Do rzędu
wiejskich siedzib Wołynia, które na przełomie XVIII і XIX
w. odegrały rolę znaczniejszą, zaliczyć należy Woronczyn, położony w powiecie
włodzimierskim. To dawne dziedzictwo ks. Woronieckich było wówczas własnością
gen. Ludwika Kropińskiego (1767-1844), nie tylko żołnierza, ale także poety,
dramatopisarza i powieściopisarza, od 1818 r. żonatego z Anielą Błędowską. Po
nim Woronczyn odziedziczyła córka Zofia (1819-1839), zamężna za ks. Kalikstem
Czetwertyriskim (1809-1888), oficerem wojska polskiego w 1831 r. W ten sposób
dobra woronczyńskie znalazły się w posiadaniu Czetwertyńskich. Po Kalikście
otrzymał je jeden z jego synów, Włodzimierz (1837-1917), ożeniony z Marią Wandą
hr. Uruską h. Sas, za udział w powstaniu 1863 r. zesłaniec do Usola, autor
barwnych pamiętników[1].
Miejsca swego urodzenia i pierwszych lat młodości zupełnie jednak nie opisał.
Rezydencja
ta zasługiwała na uwagę choćby dlatego, że w ciągu kilkudziesięciu lat bywały
tam najwybitniejsze osobistości ówczesnego życia politycznego i naukowego, jak
ks. Adam J. Czartoryski, Julian Ursyn Niemcewicz, Alojzy Feliński, Tadeusz
Czacki i wielu innych. Poza unikatową fotografią z 1895 r. nie istnieją
prawdopodobnie żadne inne przekazy ikonograficzne dotyczące tamtejszego dworu
czy pałacu. Pozostają więc tylko wzmianki typu pamiętnikarskiego.
Z
zachwytem o siedzibie gen. Kropińskiego pisze Niemcewicz[2]. Według
jego słów., stojąca dawniej „wśród błot i zarośli”, około 1800 r. staraniem
właściciela przemieniła się ona w „wygodne, ozdobne, otoczone pięknym ogrodem
mieszkanie”. Na miejscu dawnych błot, które osuszył, na brzegu pięknego jeziora
założył generał obszerne trawniki, a na nich rozrzucił malownicze grupy drzew
niby gaje, wśród których rozmieścił także drzewa owocowe. Ów park w duchu romantycznym przecięły szerokie,
wyłożone marglem aleje, które prowadziły w „rozmaite ogrodu ustronia”. Nie
brakowało też na tym tle akcentów architektonicznych. Niemcewicz wspomina
tylko o jednym z nich, to jest o schowanej wśród drzew akacji i klonów
okrągłej świątyni greckiej, która
zresztą miała przeznaczenie praktyczne, gdyż służyła jako młyn. Ogród dworski w
Woronczynie był wspólnym dziełem właściciela oraz Dionizego Miklera[3].
Zwyczajem
wielu innych pamiętnikarzy tamtych czasów, ani słowem nie wspomniał Niemcewicz
o wyglądzie zewnętrznym dworu woronczyńskiego. Nieco szczegółów podaje tylko
na temat jego urządzenia. Pisze więc, że mimo szkód, jakie przyniosła ze sobą
wojna 1812 r., przewożenie i przechowywanie sprzętów, zanim powróciły na
miejsce, wnętrze dworu obfitowało „we wszystko, co tylko do potrzeby, wygody,
lecz i kosztownych ozdób należy”. Podziwiał więc piękne meble i ładne obrazy,
przywiezione m.in. przez gen. Kropińskiego ze Szwajcarii i Włoch w 1796 r. Nie
określił jednak żadnego przedmiotu dokładniej. Stwierdził tylko na koniec, że
„ile człowiek umiarkowany w życzeniach swoich zażądać może, wszystko to miał
generał-poeta w swoim Woronczynie”.
Powodując
się niejako zainteresowaniami zawodowymi, nieco więcej uwagi poświęcił bibliotece,
liczącej podówczas około 7000 wol., złożonej głównie z „licznych i rzadkich
dzieł polskich”. Z przyjemnością oglądał też „paradę ksiąg drukowanych u
Hallera, Wietora, Łazarza, Piotrkowczyka” i w innych oficynach. Szczególnie
zaimponował autorowi Śpiewów
historycznych zbiór druków arian rakowskich, które jezuici starali się
ze szczętem wytępić. Najwięcej z tej grupy książek pochodziło z biblioteki Jana
Sienińskiego, wojewodzica podolskiego, właściciela Rakowa. Do najciekawszych
i najrzadszych w zbiorze zaliczył Niemcewicz druk: David Judaeus-Theoreumata,
tłoczony w Krakowie u Jana Hallera w 1507 r. Na koniec zaznaczył, że oprócz
biblioteki poryckiej Czackiego żadna inna polska z woronczyńską równać się nie
mogła.
