproszeniem po święcie. Nie było zapewne także spisu przedmiotów
wywiezionych przez Jerzego Mniszcha do Paryża. Nie ma więc w konsekwencji także
i możności pełnej rekonstrukcji i należytej oceny tych tak bogatych, choć
nierównej wartości różnokierunkowych kolekcji.
Franciszek
Eysymont, który wprawdzie informacje swe czerpał na miejscu, ale dopiero w
ćwierć wieku po sprzedaniu Wiśniowca przez Mniszchów, pisze, że ostatni
właściciel, wyjeżdżając na stałe do Francji, zabrał ze sobą najlepsze portrety
Mniszchów, obrazy van Dycka, Rembrandta i Holbeina, dalej przedmioty z marmuru
i brązu, starą porcelanę, złote i srebrne serwisy, 2500 tomów z zamkowej
biblioteki, przeważnie dzieła treści przyrodniczej w języku francuskim oraz
wiele prac heraldycznych Karola Mniszcha[28].
Dość
nieoczekiwanie na temat wywiezionych z Wiśniowca przez Jerzego Mniszcha jego
części obrazów dowiadujemy się z wydanej drukiem korespondencji Balzaka. W
okresie dzielenia dóbr i dzieł sztuki między braćmi mieszkał on w Wierzchowni u
swej przyszłej żony, pani Eweliny Hańskiej, skąd w październiku 1848 r.
przyjechał na czterodniowy pobyt do Wiśniowca. Opisu zamku wprawdzie nie
pozostawił, ale nie bez afektacji nazwał go „polskim Wersalem”. Opierając się z
pewnością na otrzymanych na miejscu informacjach, określił Balzak liczbę
obrazów, zgromadzonych w Wiśniowcu w okresie największej świetności tej
rezydencji, na 1800 sztuk. W wyniku trzykrotnych działów rodzinnych w
pierwszej połowie XIX w. było ich już wszakże znacznie mniej. Z grupy
najcenniejszych, na podstawie umowy z bratem Andrzejem, 30 obrazów zabrał
Jerzy Mniszech do Wierzchowni, gdzie po ślubie z Anną Hańską, który odbył się w
1847 r., najczęściej, aż do ostatecznego wyjazdu do Francji, przebywał. Część
z nich wymienił Balzak w pisanych z Wierzchowni do przyjaciół listach, nie
zawsze jednak określając je precyzyjnie, czasem podając nawet tylko nazwisko
artysty.
Wiele z
przypadłych Jerzemu Mniszchowi w spadku malowideł wzbudziło niekłamany zachwyt
pisarza, zarówno ze względu na ich walory artystyczne, jak też wartość
materialną, której nie omieszkał dokładnie określić. Szczególnie wysoko ocenił
obraz J. B. Greuze’a Głowa przestraszonej dziewczyny, namalowany przez artystę dla pani Geoffrin i przez
nią sprzedany królowi Stanisławowi Augustowi, „najpiękniejszy”, jaki zdarzyło
mu się widzieć, i dwa dzieła Canaletta. Zdaniem Balzaka, ani Greuze’a ani
Canaletta o podobnej sile wyrazu i w takim stanie zachowania nie posiadały nawet
muzea. Poza tym wymienił jeszcze dwa obrazy pędzla Watteau, bez określenia ich
tematów, namalowane także dla pani Geoffrin, Głowę van Dycka, portret pierwszej żony Jakuba II, który w
jednym liście przypisał Gasparowi Netcherowi, w innym Piotrowi Lely, portret
Jakuba II, tegoż Lely (którego nazwisko przekręcił zresztą na Leslie), Judytę [Łukasza] Cranacha, dwa obrazy olejne na papierze,
pędzla van Huysuma i w końcu nie określone Rotariego, „jeszcze piękniejsze od
Greuze’a”, Mignarda i Rigauda[29]. Jaki był dalszy los tej
części galerii wiśniowieckiej - nie wiadomo.
W okresie
przejściowym, gdy Wiśniowiec nie był jeszcze sprzedany, ale też i nie był zamieszkany
przez właścicieli, z powodu braku jakiejkolwiek opieki nad pozostałymi w zamku
zbiorami przepadło wiele cennych dzieł z biblioteki, w tym pierwsze wydanie
herbarza Niesieckiego i Statutu
Łaskiego. W czasie swych krótkich stosunkowo rządów ks. Abamelek podarowała
dział beletrystyczny francuski swemu rządcy. Szereg innych książek, których
proweniencję łatwo można było poznać po charakterystycznej oprawie skórzanej
ze złoceniami i herbem Korybut, spotykało się w drugiej połowie XIX w. w
różnych dworach wołyńskich i podolskich, najwięcej zaś w Białozórce Brzostowskich
i Czarnym Ostrowiu Przezdzieckich[30]. Poza tym księżna
wywiozła także w głąb Rosji na dwudziestu wozach pewną ilość starych druków i
część innych zbiorów, głównie najcenniejsze meble, pozostałą jeszcze na miejscu
porcelanę i niemal wszystkie artystyczne brązy, a więc zegary, kandelabry,
świeczniki, w znacznej części sygnowane przez najlepszych mistrzów, jak
Caffieri i Gauthier[31].
Następny
właściciel, Włodzimierz hr. Broel-Plater ustosunkował się do zamku
wiśniowieckiego jak do placówki kulturalnej, którą należało jak najśpieszniej
dźwignąć z chwilowego upadku. Zamieszkawszy w Wiśniowcu na stałe, zabrał się
natychmiast do uporządkowania tych fragmentów zbiorów, które przetrwały na
miejscu, i uzupełnienia ich własnymi. Przede wszystkim kazał więc sporządzić
inwentarz mienia ruchomego pałacowego, który niestety zaginął. Bliższe dane z
tego okresu znane są jedynie w odniesieniu do biblioteki, która w chwili
objęcia Wiśniowca przez Platera liczyła jeszcze 13 000 tomów razem z broszurami
i periodykami. Do tego zbioru dołączył Plater przywieziony z rodzinnego
Worobina pod Dąbrowicą własny, w liczbie 8000 tomów, treści przeważnie
historycznej, stwarzając w ten sposób pokaźną całość, złożoną z 21 200 tomów,
w czym jedną trzecią stanowiły wydawnictwa w języku polskim.
Główne działy
zrekonstruowanej biblioteki wiśniowieckiej przedstawiały się następująco: dział
historyczny obejmował 703 dzieła polskie w 1078 tomach oraz 540 panegiryków i
mów pogrzebowych; dział literatury obcojęzycznej 915 dzieł w 1151 tomach; dział
geograficzny 700 tomów; beletrystyczny 3000 tomów. W dziale teologicznym
znalazły się książki pochodzące przeważnie z klasztoru oo. Karmelitów w
Wiśniowcu, który uległ kasacie. W dziale rękopiśmiennym, liczącym 350 tomów,
do pozycji ważniejszych należały: indeks miejscowości wspomnianych w Metryce
Litewskiej, cztery tomy in folio,
herbarze, trochę poloników z archiwów zagranicznych, autograf pamiętnika
metropolity mohylewskiego Stanisława Siestrzencewicza i autografy poezji
Wacława Rzewuskiego „Emira”.
Archiwum,
zawierające dokumenty rodzinne Wiśniowieckich, Mniszchów, Zamoyskich i innych
rodów, składało się z 200 tomów
folio. W końcu było też jeszcze wówczas ponad 20 000 listów z XVIII w.,
zebranych przez Michała Jerzego Mniszcha, jak też spora ilość inwentarzy
rozdrobnionych już wtedy lub całkowicie nieistniejących archiwów innych, nie
związanych z Wiśniowcem bezpośrednio[32].
Także i pokoje
zamkowe zostały przez Włodzimierza Platera na nowo urządzone. Jeden ze
zwiedzających w tym czasie Wiśniowiec - T. J. Stecki, opublikował na ten temat
trochę szczegółów. W pokojach na parterze, zamieszkanych przez właściciela,
znalazł on jeszcze sporo malowideł, wśród których szczególnie zainteresowały
go portrety Mikołaja Potockiego, starosty kaniowskiego i gen. Józefa
Chłopickiego, jakiś portret pędzla Holbeina i widoki Canaletta. Czy obrazy
Holbeina i Canaletta były oryginałami, czy raczej, skoro nie zostały zabrane
przez Mniszcha do Paryża, kopiami - Stecki nie precyzuje. O innych wyraził
się ogólnie, że w czasie jego pobytu w Wiśniowcu, „oprócz nieprzeliczonego
zbioru portretów familijnych, w dawnych strojach, wielkiej ilości
panegirycznych, mniej niż miernych płócien, zapełniających wszystkie sieni i
korytarze pałacowe, zachowało się do sta sztuk lepszych obrazów, po większej
części oryginalnych utworów holenderskich, francuskich i niemieckich”[33].
Niedługo trwała
jednak ta do pewnego stopnia odrodzona świetność. Po nabyciu Wiśniowca przez
Tolla Platerowi udało się wprawdzie wycofać stamtąd własną bibliotekę, archiwum
rodzinne, a może i zabrać także część archiwum Wiśniowieckich z pewną liczbą
starych rękopisów, cała reszta musiała jednak pozostać na miejscu[34]. Pod „rządami” nowego
właściciela zbiory zamkowe znów zaczęły rozpraszać się z zastraszającą
szybkością. Urządzał on nawet publiczne ich wyprzedaże, na które zjeżdżały
się całe rzesze spekulantów i przygodnych znawców dzieł sztuki. Zdarzali się
jednak wśród uczestników licytacji także i ludzie znający się rzeczywiście na
wartości sprzedawanych przedmiotów. Przyjeżdżali wysłannicy instytucji
kulturalnych polskich i rosyjskich. Historyk Rusi Mikołaj Kostomarow projektował
nawet wysłanie specjalnej komisji, która zajęłaby się kupnem archiwaliów. Do
realizacji tego planu jednak nie doszło[35]. Podobnie wyglądała
także sprawa z lwowskim Ossolineum oraz krakowskim Muzeum Narodowym, które to
instytucje nosiły się z zamiarem wykupienia z rąk Tolla szeregu cennych dla
nauki polskiej zabytków. Pięć barokowych pieców kaflowych sprzedano aż do
Petersburga, gdzie w 1907 r. nabyło je tamtejsze Katolickie Towarzystwo
Dobroczynności, ofiarowując wszystkie do Muzeum Narodowego w Krakowie. Ostatecznie
piece te ustawiono w salach Zamku na Wawelu. Część biblioteki, głównie rzadkie
polonika nabył antykwariusz ze Lwowa Lejb Igieł[36].
Niezależnie od
publicznych licytacji, Toll darował różne przedmioty muzeom i osobom prywatnym.
