W początkach XV w.
Równe było jeszcze wsią należącą wówczas do rodziny Dyczki, ziemianina
łuckiego. Jeden z jego spadkobierców sprzedał jednak te włości ks. Semenowi
Wasilewiczowi Nieświckiemu. W dwadzieścia lat po ich nabyciu ks. Semen już nie
żył. Majątek jego dostał się więc żonie Marii i córce Anastazji, zamężnej za
ks. Semenem Juriewiczem Holszańskim, stolnikiem litewskim[1].
Rządna i zapobiegliwa ks. Maria Nieświcka osiadła w niedalekim Gródku, skąd
kierowała pracami przy budującym się właśnie w Równem wielkim zamku, swej
przyszłej rezydencji. Ponieważ zięć jej zajęty był stale sprawami wojskowymi,
księżna sama zarządzała posiadaną fortuną, troszcząc się jednocześnie o jak
najsilniejsze zaludnienie Równego, by z miejscowości tej uczynić miasto. Mając
zaś względy króla Kazimierza Jagiellończyka, uzyskała istotnie dla wiejskiej
dotąd osady prawa magdeburskie oraz szereg innych przywilejów.
Po ukończeniu
budowy zamku ks. Maria Nieświcka osiadła w nim na stałe i zaczęła odtąd pisać
się „Rówieńską". Niebawem wzniesiony przez nią gmach padł jednak pastwą
płomieni. Wkrótce został, wszakże odbudowany i służył odtąd jako stała lub
czasowa rezydencja następnym pokoleniom właścicieli. Kniaź Semen Juriewicz
Holszariski umarł w 1505 r., jego żona zaś w 1518 r. Równe wraz z innymi
dobrami odziedziczyła po babce swej jej wnuczka Tatiana Holszańska, która ok.
1509 r. poślubiła ks. Konstantego Ostrogskiego (1460-1530). Uzyskał on dla
Równego szereg dalszych przywilejów, chociaż dobrami tymi władał jedynie jako
alodialnymi, nie należącymi do ordynacji.
Po śmierci ks.
Konstantego Ostrogskiego Równe odziedziczył jego syn Ilia (Eliasz), starosta
bracławski i winnicki, zrodzony z pierwszej żony Tatiany Holszańskiej. Ks.
Ilia Ostrogski (1510-1539) zaślubił w 1539 r. Beatę Kościelecką, córkę
podskarbiego wielkiego koronnego Andrzeja i Katarzyny Telniczanki, dawnej
kochanki króla Zygmunta Starego. W czasie uroczystości weselnych na dworze
monarszym nowożeniec zmierzył się w turnieju z królem Zygmuntem Augustem,
przez którego zrzucony został z konia. Prawdopodobnie na skutek obrażeń
wewnętrznych książę w kilka miesięcy później umarł, zapisując wdowie wniesiony
przez nią posag w wysokości 33 082 zł oraz majętności ziemskie z zamkami
Stepań, Satyjów i Chłopotyn[2].
Równe, zamek i miasto z włościami miał jej oddać także, ale tylko we władanie
zastawne. Księżna Beata z Kościelskich Ostrogska (1515-1576) uznała jednak
zapis za wieczysty. Wynikł z tego spór między nią i przyrodnim bratem męża ks.
Konstantym Wasylem Ostrogskim, który do spadku zgłosił swoje własne pretensje.
Spór rozstrzygnął król Zygmunt August, przyznając ostatecznie Równe wraz ze
wszystkimi przyległymi majątkami ks. Beacie i jej córce Elżbiecie Górkowej
(1539-1582), wojewodzinie poznańskiej, słynnej „Halszce z Ostroga".