Nieco więcej szczegółów na temat dworu i ogrodu znadujemy w
pamiętnikach spokrewnionej z gen. Kropińskim Henrietty z Działyńskich
Błędowskiej[4]. Od niej
dowiadujemy się przynajmniej tyle, że dwór w Woronczynie zbudowany był w
półkole. Wjazd do rezydencji prowadził przez „ułożone klomby, gaiki i widoki
poprzecinane”. Kolumnada widocznej po drodze kaplicy odbijała się w czystej
wodzie jeziora. Wewnątrz domu zwróciła Błędowska również uwagę na „malowidła
ładne”, wymieniając z nich tylko portret ks. Adama Czartoryskiego. Z salonu
oszklone drzwi prowadziły do sali bibliotecznej „kształtem galerii długiej”.
Naprzeciw i pomiędzy oknami stały tam półki od podłogi po sufit wypełnione książkami
„wyborowymi, tak starodawnymi jak nowoczesnymi, w pięknych edycjach”. Był też
zbiór rozmaitych rycin „prześlicznych, zawierający tak widoki, jak galerię
obrazów, zbiór ptaków, fruktów itp.” Sala biblioteczna mieściła trzy
gabineciki urządzone pod oknami, między regałami, z sofami i stolikami, gdzie
wygodnie można było oddawać się lekturze.
Jak wszyscy odwiedzający te strony, zachwyciła się Błędowska
ogrodem. Zajrzała do kaplicy z wizerunkiem Matki Boskiej i przeszła się wśród
klombów kwiatowych, podobnie jak Niemcewicz podziwiając rozległe trawniki, gaje
i stuletnie drzewa. Zmęczonych gości wprowadził generał do szałasu, całkowicie
ukrytego w gęstwinie zieleni. Za pociągnięciem sznurka spadła klapa i wówczas
dopiero ukazał się widok na rozległe i bardzo malownicze jezioro.
Park romantyczny okalający dwór służył do przechadzek pieszych.
Spacery powozami lub wierzchem na koniach prowadziły do pobliskich folwarków.
Jeden z nich, położony także nad jeziorem, nosił nazwę „Zielonego”. W stojącym
tam domku w stylu szwajcarskim wszystkie obicia ścian i mebli, a także firanki
były z zielonego materiału. Inny, położony dalej folwark z pasieką i sadem
owocowym przezwano „Tęsknotą”. W tamtejszym domku ocienionym starymi,
rozłożystymi drzewami, czekała na gości szafka z przekąskami, wygodne krzesła
oraz stół, na którym leżał lak, papier i wszystkie potrzebne do pisania
przybory.
Tyle mówią
przekazy pamiętnikarskie o Woronczynie z czasów generała Kropińskiego.
Świetność ta skończyła się jednak wraz ze śmiercią twórcy rezydencji.
Czetwertyńscy prowadzili inny tryb życia. Włodzimierz Czetwertyński przeniósł
swą siedzibę do Milanowa, zabierając tam cały księgozbiór, a zapewne także
obrazy, inne dzieła sztuki oraz cenniejsze meble. Biblioteka woronczyńska
znalazła później swoje odbicie w wydanym w druku katalogu[5].
Przetrwała do drugiej wojny światowej, po czym podzieliła losy całych zbiorów
milanowskich. Dwór w Woronczynie zniszczony został jeszcze w czasie pierwszej
wojny światowej[6].
[1] Pamiętniki wydane zostały w okresie
międzywojennym pt. Na wozie i pod wozem.
[2] J. Ursyn Niemcewicz, Podróże..., s. 215-217.
[3] A. Przezdziecki, Podole..., t. 2, s. 135.
[4] H. z Działyńskich Błędowska, op. cit., s. 209.
[5] O bibliotece woronczyńskiej pisał
F. Radziszewski, op. cit.,
s. 120. Katalog biblioteki milanowskiej opracował sam właściciel (W.
Czetwertyński, Katalog biblioteki milanowskiej Czetwertyńskich. Cz. 1: Dział polski, Warszawa 1892, cz. 2: Dział polski, Warszawa 1916, cz. 3: Dział zagraniczny, Warszawa 1917). Por.: E. Chwalewik,
op. cit., t. 1, Warszawa 1926, s. 457.
[6] Unikalną fotografię dworu z 1895 r.
zawdzięczam Januszowi Przewłockiemu.