Ks. Dondukow-Korsakow, generał-gubernator kijowski, otrzymał np. z galerii
wiśniowieckiej pięć obrazów. Wszystkie one, podobnie jak duża część innych
zbiorów, pochodziły z głównego gniazda Mniszchów, to jest z Laszek Murowanych
i dla tamtejszego zamku zostały namalowane. Były to portrety Dymitra Samozwańca
do kolan, w zbroi, z odkrytą głową oraz Maryny Mniszchówny w stroju ślubnym,
również do kolan, a poza tym trzy wielkie kompozycje historyczne, zatytułowane:
Pochód
koronacyjny orszaku Dymitra Samozwańca i Maryny Mniszchówny do Soboru
Uspienskiego na uroczystość ślubu i koronacji Maryny w dniu 18 maja 1606 r. (podwójny), Zaślubiny
Maryny Mniszchówny w Krakowie i Przywitanie
Maryny Mniszchówny i jej orszaku pod Moskwą. W 1876 r. Dondukow-Korsakow wszystkie te malowidła
podarował ówczesnemu następcy tronu, późniejszemu carowi Aleksandrowi II, a
ten przekazał je do Muzeum Historycznego w Moskwie[37].
W 1877 r.
odwiedził Wiśniowiec ówczesny kustosz Ossolineum Edward Pawłowicz. Pozostawił
on następny, bardzo jednak lakoniczny opis tej dawnej magnackiej siedziby.
Wspomina o popiersiach królów i hetmanów, nie przypisując im jednak większej
wartości. Obrazy, których liczbę określa jeszcze na kilkaset, także jego
zdaniem miały znaczenie głównie jako pamiątki historyczne. Były to głównie
portrety wybitnych polskich osobistości, ale najczęściej nie oryginały, lecz
kopie. Jako dobry określił Pawłowicz wizerunek Zygmunta I, współczesny
królowi, pędzla Szymona Boguszowicza. Szczególną uwagę zwrócił też na portret
jakiejś angielskiej lady, przypisywany pędzlowi Van Dycka. Wspomniawszy krótko
o sprzętach z XVII і XVIII w., poświęcił Pawłowicz kilka słów ciekawym
brązom w stylu Ludwika XV i obiciowym haftom na atłasie, ciągle jeszcze
niepospolitej wartości, choć główna ich część środkowa została już wycięta. Swe
uwagi kończył Pawłowicz pesymistycznie: „Zewsząd złowroga pustka i ruina,
świadcząca, że minął czas, kiedy właściciele mieli i chęć, i możność, a nadto
poczuwali się do obowiązku podtrzymywać podobne gmachy”[38].
W tym samym roku
w kwietniu bawił w Wiśniowcu cytowany już uprzednio F. Eysymont, któremu
zawdzięczamy najobszerniejszy opis zbiorów będących na razie na miejscu.
Zastał on jeszcze mimo wszystko „ogromną ilość sprzętów, sięgających Jana
Kazimierza i Sobieskiego, ale pochodzących głównie z epoki Sasów i Stanisława
Augusta”. Opisując niektóre bardzo dokładnie, wyróżnił wśród nich łoże ks.
Pawła, stolik o czarnym blacie z inkrustacją imitującą srebro, ozdobiony monogramami
i herbami książęcymi Wiśniowieckich, stary kantorek o „odwiecznych kształtach”
i drugi z rzeźbami i brązami oraz mitrą książęcą unoszoną przez dwa amorki,
zamówiony już jakoby przez jakieś muzeum wiedeńskie, i parawany chińskie ze
złoceniami i napisami z początków XVIII w.
Pokoje zamkowe,
mimo spustoszeń poczynionych przez ks. Abamelek i Tolla, wciąż jeszcze
zapełnione były ozdobnymi kinkietami, kandelabrami i żyrandolami ze złoconego
brązu i kryształu. Wyróżniały się zdaniem Eysymonta dwa chińskie kandelabry
stołowe z połowy XVIII w., wyobrażające artystyczny odlew z ciemnego brązu
Chińczyków z kwiecistymi gałązkami w ręku, dwa kandelabry z posrebrzanej
miedzi w rodzaju świeczników żydowskich, brązowe, złocone w ogniu kandelabry
ścienne w kształcie urn z trzema ramionami o znamionach późnego renesansu z
XVII w. oraz 24 podobne kandelabry dwu- i trój- ramienne w stylu rokoko, roboty
francuskiej z czasów Ludwika XIV albo Ludwika XV.
Oddzielną grupę
przedmiotów o zarówno artystycznej, jak zabytkowej wartości tworzyły nadal
piękne, stojące staroświeckie zegary kominkowe, połączenie marmuru z brązem,
przypominające stylem wiek XVII i pierwszą połowę wieku XVIII, przeważnie
pochodzenia francuskiego. Jeden z zegarów ozdobiony był trofeami rycerskimi i
posążkiem Minerwy, inny miał kształt mitologicznego wozu z zaprzęgniętym do
niego lwem i z amorem zamiast woźnicy. Były też zegary „kątowe”, z których
jeden miał tabliczkę z firmą fabryki Franciszka Fischera w Wiśniowcu, a drugi
przypominał londyńskie zegary Barbersona. Z innych przedmiotów, zdaniem
Eysymonta, na obejrzenie zasługiwały chińskie latarnie, mające wtedy około 150
lat, ze szkłami powleczonymi ładnym, ciemnym malowidłem, oraz hebanowy pająk
na osiem świec o staroświeckim półkolistym kształcie, liczącym zapewne
aktualnie paręset lat.
Największemu
rozproszeniu uległy przedmioty z porcelany. Do 1877 r. z dawnych zbiorów
wciąż jeszcze istniały dwie ogromne sewrskie wazy z wymalowanymi na nich
scenami myśliwskimi, jakiś zabytkowy kubek i filiżanka.
Z obrazów widział
Eysymont około 600 sztuk, lecz trzecią ich część uznał za „straszne,
przerażające bohomazy”, przedstawiające nie tylko wszystkich Piastów oraz ich
następców, ale i Popielów, i Leszków oraz dwunastu wojewodów. Z pozycji
wartościowych z grupy polskiej wymienił malowidła następujące: Dawid grający
na harfie, dzieło Urszuli
Mniszchowej, tak podobno piękne, że nawet znawcy brali je za arcydzieło sztuki
bolońskiej; ogromnych rozmiarów obraz z początku XVII w. Rokosz albo facies Reipublicae sub rege Sigismundo Tertio...; dwa średniej wielkości płótna z czasów
historycznego zjazdu w 1787 r. zatytułowane Obrazy
Kaniowa, wyobrażające przybycie Katarzyny
II i sztuczny wulkan z zabaw królewskich, Pole
elekcyjne pod Warszawą w czasie obioru króla Stanisława Augusta, kompozycja będąca ścisłym przedstawieniem senatorów,
koła rycerskiego, szlachty i wojska ze wszystkich ziem i województw, mająca u
spodu siedem objaśnień, tłumaczących znaczenie szczegółów obrazu. Dalej
ciekawym i cennym miało być średnich rozmiarów malowidło pt. Teatr
zwycięstwa nad Turkami i Tatarami odniesionego pod Chocimiem 1673 r. 11
października. Widać na nim było
miasto i jego okolice z rozłożonymi na tym tle obozami polskim i tureckim
przed rozpoczęciem bitwy. Wartości obu tych kompozycji nie doceniano widocznie,
skoro pierwszy z nich umieszczono między „bohomazami”, drugi zaś w korytarzyku
wiodącym do sali teatralnej. Były też jeszcze podówczas w zamku inne obrazy,
jak Posiedzenie senatu polskiego
i czterdzieści kilka dalszych, ze scenami bitwy z Tatarami, polowań i pejzaży,
będących często kopiami lub niezbyt udanym naśladownictwem różnych obcych
szkół. Dalej obrazy pochodzące z kościoła pokarmelickiego o treści nabożnej, a
w końcu oryginały prac Andrzeja Mniszcha na temat scen z Eneidy Wergiliusza czy ścięcia św. Jana.
W grupie
portretów rozwiązał Eysymont zagadkę tajemniczej dla Pawłowicza damy angielskiej,
określając ją jako lady Pembroche, a malowidło jako kopię van Dycka z galerii
londyńskiej. Za godne uwagi uznał też jeszcze inne portrety, a więc królewny
francuskiej Wiktorii, córki Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej, Henryki ks.
Lotaryńskiej z rodziny polskiej Cetnerów, obraz będący tylko kopią oryginału wywiezionego
przez ks. Abamelek, D-sse Roąuelore, kochanki Napoleona, oryginalne i ładne
wizerunki ks. Karola „Panie Kochanku” i Tomasza Zamoyskiego, dwa portrety
Stanisława Augusta, jeden malowany przez Bacciarellego, drugi przez Rosalbę
[oryginały czy kopie?], kilka wizerunków Mniszchów, dwanaście małych owalnych
rodziny Burbonów z XVIII w., szkoły francuskiej i tyleż wykonanych na miedzianych
blachach pisarzy francuskich, przeważnie z czasów Ludwika XVI, a w końcu studium
Henryka Rodakowskiego Starzec,
obraz sprowadzony do Wiśniowca już przez hr. Włodzimierza Platera.
Z grupy obrazów
artystycznych wylicza Eysymont następujące: Śpiący
kupidyn przypisywany Cranachowi,
lecz jego zdaniem należący raczej do szkoły tego mistrza; dwie niewielkie
olejne kopie Pawła Veronese, Trzej królowie i Wieczerza Pańska, wykonane przez ucznia Bacciarellego, Mateusza Tokarskiego, który
reprezentowany był jeszcze przez swą pracę oryginalną W haremie
sułtana, pełną jaskrawości barw; Hiob, obraz odznaczający się światłem rembrandtowskim, ale
będący zapewne oryginałem jakiegoś innego mistrza, lecz według Eysymonta nie
Holbeina, jak utrzymywali miejscowi; Piotr Skarga, przypisywany dowolnie Rubensowi; Trzy gracje, dzieło francuskiej szkoły Davida; dwa wielkie i
piękne obrazy Zdobycie warowni, oryginały szkoły flamandzkiej; Noc na brzegu
morskim, kopia Josepha Verneta,
„zachwycająca cudnie naturalnym mgławym kolorytem sennego morza”, będąca
zdaniem Eysymonta dziełem tak mistrzowskim, że „można by je wziąć za oryginał,
nie wiedząc, że ten się gdzie indziej znajduje”; dalej Noc na morzu i Widok świątyni greckiej, na których temat nic autor relacji nie dodaje;
cztery ogromne „malowidła chińskie” z połowy XVIII w., szkoły francuskiej;
kilka obrazów szkoły Wouwermana, Roosa i Venixa; Żywa natura, szkoły holenderskiej; oraz oryginały dużej wartości:
Żebracy J. Franka, szkoły niemieckiej, Poobiedzie
niedzielne, przykład niemieckiego
realizmu w sztuce i Włoszka
Franciszka Kostrzewskiego.