Awanturnicza Beata
Ostrogska, wychodząc po raz drugi za mąż za Olbrachta Łaskiego (1536-1605),
zapisała mu m.in. także dobra rówieńskie. Po jej śmierci, wszakże, na podstawie
dekretu królewskiego, dobra te wrócić miały w posiadanie Ostrogskich. Niewiele
sobie robiąc z woli królewskiej, Łaski władał Rówieńszczyzną do końca swego
życia. Dopiero z chwilą jego śmierci Równe odzyskał ks. Konstanty Wasyl
Ostrogski (1527-1608), po nim zaś odziedziczyła je wnuczka jego Katarzyna (zm.
w 1642 r.), córka Aleksandra (1571-1603), wojewody wołyńskiego i Anny
Kostczanki. Była ona żoną Tomasza Zamoyskiego (1594— 1638), który okazał się
dobrym gospodarzem i opiekunem miasta. W następnej kolejności dobra te
znalazły się w posiadaniu córki Tomasza Zamoyskiego, Joanny Barbary (zm. w 1653
r.), zamężnej za Aleksandrem Koniecpolskim (1620-1659), wojewodą sandomierskim.
Oprócz klucza rówieńskiego posiadał on także inne ogromne włości na ziemiach
wschodnich, na Mazowszu i na Pomorzu, które podzielili między sobą jego dwaj
synowie, Samuel i Stanisław.
Koniecpolscy
władali Równem przez około 80 lat. W czasie tym miasto nawiedzały jedna klęska
za drugą, najazdy, łupiestwa i pożary. Prócz tego również miejscowi zarządcy
dóbr czy dzierżawcy dawali się mieszkańcom we znaki. Posiadając inne rezydencje,
Koniecpolscy w Równem na stałe nie mieszkali, choć, jak się wydaje, w dobrym
stanie utrzymywali tamtejszy zamek, a może go nawet gruntownie odnowili czy też
przebudowali[3].
Po śmierci Jana
Aleksandra Koniec-polskiego (zm. w 1719 r.), wojewody bracławskiego i
sieradzkiego, który z małżeństwa z Heleną Rzewuską nie pozostawił żadnego
potomstwa, w 1720 r. cała po nim spuścizna, składająca się z 435 wsi i 30 miast
oraz miasteczek, dostała się synom jego siostry Marianny, Aleksandrowi i
Franciszkowi Walewskim, kasztelanicom ropickim. Małoletni Walewscy, nie mogąc
podołać spadłym na nich obowiązkom związanym z administracją mocno zrujnowanych
i zadłużonych dóbr, aktem z 1723 r. ustąpili je swemu krewnemu i imiennikowi,
Aleksandrowi Walewskiemu, nawet bez jego wiedzy podstawionemu przez ks. Jerzego
Aleksandra Lubomirskiego, wojewodę sandomierskiego, który na bardzo
korzystnych warunkach sam stał się wkrótce panem dziedzicznym całej
Rówieńszczyzny, Śmilańszczyzny na Ukrainie i innych wielkich dóbr, należących
dawniej do Koniecpolskich. Tak rozległe obszary w powiązaniu z już posiadanymi
przez Lubomirskich należały do najrozleglejszych w kraju.
Swoją stałą
siedzibę założył ks. Jerzy Aleksander Lubomirski w Równem, gdzie wzniósł
niemal od podstaw wspaniały ponoć pałac. Budowy tej dokończył jednak dopiero
następny dziedzic, syn Jerzego Aleksandra - ks. Stanisław Lubomirski
(1704-1793), wojewoda bracławski, a następnie kijowski, żonaty z Ludwiką
Honoratą Pociejówną.
Na podstawie
układu zawartego z bratem Józefem, prócz Śmilańszczyzny i klucza rówieńskiego
Stanisław Lubomirski odziedziczył jeszcze po ojcu wielki klucz Dąbrowa z Bolesławem
i Otfinowem w województwie sandomierskim, klucze pawołocki i katelnicki w powiecie
żytomierskim oraz Jazłowiec na Podolu. Po śmierci brata w 1755 r. dostał
jeszcze Łabuń na Wołyniu, Szarogród na Podolu i ogromne obszary położone między
Dniestrem i Bohem, ciągnące się na przestrzeni 200 km od Winnicy aż po
południowo-wschodnie granice państwa. Na podstawie „transakcji
kolbuszowskiej" w 1753 r. otrzymał, poza tym klucz dubieński i Ptycz z 70
wsiami. W końcu po żonie miał jeszcze Iwanków nad Teterowem na Ukrainie. Jako
całość było to największe latyfundium, będące kiedykolwiek w Rzeczypospolitej
w posiadaniu jednego właściciela. Nawet bowiem po znacznym jego uszczupleniu,
w chwili podziału w 1770 r. składało się jeszcze na nie 31 miast i 738 wsi,
dających rocznego dochodu 2 919 641 złp[4].