Jeśli chodzi o
stan galerii portretów rodzinnych i wybitniejszych historycznych osobistości,
to w 1877 r. nie różnił się on jeszcze zbytnio od stanu z początków XIX w. Z
większych grup pozostawało więc w zamku nadal 30 portretów Wiśniowieckich i 72
Mniszchów. Oprócz trzech o dużej wartości artystycznej, inne określił Eysymont
jako „szkaradne maszkary”. Wizerunków Tarłów były jeszcze w zamku 34 sztuki, w
tym błg. Jana Tarły, pogrzebanego w Jerozolimie w 1488 r. oraz drugiego o tym
samym imieniu, generała wojsk hiszpańskich.
Z galerii
portretów Mniszchów, rozmieszczonej częściowo w salach lustrzanych, a częściowo
po całym gmachu, wymienił Eysymont przede wszystkim wizerunki rodziny carycy,
a więc ojca jej Jerzego Mniszcha, który namalowany został z medalionem na szyi
przedstawiającym popiersie królewskie, z napisem w okolu „Sigismundus III D.C.
Poloniae et Sweciae Rex”, jego żony, Jadwigi z Tarłów, wdowy po Stadnickim,
braci, sióstr, stryja i innych. Niektóre osoby reprezentowane były przez kilka
podobizn. Portret Maryny znajdował się wówczas w Wiśniowcu tylko jeden,
natomiast portretów Dymitra były jeszcze dwa oryginały.
W grupie
portretów panujących wyróżnił Eysymont wizerunki wielkiego ks. Witolda oraz
Zygmunta I, które określił jako znakomite, mające wszelkie cechy
autentyczności, robione z natury, oraz zdobiące ściany przedpokoju „królewskiego”
portrety obu Sasów, które uznał za niewątpliwe oryginały dobrych artystów.
Portrety Stanisława Leszczyńskiego, jego córki Marii oraz Jana III ocenił
natomiast jako bardzo liche. Wyraził też wątpliwość, czy były oryginałami
wizerunki Pawła I i Aleksandra trzymającego w ręku Konstytucję
Królestwa Polskiego, jak też Marii
Józefy, królowej polskiej, żony Augusta III, a córki cesarza Józefa I.
Do autentycznych,
stojących na pewnym artystycznym poziomie, zaliczył też Eysymont portrety
Jeremiego Mohyły, hospodara wołoskiego, którego córka Regina zamężna była za
Michałem Wiśniowieckim, starostą owruckim; Jana Zamoyskiego, przypuszczalnie
dziecka Tomasza Zamoyskiego, jako upudrowanego malca z rodzajem niemieckiego
„harzopfu” na głowie; Ludwiki z Poniatowskich Zamoyskiej, siostry Stanisława
Augusta; akwarelowy wizerunek królewskiego synowca Stanisława Poniatowskiego;
olejne Bohdana Chmielnickiego, Mikołaja Potockiego, ks. Aleksandra Augusta
Czartoryskiego, wojewody ruskiego; dwa olbrzymie konterfekty Lubomirskich w
stalowych zbrojach i togach, z przedpokoju noszącego od nich nazwę, dwa również
kolosalne portrety dwóch opitych Mniszchów z epoki saskiej; Mikołaja
Oleśnickiego, posła królewskiego do Moskwy i portret ks. Beauviller de Bethune.
Z rzeźb widział
już Eysymont w Wiśniowcu niewiele, bo tylko 12 marmurowych popiersi i posągów. Za najlepsze uznał
popiersie Jana III, a niezłym wydało mu się popiersie prymasa Poniatowskiego,
dłuta nieokreślonego, i jakiegoś kardynała z napisem: „Махіmilianus
Laboureur Romanus fecit Anno MDCCLXXXX”. Z innych rzeźb wyróżnił Bachantkę z nieco nienaturalnymi lokami na głowie, Apolla oraz grupę przedstawiającą Zemstę
miłości. Prócz wielu odlewów
gipsowych znajdowało się w zamku w czasie odwiedzin Eysymonta sporo statuetek,
kopii arcydzieł światowej sztuki rzeźbiarskiej. Spośród alabastrowych i
marmurowych kolumn, urn i wazonów, na większą uwagę zasługiwać miały dwa
piękne wazony z piaskowca, „kształtami przypominające prostotę renesansu”.
O nabycie
biblioteki, w której miały się jeszcze zachować tak rzadkie druki, jak biblia
Budnego czy pierwsze wydanie Herbów rycerstwa polskiego Bartosza Paprockiego, petraktował właśnie Władysław
Branicki z Suchej.
O dużym poczuciu
piękna twórców rezydencji wiśniowieckiej chlubnie świadczy fakt, że zwracali
oni uwagę nawet na takie szczegóły, jak sięgające początków XVIII w. drzwiczki
u pieców, dbając o ich estetyczny wygląd. Sporządzone z żeliwa lub brązu,
miały one ozdoby o motywach figur mitologicznych. Po całym gmachu, a głównie
przy kominkach czy oknach, spotykało się także drobiazgi z brązu, jak np. lwia
główka na zegarek w pokoju carewicza czy dłutowane urny w pokojach „chińskich”.
Znaleźć też można było urny z lanego żelaza z ozdobami brązowymi w stylu
odrodzenia.
Eysymont zajrzał
także do wozowni, gdzie zobaczył doskonale jeszcze zachowaną karetę Maryny
Mniszchówny, którą określił jako bardzo ciekawy zabytek z przełomu XVI na XVII W. Kareta owa, dwukołowa, W kształcie wielkiej oszklonej łodzi przymocowanej na czterech
grubych pasach skórzanych do sań, wyłożona była wewnątrz białym aksamitem z
ciemnoorzechowymi gwiazdkami, od strony zewnętrznej zaś obita czarną skórą z
ozdobami w postaci drewnianych rzeźb w stylu Odrodzenia. Na drzwiczkach karety
widniały monogramy carycy złożone z podwójnego „M”.
Oprócz tej karocy
były jeszcze w Wiśniowcu dwie inne z przełomu XVIII і XIX w. Jedna z
nich, sądząc po widniejących na niej połączonych herbach rodzin Poniatowskich
i Zamoyskich, należała przypuszczalnie do siostry króla, Ludwiki Zamoyskiej.
Drzwiczki drugiej zdobiły wspaniałe herby i monogram Karola Mniszcha. W
składach pałacowych przechowywano też dawną lektykę, jak wiele innych
przedmiotów pochodzącą także najprawdopodobniej z Laszek[39]. Jest rzeczą
zastanawiającą, że nikt ze zwiedzających zamek wiśniowiecki, łącznie z
Eysymontem, nie uwzględnił wszystkich zasługujących na uwagę przedmiotów,
które tam oglądał. Aby mieć nieco pełniejszy obraz zbiorów, trzeba poszczególne
relacje zestawić razem.
Ostatnia wielka
licytacja ruchomości zamkowych odbyła się w 1884 r. Zjechał na nią m. in.
także przedstawiciel muzeów kijowskich Gorlenko. Z jego notatek wynikało, że w
tym czasie portretów Wiśniowieckich było w zamku w dalszym ciągu 30 sztuk. Z
innych wymienia on portret chana krymskiego Krym-Gireja, Jeremiego Mohyły,
gen. Józefa Chłopickiego pędzla Rodakowskiego, także nabyty już z pewnością
przez Platera i nie wiadomo, dlaczego przez niego nie zabrany, kilka widoków
Vogla oraz wspomniany wyżej Chocim, a
z malarstwa obcego Trzy gracje
Palma Vecchio i cztery wspomniane przez Eysymonta, ale bez określenia autora,
obrazy „chińskie”, które Gorlenko przypisał Franęois Boucherowi. Pierwszy z
nich wyobrażał Chińczyków przed ogniskiem, drugi Koncert
chiński, dwa zaś pozostałe —
stylizowane ptaki[40].
Sprzedawszy
Wiśniowiec wrócił Toll do Kijowa, wywożąc ze sobą znaczną część ocalałej dotąd
galerii obrazów i biblioteki. Grupę malowideł, na którą złożyło się kilka
portretów Wiśniowieckich, m. in. Jeremiego i jego żony Gryzeldy z Zamoyskich,
Maryny Mniszchówny, Dymitra Samozwańca oraz dwie także przez Eysymonta
wspomniane, ale bez podania autora, prace Jana Bogumiła Plerscha na temat
pobytu króla Stanisława Augusta w Kaniowie, podarował Toll w 1898 r. Muzeum
Sztuki w Kijowie[41].
Z wywiezionych
przez Tolla przedmiotów niepoślednią wartość miała także biblioteka złożona z
5000 tomów, zawierająca druki sięgające do pierwszej połowy XIX w. w językach
łacińskim, polskim, francuskim, niemieckim, angielskim, włoskim, hiszpańskim,
rosyjskim i greckim. W grupie książek znajdowały się także i czasopisma,
przeważnie osiemnastowieczne i sporo rękopisów. Był wśród nich luźny zbiór akt
odnoszących się do rodzin Zbaraskich, Radziwiłłów, Potockich, Sanguszków,
Rzewuskich, Branickich, Krasickich, Wapowskich, Sosnowskich, Dzików, Kopciów,
dalej komplet papierów rodzinnych Woroniczów z lat 1579-1794, kopie listów
Augusta III i Stanisława Augusta, trzy foliały zawierające około 3000 kopii
dokumentów dotyczących konfederacji barskiej, dziennik sądu „Królobójców” z
1773 r., dziennik Józefa Kopcia i wreszcie bardzo ciekawy latopis ruski z
epoki „Smuty”, sporządzony na 197 kartach szesnastki[42].
Po Tollu każdy z
następnych przygodnych właścicieli urządzał stare polskie gniazdo rodowe po
swojemu, wyrzucając z zamku to, co mu się nie podobało, a na miejsce cennych
zabytków sprowadzając nowoczesną tandetę. Dopiero Paweł Demidow, chcąc choć w
części przywrócić pałacowi jego pierwotny charakter, skupywał wszelkie
rozproszone po okolicy, a należące niegdyś do inwentarza zamkowego przedmioty.
Odzyskał też cały arsenał broni dawnej, którą ozdobił sień i klatkę schodową,
dalej łóżka w stylu Ludwika XV, służące kiedyś Stanisławowi Augustowi i
wielkiemu ks. Pawłowi, karetę z XVIII w., pozbierał starannie posągi świętych z
dawnego kościoła oo. Karmelitów, zamienionego na cerkiew i poumieszczał je w
parku.
Wydobył też Paweł
Demidow z kurzu i jmieścił na widocznym miejscu trzy stare obrazy polskie: Posiedzenie
senatu za Augusta 77, Elekcja
Stanisława Augusta i Teatr
zwycięstwa... pod Chocimiem.
Liczba portretów ograniczała się już w tym czasie do 50 sztuk, rozmieszczonych
po całym zamku. W sali „królewskiej” ocalało zaledwie 35 płócien, i to najmniej
wartościowych. Z ciekawszych pozostały tylko wizerunki: królowej Marii
Leszczyńskiej (podobno kopia Van Loo), ks. Tekli Michałowej Wiśniowieckiej z
dziećmi i gen. Chłopickiego, pędzla Rodakowskiego. W prawym skrzydle zamku
znalazło schronienie jeszcze kilka portretów Mniszchów, Mikołaja Oleśnickiego,
posła polskiego przy Dymitrze Samozwańcu i konny wizerunek Pawła I. Było też w
Wiśniowcu za czasów Demidowa kilka widoków Warszawy Zygmunta Vogla.
Największa grupa
portretów przetrwała w sali bibliotecznej. Obrazy te wmontowane były bowiem w
drzwi szaf, a więc unieruchomione. Ale nie były to już dawne podobizny
uczonych, lecz wizerunki wybitniejszych na innym polu Polaków, dziedziców
Wiśniowca i członków ich rodzin. W grupie tej znajdował się określany jako
„piękny” portret kanclerza wielkiego litewskiego Krzysztofa Paca, jak też Anny
z Jabłonowskich Leszczyńskiej, matki króla, ks. Michała Serwacego
Wiśniowieckiego i jednej z jego żon, hetmana Marcina Kazanowskiego, marszałka
Michała Jerzego Mniszcha, Ludwiki Czartoryskiej oraz kilka innych jeszcze w
stylu szkoły Rigauda.
Do początków XX
w. w sali „zwierciadlanej” zachowało się też parę odlewów gipsowych, w
„królewskiej” fotele z herbami Wiśnio wieckich, w jednej zaś z innych komnat
dywan flandryjski, przedstawiający Wesołe polowanie
cesarza Maksymiliana.
Pieczołowicie wyrestaurował też Demidow porzucone i zdezelowane pozostałe
resztki dawnego urządzenia, wśród którego znajdowało się m.in. lustro ruchome,
wprawione we wspaniale rzeźbioną, stojącą na ziemi ramę, pochodzącą z pewnością
także z czasów Wiśniowieckich, a z czasów Mniszchów kilka szaf, kantorków,
kanap, stołów, krzeseł przeważnie mahoniowych na złoconych nogach,
dekorowanych niekiedy artystycznymi brązami. Cudem ocalały poza tym dwa cenne
zegary w oprawie ze złoconego brązu, w tym jeden ścienny, drugi kominkowy,
dalej dwa ogromne „podłogowe” kandelabry, wyobrażające niewiasty w strojach
greckich, trzymające na głowach amfory z wyrastającymi z nich lichtarzami o
sześciu ramionach, jak też kilka przepięknych wielkich żyrandoli ze złoconego
brązu, z których każdy tworzył inną, bogatą, figuralno-roślinną kompozycję.
Przedmioty te w pewnym stopniu dać mogły pojęcie o pierwotnym wyposażeniu
zamku.
Kilka sal,
najciekawszych pod względem architektonicznym, urządził Paweł Demidow własnymi
meblami przeważnie w stylu Ludwika XV, Ludwika XVI i Ludwika Filipa, obwieszając
ściany obrazami pochodzącymi także z jego własnych kolekcji. Ponieważ z
biblioteki i archiwum nie ocalało dosłownie nic, chcąc zapełnić powstałą w ten
sposób pustkę, sprowadził do Wiśniowca również własny księgozbiór. Nie
ustawał jednak w poszukiwaniach mających na celu odzyskanie przynajmniej części
książek oraz materiałów archiwalnych, wywiezionych przez Tolla i przez niego
ukrytych[43].
Opuszczając
Wiśniowiec, zabrał Demidow najprawdopodobniej tylko swoje własne zbiory
rodzinne. Inne przekazał zapewne następnemu właścicielowi, który w czasie
pierwszej wojny światowej, w obliczu zbliżającego się frontu, część ich ponoć
wywiózł na wschód. Na miejsce już one nie wróciły. O tym, jak nieprzebrane
bogactwa krył w sobie zamek wiśniowiecki świadczy fakt, że jeszcze nawet po
wojnie sprzedawał Kazimierz Grocholski resztki zbiorów w przygodne ręce
prywatne. Były to m.in. portrety Mniszchów z epoki, wizerunek Michała
Serwacego Wiśniowieckiego datowany 1725, bardzo dobry pod względem artystycznym,
z zatartym jednak podpisem malarza i charakterystycznym dla galerii wiśniowieckiej
napisem oraz portret wojewody Jerzego Wandalina Mniszcha. Obrazy te uległy
zniszczeniu podczas powstania warszawskiego[44].
Przytoczone wyżej
relacje dają przybliżony obraz zbiorów zamku wiśniowieckiego, głównie już po
ogołoceniu ich z najcenniejszych przedmiotów przez Jerzego Mniszcha. Dzieła
sztuki wywiezione do Francji w większości pozostaną nieznane. Nie możemy
bowiem mieć nawet pewności, które przedmioty wchodzące później do zbiorów
Mniszchów we Francji pochodziły z Wiśniowca, a które zostały nabyte już po jego
opuszczeniu. Część zbiorów należąca do Leona Mniszcha (1849-1901), syna
Andrzeja i Anny z Potockich, żonatego z Marią Zofią de Montault, właściciela
zamku La Forte-Frenel w dep. L’Orne, po jego bezpotomnej śmierci rozprzedana
została w 1902 r. drogą licytacji w Paryżu w Galerie George Petit w Hotel
Drouot. Ponieważ katalog tej licytacji nie podaje proweniencji poszczególnych
pozycji, możemy się tylko domyślać, które z wyprzedawanych wówczas dzieł sztuki
pochodziły ze zbiorów wołyńskich, w tym niektóre, jeszcze wcześniej, z
galerii Stanisława Augusta. Należały do tej grupy portrety ks. Józefa
Poniatowskiego pędzla Grassiego, Anny ze Scypionów Szaniawskiej, starościny
małogoskiej, malowany przez Bacciarellego oraz Zachód słońca
na morzu Verneta i Rozbiegane
konie Casanovy.
W 1910 r. po
śmierci wdowy po Andrzeju Mniszchu, Anny z Potockich, odbyła się w Paryżu w
Hotel Drouot druga licytacja, na której sprzedano dalszą część zbiorów
wiśniowieckich, obejmującą również obrazy z galerii Stanisława Augusta.
Dziewięć malowideł, nabytych wówczas przez Władysława i Julię Branickich z
Suchej, przeszło następnie jako ich dar do Muzeum Narodowego w Krakowie. Były
między nimi portrety Stanisława Augusta, ks. Józefa Poniatowskiego i Ludwiki z
Poniatowskich Zamoyskiej, pędzla Bacciarellego; Konstancji z Czartoryskich
Poniatowskiej, matki króla, oraz Izabelli z Poniatowskich 1° voto Branickiej, 2° voto Mokronowskiej, jego siostry,
oba malowane przez Per Kraffta, tegoż artysty wizerunek biskupa Ignacego
Krasickiego; portret pani Geoffrin, pędzla L. Marteau i in.[45] W latach
sześćdziesiątych XX w. w zbiorach Andre Lezarda w Paryżu znajdował się portret
Stanisława Augusta jako młodego człowieka, pędzla Louisa Tocąue z 1758 r.,
należący niegdyś również do galerii królewskiej i sprzedany także na licytacji
w 1910 r. Portret ów usiłował wtedy kupić dla Muzeum Narodowego w Krakowie
Feliks Kopera przy wsparciu finansowym Władysława hr. Branickiego, lecz
przelicytowany został przez Guirauda, który zapłacił za niego 25 500 fr. i
odsprzedał później Lezardowi. Inny portret króla, przedstawiający Stanisława
Augusta w stroju Henryka IV, pędzla Elżbiety Vigee-Lebrun, zamówiony przez
Urszulę z Zamoyskich Mniszchową i przechowywany początkowo w zbiorach
wiśniowieckich, trafił stamtąd do Liceum Krzemienieckiego. Po jego likwidacji
znalazł się w murach Uniwersytetu w Kijowie, a w końcu dostał się do
tamtejszego Muzeum Sztuki Zachodniej i Wschodniej, gdzie dotąd się znajduje[46]. Poza tym, pędzla tej
samej artystki był jeszcze w Wiśniowcu wizerunek Anny z Cetnerów 1° voto Sanguszkowej, 2° voto Sapieżyny, 3° voto Potockiej, 4° voto
Lotaryńskiej (1758-1814), który później zdobił galerię obrazów Karola hr.
Lanckorońskiego w Wiedniu[47]. O losach innych obrazów
i dzieł sztuki, wywiezionych do Francji przez obu braci Mniszchów, na razie
niewiele wiadomo. Po drugiej wojnie światowej, jako własność prywatna,
wypłynął w Londynie duży zespół rysunków i planów architektonicznych pochodzący
z dawnej kolekcji Mniszchów. Został on nabyty z pewnością na którejś z
paryskich aukcji. Część tego zespołu kupiło w 1975 r. Muzeum Narodowe w
Warszawie, część druga pozostała w Londynie. W obu znajdują się m.in. projekty
przebudowy zamku wiśniowieckiego z początków XIX w., nie sygnowane[48].
Z przechowywanej
w Muzeum Historycznym w Kijowie części dawnej galerii portretów Wiśniowieckich
i Mniszchów, cztery owalne przekazano w 1946 r. do Polski. Zostały one
umieszczone w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Są to wizerunki trzech osób z rodu
Wiśniowieckich: Andrzeja (zm. w 1584 r.), wojewody wołyńskiego, Konstantego
(1564-1642), woj. bełskiego i królowej Eleonory (1653-1697) oraz Mikołaja
Mniszcha, starosty jasielskiego, syna Jana. Wszystkie te portrety zaopatrzone
są w długie napisy objaśniające. Nadal w zbiorach muzealnych w Kijowie
pozostają m.in. wizerunki Wiśniowieckich: dwa Dymitra (z połowy XVII w.),
Janusza (pocz. XVIII w.), Michała (połowa XVII w.), Jeremiego Michała (połowa
XVII w.), Konstantego (XVII w.), Janusza Antoniego (pocz. XVIII w.),
Konstantego Krzysztofa (pocz. XVIII w.) oraz Jerzego Korybuta Zbaraskiego (zm.
w 1631 r.)[49].
Przed pałacem
rozciągał się ogromny „cour d’honneur” w kształcie szerokiego prostokąta,
zamkniętego od strony południowej głównym korpusem pałacu, od strony wschodniej
jego skrzydłem i skrzydłem pawilonu kordegardowego, od zachodniej tylko
skrzydłem pałacu i murem, od strony północnej zaś dwoma pawilonami
kordegardowymi. Kordegarda północno-wschodnia składała się z dwóch identycznie
wyglądających korpusów, ustawionych do siebie pod kątem prostym i będących jak
gdyby odpowiednikiem połowy głównego korpusu pałacu i jego lewego skrzydła.