W charakterze ks.
Stanisława Lubomirskiego występowały cechy pozytywne, nad którymi jednak z
czasem zaczęły dominować negatywne. Do cech pozytywnych należał m.in. fakt, iż
dbał on nie tylko o swą rezydencję. Na wyludnionych wskutek spustoszeń
wojennych terenach prowadził bowiem żywą akcję kolonizacyjną i osadniczą dla
napływającej z zachodu ludności, zakładał nowe wsie i osady miejskie dbając o
ich dalszy rozwój, wznosił dziesiątki świątyń różnych wyznań. Szczególną opieką
otoczył miasto Równe, do którego, dla podniesienia handlu i rzemiosła, ściągał
Żydów i nadawał im liczne przywileje. Założył też cech krawiecki i kuśnierski.
W swoim zamku czuł
się ks. Stanisław Lubomirski udzielnym panem. Nie istnieją jed
nak
prawdopodobnie żadne przekazy, jak ów zamek wyglądał w szczegółach. Wzniesiony
na przełomie XV i XVI w. przez ks. Nieświcką, broniony przez rozlewiska i
mokradła rzeczki Uście, zamek palony był mimo to w ciągu następnych stuleci
kilkakrotnie. Pełnej odbudowy doczekał się dopiero w XVIII w. Ile pozostało w
nim z dawnej substancji - nie wiadomo. Bryła dawnego zamku, po raz ostatni spalonego
w 1694 r., znana nam dość dobrze, ale niestety tylko od strony zewnętrznej,
pochodziła już z lat 1723-1738. Rozpoczynając przebudowę zamku na barokowy
pałac, ks. Jerzy Aleksander Lubomirski usunął niektóre urządzenia obronne, w
tym mosty zwodzone i strzelnice, jako już w czasach bezpieczniejszych
przestarzałe i niepotrzebne. Prac tych nie zdążył jednak doprowadzić do końca.
Roboty wykończeniowe zarówno architektoniczne, jak dekoracyjne, prowadzone
więc były nadal przez syna, który boki pałacu i facjatę ozdobić kazał
połączonymi herbami Lubomirskich i Pociejów.
Przebudowany zamek
z dwoma przeciwległymi sobie pawilonami, przeznaczonymi dla dworzan i służby,
stał na półwyspie i opasany był nierównym, czworobocznym wałem. Od strony
miasta w wale tym znajdowała się murowana brama wjazdowa, po której dwóch
rogach wznosiły się dwa masywne bastiony-kordegardy. W jednej z nich stali
piesi halabardnicy i hajducy. W drugiej - konni. Przebywali tam również pysznie
umundurowani „janczarowie", czuwający w pełnym rynsztunku dzień i noc,
gotowi w każdej chwili wsiąść na koń. Mieli oni jednak zupełnie pokojowe
zadanie asystowania przyjeżdżającym i wyjeżdżającym gościom.
Od bramy w stronę
pałacu prowadził dwudziestołokciowej długości most sklepiony. Od południa
znajdował się most drugi, zwodzony. Za nim ciągnęły się ogrody z fontannami,
poprzerzynane kanałami, dalej obszerne zabudowania gospodarcze i prochownia. Z
lewej strony ogrodu istniał jeszcze trzeci most, murowany, prowadzący na
przedmieście.
Wiadomości
dotyczące wnętrz tego barokowego już pałacu są bardzo skąpe i ogólnikowe.
Mówią jedynie o tym, że sale reprezentacyjne miały złocone sufity, a wiele
innych komnat kosztowne obicia ścian i artystyczne dekoracje stiukowe. Ani
nazwisko autora ówczesnej przebudowy zamku, ani nazwiska twórców jego wnętrz
nie są znane.