Gdyby do kordegardy północnej dodano jeszcze skrzydło zachodnie, wszystkie
budowle zespołu pałacowego razem wzięte zamknęłyby dziedziniec z czterech
stron, tworząc w ten sposób całość ściśle symetryczną. Skrzydło zachodnie kordegardy
północnej nie zostało jednak zrealizowane. Postąpiono w ten sposób zapewne
rozmyślnie, aby przynajmniej na jednym odcinku pozostawić otwarty z
dziedzińca widok na przylegający do pałacu od strony zachodniej, objęty
jeszcze ramami fortyfikacji i dlatego niezbyt rozległy ogród „włoski”, bardzo
wyraźnie zaznaczony na planie z połowy XVIII w.
Na „cour d’honneur” wiodły trzy bramy, wraz z krótkimi odcinkami
ogrodzenia z muru i żelaznych sztachet, spinające ze sobą w jedną całość
skrzydła pałacu z pawilonami kordegardowymi. Każdą bramę tworzyły dwa kilkumetrowej
wysokości, murowane, lekkiej architektury, czworograniaste, otynkowane i
opilastrowane filary, ujęte w narożnikach boniami. Wieńczył je wydatny
profilowany gzyms i kamienne kule. Dwuskrzydłowe wrota bram wykonane były z
kutego żelaza. Oba filary łączyła ze sobą górą delikatna klamra z ornamentem
arabeskowym, ozdobiona niewielką tarczą herbową i dziewięciopałkową koroną. Po
obu stronach filarów wisiały także kute latarnie. Sztachety miały kształt
zwróconych do góry ostrzami włóczni. Jako wjazdowa służyła brama
wschodnia, prowadząca od strony kościoła oo. Karmelitów i miasteczka. Brama
zachodnia wiodła do parku, północna zaś, ustawiona na osi pałacu, do zabudowań
gospodarczych.
Zamknięty trzema
członami pałacu oraz pawilonami kordegardowymi „cour d’honneur” pokrywał
owalny, nie zadrzewiony gazon, okolony szeroką, wysypaną piaskiem drogą.
Pośrodku gazonu, na niewielkim podwyższeniu z kilku kamiennych stopni
tworzących czworobok, stał postument w postaci niskiej żłobkowanej kolumny z
rzeźbą figuralną z białego marmuru. Kompozycję tę otaczały z dwóch stron
półkoliste kamienne ławki, całość zaś wbite w ziemię lufy armatnie, powiązane
ze sobą łańcuchami.
Pawilony
kordegardowe, jednokondygnacyjne, z bardzo wysokim, ukrytym za murem wiązaniem
strychowym, dostosowane zostały stylem do pałacu. Elewacje ich za pomocą pasów
boni otrzymały podobny podział pionowy. Aby rozładować monotonię części górnej
pawilonów, niewiele niższej od dolnej, ozdobiono ją pozornymi tralkami,
rozmieszczonymi w poziomych, prostokątnych płycinach. Gzymsy wieńczące
elewacje nakryto dachówką. Dach był całkowicie niewidoczny.
Poniżej
wschodniej bramy wjazdowej na dziedziniec, w odległości kilkudziesięciu metrów
od niej, na tej samej osi stała główna brama
wjazdowa, umieszczona w ogrodzeniu zamykającym całe założenie
pałacowo-ogrodowe. Miała ona postać wysokiej, przebitej półkoliście zamkniętym
prześwitem ścianki, dekorowanej boniami i dwiema półkolumnami, opartymi да wysokich
cokołach. Bramę tę wieńczyły profilowane gzymsy oraz półkolisty szczyt ze
spływami. W płycinie szczytu mieściła się wykonana w mosiądzu lub w brązie
tarcza herbowa Mniszchów z koroną. Po obu jej bokach stały na gzymsach wazony
kamienne symbolizujące płomienie, a poniżej jeszcze dwa dalsze, znacznie
większe, pokryte płaskorzeźbami. Żeliwne wrota bramy zrobione były z prętów na
kształt włóczni, podobnie jak sztachety. Dwa wybrzuszone murki łączyły bramę z
ogrodzeniem złożonym z niezliczonej liczby czworograniastych, murowanych,
otynkowanych pokrytych boniami słupów, osadzonych na wysokim murze,
dostosowanym do rzeźby terenu. Każdy słup ogrodzenia wieńczył również gzyms i
pięknie ukształtowany kamienny wazon. Wszystkie słupy łączyły ze sobą ażurowe
sztachety.
Ogród „włoski”,
podzielony na niewielkie kwatery, ciągnął się od południowo-zachodniego
narożnika pałacu do północno-zachodniego narożnika pawilonu kordegardowego. W
1939 r. nie było już w tej części parku posągów, ale wyraźnie jeszcze rysowały
się cztery małe wnętrza, ujęte w szpalery, tzw. „gabineciki”, z placem
centralnym i gwiaździstym układem dróżek. Na osiach głównych wznosiły się
murowane altany. W kierunku zachodnim ciągnęły się rzędy starych lip, stronę
zaś północną zamykała masa sadzonych w ukośne rzędy kasztanów[50]. Według Łukomskich,
twórcą tej najstarszej części ogrodu wiśniowieckiego był uczeń Le Nótre’a -
Bourguignon[51].
Najmniejsza część
ogrodu, wyłącznie kwiatowego, ciągnęła się wzdłuż południowej elewacji pałacu
zwróconej w stronę Horynia. Był to właściwie szeroki widokowy taras, opadający
w dół stromą skarpą, zamkniętą ażurowym ogrodzeniem z ustawionymi na jego
słupach dalszymi kamiennymi wazonami dekoracyjnymi i rzeźbami figuralnymi.
Ramy boczne tarasu tworzyły zwarte masywy starych drzew, głównie liściastych,
na całej zaś długości pałacu pozostawiono otwartą przestrzeń niczym nie
przesłoniętą. Rozlegał się stamtąd bowiem wspaniały i bardzo daleki, ogólnie
podziwiany widok na nadhoryńskie łąki i daleką okolicę.
Altany
miały kształt i rozmiar w obu częściach dolnych identyczny. Różniły się ze sobą
jedynie dachem. Obie, a więc zarówno widoczna na obrazach z końca XVIII w., usytuowana
po prawej stronie dziedzińca paradnego, jak i stojąca w głębi ogrodu,
wzniesione zostały na rzucie prostokąta, z trzema otwartymi arkadami w jednej
z elewacji dłuższych i dwiema w obu krótszych. Altana pierwsza otrzymała dach
spłaszczony, schowany poza ścianką attykową, podobny jak na kordegardach,
druga natomiast wysoki, gładki dach czterospadowy, kryty starą polewaną dachówką.
Obie rozczłonkowane były wydatnymi pilastrami z misternie wypracowanymi,
stylizowanymi kapitelami jońskimi. Wieńczył je szeroki, bardzo mocno
zarysowany gzyms profilowany. Do altany z dachem spadzistym, z położonego
niżej placyku, wiodło kilkanaście kamiennych stopni. Przy najniższym stały po
bokach czworograniaste postumenty, z wykutymi w piaskowcu, pokrytymi
płaskorzeźbami wazonami. Jako motyw dekoracyjny tak często w parku
wiśniowieckim spotykanych wazonów występowały sceny bawiących się i obejmujących
się nawzajem amorków. Budyneczek ten w miejscowych przekazach nosił miano „altany
Mniszchówny”, gdyż tam właśnie odbyć się miały jej zaręczyny z Dymitrem.
W drugiej połowie
XIX w. założenie regularne ogrodu jeszcze tak bardzo rzucało się w oczy, że
zwiedzający Wiśniowiec ok. 1870 r. T. J. Stecki, z powodu strzyżonych
szpalerów, które tam oglądał, określił park jako „staroświecki”, jakkolwiek
„obszerny i piękny”, z „majestatycznymi drzewami, nawet w największe skwary
słońca nie przepuszczającymi”[52]. Majestatyczne drzewa
rosły jednak nie w ogrodzie „włoskim”, lecz poniżej na stokach wzgórza, w
części nowszej. Część ta, złożona z sześciu parterów i fontanny, datowała się
już zapewne z przełomu XVIII na XIX w. Mogła ona być dziełem Dionizego Miklera,
pracującego przecież w tym czasie w okolicy, a także dla Mniszchów w Dęblinie[53].
Z licznych,
ustawionych niegdyś w obu częściach ogrodu rzeźb figuralnych, wykutych w
marmurze lub w piaskowcu, do pierwszej wojny światowej w stanie nietkniętym
zachowała się tylko rzeźba przedstawiająca Michała Archanioła, trzymającego w
prawej ręce miecz, a w lewej wagę. Rzeźbę tę, przeniesioną niewątpliwie z
otoczenia kościoła karmelickiego, ustawiono na gładkim, prostokątnym postumencie,
otoczonym płotem złożonym z żeliwnych pik połączonych delikatną ornamentacją.
Inne ozdoby, o których wspominają zresztą tylko Łukomscy, rozsiane po całym
parku, już w ciągu XIX w. uległy bądź całkowitemu, bądź częściowemu
zniszczeniu. Zostały po nich jedynie szczątki fontanny, ławek kamiennych i
postumenty jakichś klasycystycznych pomników z czasów Mniszchów, z których dawno
poznikały popiersia. Na jednym z nich przetrwał napis:
„Dobrym byłeś Polakiem, cnym obywatelem.
Czułym
mężem dla dzieci, wiernym przyjacielem.
Pociechą w
moich troskach, w szczęściu uczestnikiem.
Ty dla mnie byłeś mężem, ojcem, przewodnikiem.
Mym żywiołem, dla ciebie stale żyłam cała,
I w twym
grobie szczęśliwość moja pozostała”.
Park, którego powierzchnia wynosić
miała 200 dziesięcin, łączył się bezpośrednio z lasem
grabowym, będącym celem dalszych spacerów.
Cerkiew. Ponieważ Wiśniowiec należał
do miast typowo rezydencjonalnych wielkich rodów, ściśle z pałacem powiązane
były jeszcze dwie budowle sakralne, dawna cerkiew zamkowa oraz późniejszy
kościół i klasztor oo. Karmelitów Bosych. Najstarszym zabytkiem Wiśniowća była
niewątpliwie bizantyńska cerkiewka zamkowa, później unicka, o trzech kopułach
(Wozniesieńska), stojąca u podnóża pałacu. Ufundowana ona została jakoby już w
XV w., a wykończona ostatecznie przez ks. Wiśniowieckich w 1530 r.[54] Wewnątrz świątyni na uwagę
zasługiwały dwa cenne obrazy, określane jako „niezłego pędzla”, koloru
ciemnego, przedstawiające św. Mikołaja i św. Barbarę, dalej kilka malowideł z
polskimi napisami, a w jednym z ołtarzy kopia Chrystusa Milatyńskiego.
Pierwszorzędną wartość zabytkową i artystyczną miał także krzyż w stylu bizantyńskim
z epoki Zygmuntowskiej Jagiellonów lub Stefana Batorego, ozdobiony w kilku miejscach
drogimi kamieniami. Pochodził on najprawdopodobniej z daru pierwszych dziedziców
Wiśniowca.
Do rzeczy wyjątkowo cennych należały też dwa bizantynizujące tryptyki, z
których pierwszy, długości 20 cali, a szerokości 17 cali,
przedstawiał w głównym obrazie Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus. Było to
malowidło ciemne, okryte srebrną rzeźbioną sukienką ze złoceniami i emalią.
Obraz zdobiły też szmaragdy, szafiry i nieco wątpliwe turkusy. Z obrazów
bocznych jeden miał jako temat w górze Zwiastowanie, w dole zaś mieścił wizerunek Aleksego Bożego i błogosławionego
Sergiusza Radoneskiego z odpowiednimi napisami w języku starocerkiewnym. Na
drugim widniała u góry twarz Chrystusa z legendy o chuście św. Weroniki, a u
dołu postacie Aleksego metropolity i św. Katarzyny męczennicy. Najciekawszy był
może zewnętrzny napis w języku polskim: „Ten obraz r. 1704 przy regimencie
moskiewskim w wielkim zostający poszanowaniu, wzięty od Szwedów w Bataliey
pod Krzyżborkiem 5 Augusta odebrany tegoż roku, od księcia Michała Serwacego
Korybuth Wiszniowieckiego, hetmana litewskiego w wygraney od niego bataliey pod
Skudami 1-go Novembris, oddany przez tego Xiążęcia do cerkwi Wiszniowieckiey w
1727”.
Drugi tryptyk mieścił ściemniały obraz Matki Boskiej ubranej w srebrną,
złoconą szatę wypukłą, oprawiony w czarne ramy ze srebrnymi narożnikami i
rozetami z kamienia pośrodku. Na tryptyku tym napis polski brzmiał: „Ten obraz
cudowny dany jest do kościoła naszego Wiszniowieckiego Karmelitów Bosych R. P.
1718 1 Augusta od J. O. Michała Koributha Wiszniowieckiego, Fundatora naszego,
który jest malowany w mieście Kostromie za Wołgą rzeką a sprowadzony z Moskwy
do Polski cudownie przez Konstantego Koributha Wiszniowieckiego R. P. 1608 1
Januarii”.
W podziemiach cerkiewki spoczywały zwłoki prawosławnych członków
rodziny Wiśniowieckich, a wśród nich ks. Michała Wiśnio- wieckiego, starosty
owruckiego, dziada króla, oraz jego żony Reginy Mohilanki. Z zamku do cerkwi
istnieć miało kiedyś bezpośrednie podziemne przejście, którego w czasach
nowszych nie znaleziono. Znów, według miejscowego podania, w świątyni tej odbyć
się miał religijny ceremoniał zaręczyn Maryny Mniszchówny z Dymitrem
Samozwańcem.
Kościół i klasztor. Jeśli jednak cerkiew
związana była ściśle z zamkiem pierwotnym, to kościół oo. Karmelitów Bosych,
który stać się miał rodzinnym mauzoleum katolickich członków rodziny
Wiśniowieckich, należał już niemal organicznie do rezydencji wzniesionej przez
ks. Michała Serwacego[55].
Świątynię tę wraz z klasztorem ufundował wprawdzie ks. Jeremi Michał
Wiśniowiecki w 1645 r., obie budowle nie doczekały się jednak ukończenia.
Najpierw w 1655 r. zarówno miejscowa ludność polska, jak też zakonnicy
wymordowani zostali w sposób okrutny przez zbuntowaną miejscową ludność
prawosławną i kozaków. W 1672 r. na Wiśniowiec napadły oddziały tureckie,
które zrabowały i spaliły kościół i zamek wraz z broniącymi się w ich murach
mnichami i okolicznymi mieszkańcami. Po nastaniu względnego spokoju zakonnicy
wrócili jednak do Wiśniowca, gdzie zamieszkali tymczasowo w małym drewnianym
domu. Rozwinęli też natychmiast gospodarstwo i hodowlę ryb. W 1718 r. Michał
Serwacy Wiśniowiecki potwierdził dawną fundację ks. Jeremiego, zapisując
dodatkowo karmelitom kilka wsi. W 1720 r. na fundamentach zrujnowanego kościoła
rozpoczęto budowę świątyni nowej. Jako główny architekt zatrudniony został
także Jakub Blangey Dapres[56].
Prace wykończeniowe trwały do 1740 r., kiedy to kościół, oddany w opiekę św.
Michałowi Archaniołowi, konsekrował biskup łucki Franciszek Antoni Kobielski.
Trzynawowy, z dwiema wieżami nad prezbiterium, kościół Karmelitów
Bosych w Wiśniowcu miał rzut łacińskiego krzyża. Fasada jego typu II Gesu,
zwrócona w stronę zamku, za pomocą pilastrów i lizen otrzymała podział
wertykalny, za pomocą zaś potrójnego gzymsu - podział horyzontalny. Wejściowy
portal z kartuszem w przyczółku i tablicą erekcyjną u góry wykonano z
piaskowca. Na tablicy z różowego marmuru dębnickiego, zwieńczonej mitrą
książęcą, umieszczono długi napis łaciński ku czci fundatorów świątyni, w
którym ks. Michał Jeremi Wiśniowiecki określony został jako „Cosacorum domitor,
barbarorum calcator, rutenis Patriae restaurator”[57].
Po bokach osi środkowej fasady w półkoliście sklepionych niszach stanęły posągi
św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Jezusa. Kondygnacja środkowa fasady,
dzielona czterema pilastrami jońskimi, otrzymała pośrodku duże okno, szczyt zaś
najwyższej ozdobiono jakimś malowidłem al fresco. Fasadę zwieńczyła statua św.
Michała Archanioła. Po bokach spływów ustawiono kamienne wazony.
Podział wertykalny za pomocą pilastrów nadano także elewacjom bocznym
oraz czterokondygnacyjnym wieżom, nakrytym hełmami z latarniami i krzyżami. Na
jednej z wież umieszczono zegar. Szczyt prezbiterium zamknął półkolisty
naczółek. Na odcinku elewacji prezbiterialnej polecił Michał Serwacy Wiśniowiecki
umieścić cytat z psalmu:
„In conspectu angelorum psallam Tibi Deus meus et
confitebor nomini Tuo Domine”.
Wnętrze kościoła, ze ścianami dekorowanymi płycinowymi pilastrami z
wydatnymi korynckimi kapitelami, wspierającymi potężne profilowane gzymsy i
sklepieniem kolebkowo-krzyżowym, pokrywały sztukaterie i malowidła ścienne.
Niektóre z 15 późnobarokowych ołtarzy wykonali snycerze lwowscy, Kasper Kolert
i Krystian Seyner. Umieszczony na ścianie nad chórem napis, którego autorem
miał być fundator świątyni Michał Serwacy Wiśniowiecki, głosił:
„Michał Hieremi ten kościół założył,
Michał król Polski, koszt na niego łożył.
Michał go kanclerz dokończył wspaniale,
Michale święty, miej go w straży cale.
Ten ci wdzięczności znak у dobrey woli
O Boże daie, ześ z wojen, z niewoli
Wyrwał go ręką świętego Michała,
Że życie, honor у fortuna cała”.
Ambona miała kształt łodzi. Na filarach mieściły się nagrobki marszałka
Jerzego Mniszcha i jego brata Józefa Jana, chorążego wielkiego koronnego, w
kruchcie nagrobki Pelagii z Potockich Mniszchowej, a w kaplicy św. Tekli
epitafium Tekli Róży z Radziwiłłów Wiśnio- wieckiej, żony fundatora, z herbami
i jej portretem. Zarówno Wiśniowieccy, jak też inni dobroczyńcy dbali o
należyte wyposażenie kościoła w sprzęt liturgiczny, do czego przyczynił się
również w 1730 r. gen. Szymon Forgach (Forgacz), ofiarowując cenny, przetykany
złotem materiał, z którego karmelitanki uszyły komplet szat liturgicznych.
W 1726 r. rozpoczęli oo. karmelici budowę dwóch dwukondygnacyjnych
skrzydeł klasztoru, południowego i wschodniego, zawierając umowę z budowniczym
majstrem murarskim Stanisławem Szczupakiem, niewątpliwie tym samym, który
pracował także na zamku, figurując tam w rachunkach jedynie pod imieniem.
Objął on kierownictwo robót za 100 florenów rocznie. W 1736 r.
zakonnicy weszli w posiadanie już ukończonego skrzydła południowego, a w 1758
r. także wschodniego. Korytarze wykończonego klasztoru przyozdobiono również
freskami, obrazami i portretami, pochodzącymi m.in. z zamku w Zbarażu,
podarowanymi oo. karmelitom przez ks. Hessen Homburga, wodza wojsk
moskiewskich, po zdobyciu miasta i zamku w 1734 r. Do grupy tej należał obraz
Matki Boskiej Częstochowskiej z kaplicy zamkowej, malowany na blasze miedzianej
pozłacanej. W prezbiterium kościoła, kaplicach i korytarzach klasztoru wisiało
kilkanaście portretów, przeważnie w całej postaci - cztery fundatora Michała
Serwacego Wiśniowieckiego, dwa Tekli Róży z Radziwiłłów Wiśniowieckiej, w tym
jeden z murzynem, i po jednym: Janusza Wiśniowieckiego, kasztelana
krakowskiego, Michała Mniszcha, marszałka wielkiego koronnego, jego małżonki
Pelagii Teresy z Potockich, Jana Karola Mniszcha, podkomorzego Wielkiego
Księstwa Litewskiego i jego żony Katarzyny z Zamoyskich oraz inne. W 1816 r.
biblioteka klasztorna liczyła 1327 tomów.
Podziemia kościelne przeznaczone zostały na groby fundatorów,
dobrodziejów klasztoru i zakonników. Kryptę Wiśniowieckich i Mniszchów
umieszczono pod kaplicą św. Tekli. Spoczęli w niej następujący Wiśniowieccy:
Michał Serwacy, Tekla Róża z Radziwiłłów, jego trzecia żona, Konstanty,
najstarszy syn Michała Serwacego z pierwszej żony Katarzyny Dolskiej,
Jeremiasz (1726-1727), drugi syn z drugiej żony Magdaleny z Czartoryskich,
Ignacy trzeci syn, także urodzony z Czartoryskiej (1726-1728), Józef, czwarty
syn z trzeciej żony Tekli Róży z Radziwiłłów, urodzony w 1731 r., podobnie jak
jego bracia zmarły w niemowlęctwie, Michał Jerzy Mniszech, jego obie żony,
Pelagia Teresa z Potockich i Urszula Maria z Zamoyskich, Stanisław Mniszech,
brat Michała oraz gen. Szymon Forgach (zm. w 1730 r.).