Barokowy etap nie
był jednak końcem rozbudowy i przebudowy zamku. Prawie wszyscy Lubomirscy z
tej linii posiadali żywe zainteresowania architektoniczne, każde więc pokolenie
zostawiało na tym polu ślady swej własnej działalności. Około 1765 r. pałac
otrzymał wystrój rokokowy. Twórca jego również nie jest znany. Można tylko
snuć hipotezę, iż był nim Francuz nazwiskiem Toucher. Tadeusz J. Stecki,
badając archiwum domowe Lubomirskich, miał w ręku m.in. plan miasta, wykonany
przez owego Touchera w 1765 r. Wysunął też stąd wniosek, iż mógł on być
ówczesnym nadwornym budowniczym dziedziców Równego[5].
Bardziej, wszakże przekonująca wydaje się teza wysunięta przez Zbigniewa
Hornunga, że prace te wykonał komendant twierdzy kamienieckiej, Jan de Witte,
twórca pałacu Lubomirskich przy lwowskim Rynku, z którym pałac rówieński
istotnie wykazuje niektóre cechy wspólne[6].
Na swym dworze ks.
Stanisław Lubomirski zaprowadził etykietę niemal królewską. Tłum dworzan
pochodzących ze stanu szlacheckiego, rezydentów, oficjalistów i różnego kalibru
pokojowców, hajduków, kozaków nadwornych i „janczarów” był stale na usługach
panów niezliczonych włości. Dla rzesz przesiadujących w pałacu gości obmyślał
książę różne rozrywki. Zabawy, festyny, tańce z muzyką, wiwaty pite przy huku
moździerzy należały do stałego programu dnia. W ogrodach i na kanałach ciągłe
iluminacje rozjaśniały wołyńskie noce.
Zabawy i przyjęcia
urządzał ks. Stanisław Lubomirski w pałacu i parku dla uzyskania popularności
wśród szlachty. Wszelkie rozprawy z mieszczanami i służbą dworską odbywały się
natomiast w głównej kordegardzie od strony miasta. Poza te wrota wstępowali
bowiem tylko goście uprzywilejowani. By jednak i opinię dobrego pana zyskać,
pisał Stanisław Lubomirski dla swych włościan, dla miast i kahałów ustawy i
kodeksy, dla nadwornego wojska zaś, którego miał więcej niż inni magnaci w
Polsce - regulaminy.
Szczególnie huczne
stało się życie w pałacu rówieńskim po przyłączeniu do już posiadanej fortuny
części dawnej ordynacji ostrogskiej. Od tej chwili książę zaczął otaczać się
takim przepychem i okazałością, jakiej nic sprostać już nie mogło. Pomnożył
znacznie ilość służby i milicji nadwornej, z której utworzył nawet cały pułk
zwany „naddniestrzańskim”. Składał się on z czterech tysięcy ludzi i
odkomenderowany bywał często do dóbr książęcych na Podolu. W samym Równem
stał komput „janczarów” złożony z najpiękniejszej młodzieży, ubranej w bogate
mundury. Pełniąc służbę w pałacu, kwaterowali oni w sąsiedniej wiosce Bassowy
Kąt. Ich rotmistrz był zarazem gubernatorem miasta, a czaus, czyli porucznik
miał nadzór nad pałacową strażą.
Niezmierne
bogactwo tak zawróciło w końcu księciu Stanisławowi Lubomirskiemu w głowie, iż
postanowił sięgnąć po koronę. Poczynił też odpowiednie zabiegi, ale gdy nic z
tego nie wyszło, prawdopodobnie na skutek doznanego zawodu, zaczął grać w karty
i marnotrawić majątek, wykazując w dodatku wyraźne cechy narastającego
stopniowo pomieszania zmysłów. Chcąc przeciwdziałać lekkomyślności ojca,
czterej synowie, Ksawery, Józef, Aleksander, późniejszy kasztelan kijowski i generał
wojsk francuskich (zm. w 1808 r.), oraz Michał wymogli na nim w 1770 r. układ,
na mocy którego zrzekł się on praw do wszystkich dóbr w zamian za wysoką
miesięczną pensję. Namąciwszy wiele wody, odznaczony przez króla Stanisława
Augusta różnymi wysokimi odznaczeniami, umarł ks. Stanisław Lubomirski w
Warszawie i tam został pochowany w katakumbach powązkowskich. Czterej nowi dziedzice
Rówieńszczyzny tyle mieli kłopotów z doprowadzeniem do porządku obdłużonych i
zdewastowanych dóbr ojcowskich, że dla przeprowadzenia między nimi podziału
zwrócono się o pomoc i decyzję do sejmu obradującego w Warszawie w dniu 3
października 1774 r. Sejm wyznaczył specjalną komisję, złożoną z czterech
biskupów, dwóch wojewodów i wielu innych dygnitarzy. Dzięki intrygom czy nawet
złej woli niektórych jej członków, komisja nie doprowadziła sprawy do końca.