Cały dziedziniec przed kościołem i klasztorem został w latach 1780-1786
ogrodzony niskim murem i sztachetami wprawionymi w murowane słupy z wazonami,
identycznymi jak w ogrodzeniu pałacowym. Podobny kształt otrzymała także główna
brama umieszczona na osi kościoła, niemal naprzeciw pałacowej. Elementem
nadającym jej charakter sakralny była tylko wieńcząca ją naturalnej wielkości
statua Matki Boskiej depczącej węża, a w ręku trzymającej wiązankę pozłacanych
lilii. Nie może ulegać wątpliwości, że zarówno ogrodzenie rezydencji, jak
klasztoru wykonane zostały w tym samym czasie i przez tych samych
rzemieślników, według jednolitego projektu, wiążącego w jedną całość zespół
pałacowy i klasztorny. Zabudowania klasztorne otoczono ponadto murem z
wplecionymi weń altanami, także nieomal identycznymi jak stojące w górnej
części parku pałacowego. Wewnątrz murów, na bardzo wysokim sztucznie usypanym
tarasie ziemnym, obmurowanym cegłami, założyli mnisi słynne sady owocowe z
głośną karmelicką miodosytnią. Prowadzili poza tym wzorowe gospodarstwo rolne,
rozwijali działalność oświatową, opiekowali się chorymi. Największy rozkwit
klasztoru wiśniowieckiego przypadł na drugą połowę XVIII i pierwszą ćwierć XIX
w.
Nadszedł jednak rok 1832, kasata zakonu i konfiskata ich dóbr. Kościół
zamieniony został na cerkiew prawosławną. W 1863 r., na skutek zaprószenia
ognia przez żonę popa, spłonął dach nad kościołem i klasztorem. Rzeźbione
ławy, obrazy i inne przedmioty kultu zostały wprawdzie wyniesione na zewnątrz,
ale pozbawione opieki stopniowo niszczały. Złodzieje wtargnęli do podziemnych
krypt, pozdzierali z trumien cenne obicia, a z nieboszczyków ich szaty,
obcinając pierścienie wraz z palcami u rąk.
Opuszczone ruiny przetrwały do początków XX w. W 1907 r. gen. Paweł
Demidow zdecydował się je nabyć i przywrócić zespołowi klasztornemu jego dawny
wygląd. Nie uzyskał jednak na to zgody cerkwi prawosławnej, która dopiero
wówczas odnowiła kościół i klasztor we własnym zakresie. Nabył tylko wspomnianą
rzeźbę Michała Archanioła, którą przeniósł do parku, wielki ołtarz oraz ambonę
(zużyte przez żołnierzy w czasie pierwszej wojny światowej na opał). W trakcie
odbudowy obie wieże drewnianą konstrukcją zostały połączone ze sobą w jedną
całość. Pośrodku nałożono bizantyńską kopułę — banię. Wschodnie skrzydło
klasztoru rozebrano.
W 1910 r. do zakupionych przez Demidowa nowych trumien przełożone
zostały sprofanowane ciała Wiśniowieckich i Mniszchów, jak też innych
dobrodziejów oraz mnichów i w kondukcie pogrzebowym przeniesiono je na cmentarz
w Nowym Wiśniowcu. Na czele konduktu wieziono trumnę ze szczątkami ks. Michała
Serwacego Wiśniowieckiego. Gdy składano prochy dawnych panów na Wiśniowcu do
nowych, zwykłych grobów, Paweł Demidow polecił dać z dziedzińca zamkowego salwy
armatnie.
W 1931 r. oo. karmelici bosi objęli znów kościół i klasztor w
posiadanie. Mury zostały odnowione, naleciałości obce usunięte. Ogród
przyklasztorny zamienił się w park, pełen krajowych i
egzotycznych drzew, krzewów i kwiatów. Ojcowie podjęli od nowa swą pracę duszpasterską,
oświatową i gospodarczą. W czasie drugiej wojny zakonnicy dzielili losy okolicznej
ludności polskiej. W lutym 1944 r. zostali przez banderowców wymordowani.
Kościół i klasztor spalono. Powtórzyła się sceneria z XVII w.[58]
[1] K. Niesiecki, Herbarz...,
t. 9, Lipsk 1842, s. 345 i n.
[2] W. D worzą czek, op. cit.,
cz. 1: Tablice, s. 175, 176.
[3] M. Baliński, T. Lipiński, op. cit.,
t. 2, Warszawa 1844, s. 911; Słownik geograficzny, t. 13, Warszawa 1894, s. 614 i n.
Zamek w Wiśniowcu był rezydencją tak znaczącą, że na jego temat poczynając od
drugiej połowy XVIII w. pisano nieustannie. Są to jednak dość luźne wzmianki,
rozsiane najczęściej po rozmaitych czasopismach, zarówno polskich, jak
rosyjskich, z których żadna nie obejmuje całości zagadnienia. Jedną z
pierwszych prób monograficznych była praca dwóch rosyjskich historyków, W. i J.
Łukomskich, Wiszniewieckij zamok, „Staryje Gody” 1912, s. 3 i n.
Ukazało się też małe popularne opracowanie w języku polskim: J. Mazurkiewicz, Krótki zarys dziejów Wiśniowca, Wiśniowiec 1936. W niniejszym szkicu uwzględnione
zostały tylko takie publikacje, podane w oddzielnych przypisach, które wiedzę o
zamku wiśniowieckim wzbogaciły w sposób istotny.
[4] Wiele szczegółów o pogrzebie
ostatniego z rodu ks. Wiśniowieckiego trwającym cztery dni opowiada jego
panegirysta Paweł Giżycki w swej Relacyi apparencyi у samego aktu pogrzebowego [...] Michała Serwacego Korybutha, drukowanej w 1745 r. u bazylianów w Poczajowie. Dużo w tym
dziełku znaleźć można materiału do genealogii Wiśniowieckich, zwłaszcza że
autor dokładnie opisał owych 12 portretów, którymi ozdobiono kościół w czasie
modłów żałobnych, dając biografię każdej z wyobrażonych na nich osób.
[5] Życiorys Andrzeja Jerzego Mniszcha
podaje Polski słownik biograficzny, t. 21, Wrocław 1976, s. 459.
[6] O aferze związanej z Iwanem Tolim
(vel Tollim), ponoć z pochodzenia Grekiem, nieco szczegółów podaje T.
Bobrowski, Pamiętnik mojego życia, t. 2, s. 495-496.
[7] Pierwszą hipotezę reprezentowali
bracia Łukomscy, op. cit., s. 20, drugą wysunął Z. Rewski w
recenzji pracy Tadeusza Mańkowskiego, dotyczącej działalności Pierre Ricaud de
Tirregaille w Polsce. Sądził on, że architekt ten, pracując dla Mniszchów w
Warszawie, przebudował dla nich także i pałac wiśniowiecki. Por.: „Biuletyn
Historii Sztuki i Kultury” R. X: 1948, nr 3/4, s. 346-351.
[8] Archiwum Prowincji Karmelitów
Bosych w Czernej, sygn. AKCW 1. Annales fundationis istius
conventus nostri Visnioviecensis sub titulo S. Michaelis Archangeli [...]
inscripti [...] mense martio, s. 40. Początek tekstu dotyczącego śmierci Jakuba Blangey Dapres z
wzmianką o jego pracy w zamku brzmi dosłownie: „Annus Domini 1724. Anno hoc D.
M. Jacobus Blanży de natione Gallica n[on] inexpertus artis architectonicae,
per plura loca, et hic per annos aliąuot practicatae circa arcem
visnioviecensem [...] moritur die 20 Februarii”. Architekt ten pochowany
został w podziemiach kościoła karmelickiego, choć nie zdołał wybudować
zamierzonej własnej kaplicy rodzinnej. Por. także: o. B. J. Wanat, Zakon karmelitów bosych w Polsce, Kraków 1979, s. 480. Autorowi tej bardzo cennej publikacji
zawdzięczam wypis z rękopisu „Annales...”, jw. Por.
także: J. Kowalczyk, op. cit., passim.
[9] Z. Rewski, Rachunki budowy pałacu i kościoła w Wiśniowcu, „Biuletyn Historii Sztuki i
Kultury” R. VII: 1939, nr 1, s. 69-75.
[10] W Muzeum Narodowym w Krakowie,
Zbiory Czartoryskich.
[11] Opublikowany w „Biuletynie Historii
Sztuki i Kultury” R. VII: 1939, nr 1, s. 42.
[12] W zbiorach Muzeum Narodowego w
Warszawie.
[13] A. Przezdziecki, Podole...,
t. 1, s. 57.
[14] Por. M. S. Wiśniowiecki, Domus Principum Astr orum Lunae Korybuthianae et Martis
Czar tory sciani..., Lwów 1725.
[15] MNK, Biblioteka Czartoryskich,
sygn. 865, Archiwum Młynowskie, s. 36.
[16] Por.: Polski słownik
biograficzny,
t. 21, Wrocław 1976, s. 480.
[17] Por.: Polski słownik biograficzny, t. 26, Wrocław 1981, s. 288.
[18] T. Mańkowski, Galeria Stanisława Augusta, Lwów 1932, s. 162-163; W. Tomkiewicz, Dzieje zbiorów zamku wiśniowieckiego. „Rocznik wołyński” T. 3: 1934
[Równe], s. 415.
[19] T. Mańkowski, op. cit.,
s. 159, 187, 213-214, 231, 234, 248, 251, 253, 268, 273, 275-276, 280, 292-293,
296, 298, 330, 347, 388, 406, 411.
[20] A. Naruszewicz, op. cit.,
s. 34 i n. Por. także: J. Komorowski, op. cit.,
s. 164.
[21] Bardzo obszernie drugi pobyt króla
w Wiśniowcu relacjonuje towarzyszący mu w podróży Kazimierz Konstanty
Broel-Plater. Por.: J. I. Kraszewski, Podróż króla..., s. 347 i n.
[22] W. i J. Łukomscy, op. cit.,
s. 21-22.
[23] F. M. Eysymont, Na zamku wiśniowieckim. „Kłosy” 1877, nr 632-634. Autor artykułu podaje najwięcej
ciekawych szczegółów architektonicznych.
[24] Ibidem.
[25] J. U. Niemcewicz, Podróże...,
s. 206.
[26] J. J...cz., Wiadomość o galeryi obrazów Hrabiego Mniszcha w Wiszniowcu, „Wizerunki i Roztrząsania Naukowe”,
poczet nowy, t. 3, Wilno 1836, s. 151 i n. Autor wszelkie informacje dotyczące
nazwisk autorów poszczególnych malowideł otrzymał niewątpliwie od właściciela
galerii. Jak się jednak sam przyznał, „mało świadomy historyi sztuk pięknych,
rozmaitych szkół malarstwa i celniejszych mistrzów”, wiele nazwisk przekręcił
lub napisał fonetycznie; A. Przezdziecki, Podole...,
s. 62-65.
[27] Rejestr ten, wyliczający sucho
tylko poszczególne pozycje bez jakichkolwiek bliższych określeń, co obniżyło
jego wartość jako źródła, znajdował się w 1939 r. w Bibliotece Ordynacji
Zamoyskich w Warszawie, gdzie spłonął w 1944 r. Odpis jego został na szczęście
wykorzystany wcześniej przez Władysława Tomkiewicza, Dzieje zbiorów..., s. 417.
[28] F. M. Eysymont, op. cit.
[29] Honore
de Balzac, Correspondance, t. 5,
Paris 1969, s. 263, 630 - 632, 675. Z listów Balzaca wynika m. in., że obraz Greuze’a, dwa
Watteau, van Dycka, a także inne podarował Jerzy Mniszech swojej teściowej,
pani Ewelinie Hańskiej, która w swej kolekcji miała już jakoby i/iele innych
płócien, w tym jeden obraz van Dycka. O trzech pracach Canaletta pisze znów, że
właściciel wyraził życzenie, aby ozdobiły one jego galerię w mieszkaniu
pisarza w Paryżu przy ul. Fortunee. Z korespondencji tej, pełnej sprzeczności i
niedokładnych wiadomości, trudno wysnuć wnioski jednoznaczne, zwłaszcza że
chodziło o sprawy już niemal wewnątrzrodzinne. Na koniec Balzac wyraża
nadzieję, że wszystkie te bezcenne malowidła, przy ewentualnym braku nie tylko
jego własnych potomków, ale też potomków Mniszchów, znajdą się w muzeach paryskich.
Wszystkie one, a więc zarówno należące pierwotnie do Jerzego Mniszcha i
pochodzące z galerii wiśniowieckiej, jak też będące własnością pani Hańskiej,
przeniesione zostały latem 1850 r. do Paryża. Po zbadaniu przez fachowców,
atrybucje wielu z nich wywołały dyskusję i wątpliwości. Balzac, op. cit.,
s. 632 (przypis).
[30] T. J. Stecki, Wołyń...,
Seria 2, op. cit., s. 355.
[31] F. M. Eysymont, op. cit.
[32] F. Radziszewski, op. cit., s. 117.
[33] T. J. Stecki, Wołyń...,
Seria 2, op. cit., s. 355.
[34] Proces o Wiśniowiec trwał zresztą
jeszcze długie lata. Ponieważ licytacja z powodu niewłaściwego oszacowania
lasów przeprowadzona została nieformalnie, Plater wniósł przeciw Tollowi
apelację. Sąd apelacyjny w Kijowie uznał w 1888 r. sprzedaż dóbr za
nielegalną, orzekając równocześnie, iż Toll nie ma prawa rozporządzać się nieruchomościami.
Z kolei on apelował, wobec czego proces ciągnął się aż do 1915 r., kiedy to
ostatecznie, decyzją senatu, pretensje sukcesorów Włodzimierza Platera uznano
za słuszne.
[35] W. i J. Łukomscy, op. cit.,
s. 37.
[36] W. Wittyg, Exlibrisy...,
op. cit., s. 51.
[37] Tych pięć obrazów ze scenami
najważniejszych momentów z życia Dymitra Samozwańca i Maryny Mniszchówny,
wykonanych dla ozdoby plafonu zamku w Laszkach Murowanych, ówczesnej własności
Jerzego Mniszcha, wojewody sandomierskiego, wraz z wieloma innymi dziełami
sztuki w drugiej połowie XVIII w. dostało się do Wiśniowca. Po rozgromieniu
zbiorów zamku wiśniowieckiego budziły one zainteresowanie wielu badaczy.
Znalazło to swój wyraz w kilku publikacjach. Por.: Sprawozdania Komisji do
Badania Historii Sztuki w Polsce t. 4, Kraków 1891, s. XXII; W. Tomkiewicz, Aktualizm i aktualizacja w malarstwie polskim XVII w., „Biuletyn Historii Sztuki i
Kultury” R. 13: 1951, s. 21. Ostatnio obszerne i wnikliwe studium, obejmujące
głównie tę właśnie serię, ogłosił M. Gębarowicz, Początki malarstwa historycznego w Polsce, Wrocław 1981, passim. Okazuje się,
że obrazy te wzbudziły nawet zainteresowanie Katarzyny II. Na jej też polecenie
Walenty Koterski wykonał z nich przynajmniej dwie kopie. Jeden zestaw odesłany
został do Moskwy i umieszczony w Orużejnej Pałacie. O losach drugiego na razie
brak danych.
[38] „Wiek” 1877 [Warszawa], nr 33.
[39] Wielka szkoda, że nie doszło do
skutku zapowiadane przez Eysymonta wydawnictwo, które zawierać miało widoki
Wiśniowca i dokładne kopie ważniejszych zabytków dzieł sztuki, znajdujących
się jeszcze w 1877 r. w zbiorach zamkowych. Miało być tego 400 rysunków kolorowych,
zrobionych przez miejscowego malarza Kajetana Sourdis, zaopatrzonych w krótkie
opisy objaśniające.
[40] W. Tomkiewicz, Dzieje
zbiorów...,
s. 424.
[41] E. Chwalewik, op. cit.,
t. 1, Warszawa 1926, s. 161-162; W. Tomkiewicz, Dzieje zbiorów..., s. 426.
[42] Z wywiezionego przez Tolla
księgozbioru na beletrystykę przypadło 1500 tomów, przeważnie dzieł francuskich,
sięgających od XVI po wiek XIX, z dziełami Ron- sarda, Pendariego, Sterne’a,
Fontenalle’a i in. Dział teologiczny zawierał sporo starych druków, a nawet
inkunabułów, w tym np. biblie niemieckie z lat 1497 i 1530, a z poloników
biblię z 1577 r., z wydawnictw zaś ariańskich Fausta Socyna De coena Domini tractutus brevis, Kraków 1619. Wiele druków szesnastowiecznych liczył
także dział filozoficzny i historyczny z kronikami Długosza, Kromera,
Bielskiego, Gwagnina, dziełami heraldycznymi i zbiorem panegiryków, wydanych z
okazji koronacji króla Michała Korybuta. Wiele rzadkości zawierał w końcu dział
geograficzny, w tym słynny atlas Ptolemeusza z 1490 r., atlasy amsterdamskie z
lat 1629-1659, mapę Polski Jansoniusza i dolnego biegu Dniepru pt. Tractatus borystynensis a cwi- tati Czyrkassii ad Ostia, mapę Polski i Wielkiego Ks. Litewskiego
z 1772 r. i in.
[43] Dopiero po wybuchu wojny, a
następnie rewolucji, w 1920 r., w piwnicach dawnego domu Tolla w Kijowie przy
ul. Karawajewskiej archeolog ukraiński P. M. Maka- renko odkrył w skrzyniach
ok. 2000 tomów, przeważnie dzieł francuskich i polskich starych druków,
pochodzących z Wiśniowca. Proweniencji ich dowodziły ekslibrisy i
superekslibrisy Wiśniowieckich oraz Mniszchów. Nieco później znaleziono na
terenie ZSRR jeszcze inną grupę książek wywiezionych z Wiśniowca. Oto w
kwietniu 1921 r. Wydział Ochrony Zabytków i Sztuki przy Pałacu Zimowym w
Leningradzie zaalarmowany został wiadomością, iż w obszernych piwnicach b.
Departamentu dla spraw prasowych, na skutek uszkodzenia rur kanalizacyjnych,
woda zalewa piwnice do wysokości półtora metra. Komisja, która natychmiast
zajęła się akcją ratunkową, mogła już tylko stwierdzić, że wszystkie złożone w
skrzyniach depozyty zostały zniszczone i w danym momencie przedstawiały się
jedynie jako nawóz. Udało się stamtąd uratować zaledwie trzy czy cztery
skrzynie. Zawartość ich stanowiły także książki z superekslibrisami
Wiśniowieckich i Mniszchów. Było tego 600-700 oprawnych tomów, przeważnie panegiryków,
dzieł heraldycznych i genealogicznych. Ta część biblioteki wiśniowieckiej
weszła zapewne w posiadanie Biblioteki Publicznej w Leningradzie. Prócz
wymienionych książek, po oczyszczeniu piwnic, znaleziono jeszcze sporą liczbę
zupełnie zniszczonych sumariuszy archiwum wiśniowieckiego. Ogólny depozyt
wiśniowiecki, złożony w piwnicach b. Departamentu, wynosić mógł do siedmiu
tysięcy tomów. Por.: M. Piotrowski, W sprawie biblioteki i archiwum zamku wiśniowieckiego. „Miesięcznik Heraldyczny” R. IX:
1930 [Warszawa], s. 146-147.
[44] Informacje Zbigniewa Rewskiego.
[45] T. Mańkowski, op. cit.,
s. 153.
[46] A. Ryszkiewicz, Francuska ikonografia Stanisława Augusta, w: Sztuka
i historia. Księga pamiątkowa ku czci profesora Michała Walickiego. Warszawa 1966. s. 172: J. Mycielski, S. Wasylewski, op. cit., s. 64.
[47] E. Rastawiecki, op. cit., t. 1, Warszawa
1850, s. 259.
[48] Informacje Andrzeja Rottermunda,
który przygotowuje do publikacji obszerny katalog tych zbiorów.
[49] T. Głowacka-Pocheć, Portrety książąt Wiśniowieckich w Wilanowie i ich pierwowzory. „Biuletyn Historii Sztuki i
Kultury” R. 30: 1968, nr 2, s. 191 i n.
[50] Park w Wiśniowcu zbadany i opisany
został krótko tuż przed drugą wojną światową przez G. Ciołka, Por.: K.
Żelechowska, G. Ciołek, op. cit., s. 42-45.
[51] W. i J. Łukomsсу, op. cit., s. 28. Autorzy, podając
Bourguignona, czynnego także w innych rezydencjach wołyńskich, jako twórcę
górnej części parku wiśniowieckiego, powołują się na sygnowane przez niego
plany z 1789 r., wśród niedobitków zbiorów zamkowych przechowywane jeszcze w
Wiśniowcu w czasie ich odwiedzin.
[52] T. J. Stecki, Wołyń...,
Seria 2, s. 357.
[53] Polski słownik biograficzny, t. 21, Wrocław 1976, s. 70.
[54] Krótki opis cerkwi podają zarówno
Łukomscy, op. cit., s. 29-30, jak Eysymont i inni.
[55] Wiele szczegółów na temat kościoła
i klasztoru oo. Karmelitów Bosych w Wiśniowcu znajdujemy w relacjach Eysymonta,
op. cit. Najobszerniejszym z opisów starszych jest praca J. M.
Giżyckiego, Klasztor oo. Karmelitów Bosych w
Wiśniowcu,
„Rocznik wołyński” T. 8: 1939 [Równe]. Całość dziejów tej fundacji
Wiśniowieckich aż do jej ostatecznej zagłady bardzo wyczerpująco przedstawił
o. B. J. Wanat, op. cit., s. 472 i n.
[56] o. B. J. Wanat,
op. cit., s.
480.
[57] Pełne teksty napisów podaje o. B.
J. Wanat, op. cit., s. 486 i 482.
[58] Według relacji
przytoczonych przez o. B. J. Wanata.