Uczynił to dopiero następny sejm, zwołany do Lublina w dniu 1 lipca 1775 r.
Na mocy działu
uchwalonego przez sejm lubelski w 1775 r. Równe i trzy inne miasta oraz 76 wsi,
wycenione na ok. 7 milionów złp. o intracie rocznej 260000 złp., otrzymał ks.
Józef Lubomirski (1751-1817), późniejszy kasztelan kijowski, żonaty z Ludwiką
Sosnowską, córką hetmana, słynną z afektu dla niej Tadeusza Kościuszki. Na
podstawie tej umowy archiwum podzielonych dóbr oraz papiery rodzinne winne
były pozostać w zamku dubieńskim, przy schedzie ks. Michała. Wszyscy jednak
czterej bracia mieli wspólnie troszczyć się o doprowadzenie archiwum do porządku
i o wieczyste jego utrzymanie.
Nowy dziedzic
Równego ks. Józef Lubomirski nie dbał, jak jego ojciec, o honory i zaszczyty,
nic ciągnęło go także życie polityczne. Księcia Stanisława przypominał tylko z
zamiłowania do wystawności, wielkich przyjęć i festynów. Równe swoje bardzo
kochał, toteż stale tam coś nowego budował, porządkował, przerabiał i to zarówno
w samym mieście, dla którego postarał się o szereg dalszych przywilejów, m.in.
w 1778 r. na jarmarki, jak też w pałacu i w ogrodzie.
Za czasów księcia
kasztelana kijowskiego, pod koniec XVIII i w początkach XIX w., wykonane też
zostały ostatnie prace wokół pałacu. Przynajmniej niektórymi z tych robót kierować
miał sprowadzony z Anglii architekt nazwiskiem Bourguignon, któremu przypisywano
także upiększenie tamtejszych ogrodów[7].
Wydaje się jednak rzeczą bardziej prawdopodobną, iż Bourguignon wykonywał
tylko prace architektoniczne, stawiając m.in. nowe cieplarnie i oranżerie. W
parku zapewne on przerobił dawną ujeżdżalnię na salę dla stałego domowego
teatru, prowadzonego wówczas przez komika Milewskiego. Park natomiast według
wszelkiego prawdopodobieństwa przekomponował blisko z rodziną Lubomirskich
związany, bardzo czynny w Dubnie Dionizy Mikler. Istnieje nawet przekaz, że to
on właśnie urządzić miał „na wyspie i za wodą śliczne ogrody spacerowe”[8].
Bourguignon mógł być jeszcze twórcą kolumnady i wystroju klasycystycznego
pałacu. Dwaj włoscy artyści Cormaroni i Villani ozdobić mieli jego sale i
pokoje freskami, sztukatorzy zaś, także najprawdopodobniej z zagranicy
sprowadzeni, dekorowali sufity „jakby koronką” oraz „w prześliczne herby i
emblemata ubierali galerie i zewnętrzne ściany pałacu”. Inny malarz,
nazwiskiem Łukaszewicz, z powodu rodzimego pochodzenia zwany
„rówieńskim", malował portrety rodziny książęcej obok najrozmaitszych scen
rodzajowych. Kronikarze Równego nie podają jego imienia, ale mógł to być
Józefat Ignacy Łukaszewicz (1789- 1850), w młodym wieku, skoro Karwicki dodaje
przy jego nazwisku „z Warszawy”[9].
W tym samym czasie
powiększono także staw i oczyszczono go z sitowia, na stawie zaś zainstalowano
całą flotyllę statków spacerowych i czółen wszelkiego rodzaju. Dla rozrywki
domowników i gości ustawiono w ogrodzie karuzele, kręgielnie i inne przyrządy
służące do uprawiania modnych wówczas sportów i zabaw. W części ogrodu
przylegającej do mostu stanęły altanki, wazony, urny, posągi bóstw
mitologicznych i rycerzy oraz najrozmaitsze inne rzeźby, wykonane przez
specjalnie w tym celu z Oleska sprowadzonego mistrza Leblasa[10].
W tej stronie parku znajdował się też nie znany bliżej pałacyk letni,
przeznaczony dla dworskich rozrywek.
Wszystkie te
fantazje księcia kasztelana i wystawny tryb życia znów bardzo podkopały
fortunę. Majątek został obdłużony, a za pożyczkę wziętą z banku holenderskiego
w 1791 r. Rówieńszczyzna dostała się pod administrację przymusową. Mimo
wszystko jednak książę utrzymał się przy całości dóbr, łagodząc w porę
wierzycieli.
Z wejściem,
wszakże Wołynia pod panowanie rosyjskie, interesy ks. Józefa Lubomirskiego
pogorszyły się do tego stopnia, że cały majątek oddany został pod rozbiór. Aby
uniknąć ostatecznej ruiny, aktem z 30 stycznia 1794 r. zrezygnował on ze
wszystkich swych dóbr na rzecz małżonki. Za pomocą zasobów własnej rodziny
księżna tak energicznie zabrała się do reformy w administracji gospodarstwem,
że po jakimś czasie doprowadziła do spłaty wielu długów i równowagi w budżecie.
Ze świetnych
przyjęć, jakich Równe było widownią za czasów Józefa i Ludwiki Lubomirskich,
warto wspomnieć to, które urządzone zostało na cześć Kościuszki. Wstąpił on do
Równego jesienią 1792 r., by po wielu latach niewidzenia spojrzeć wreszcie w
twarz swej wielkiej miłości. Obydwoje księstwo gościli go serdecznie przez
kilka dni. Przyjęciem i okazałością polskiego magnackiego wnętrza zachwycony
był także wielki ks. Konstanty, który odwiedził Równe w 1801 r. Zapłonął ponoć
nawet głębokim afektem do córki gospodarzy domu ks. Heleny, późniejszej żony
Stanisława Mniszcha, swej pierwszej polskiej miłości. Dla wielkiego księcia
namalowała ona dwa widoki Równego, zapewne najstarsze, jakie zostały wykonane[11].
Po śmierci ks.
Józefa życie w pałacu przycichło. Dnia 6 lutego 1822 r. synowie Fryderyk i
Henryk Lubomirscy podzielili się pozostającym pod zarządem matki ojcowskim
majątkiem. Na mocy układów rodzinnych klucz rówieński i aleksandryjski
otrzymał ks. Fryderyk Lubomirski, pozostałe zaś jego brat Henryk. Ks. Henryk
Lubomirski (1779-1848), wicegubernator wołyński, od 1808 r. żonaty z Franciszką
Załuską, z którą zresztą wkrótce się rozwiódł, odziedziczył wprawdzie po
przodkach także zamiłowanie do ustawicznego budownictwa, jego działalność na
tym polu miała jednak inny charakter, głównie społeczny. Dzięki niemu całe
niemal miasteczko przybrało elegantszy wygląd. Na miejscu starych chat o
wyglądzie wiejskim powstały nowe domki typu bardziej miejskiego.
Z wczesnych lat
dwudziestych XIX w., to jest z czasów, gdy ks. Fryderyk mieszkał jeszcze z
matką w starym pałacu i życie w nim płynęło trybem ustalonym przez antenatów,
pochodzi najstarsza opublikowana litografia, wykonana według rysunku Antoniego
Langego, przedstawiająca tę rezydencję na tle parku ze stawem na planie pierwszym. Ukazała się w
albumie Zbiór widoków celniejszych ogrodów w Polszcze, wydanym kosztem ks.
Henryka Lubomirskiego w zakładzie litograficznym Piotra Pillera we Lwowie. Na
tym starannie wykonanym rysunku pałac miał już wygląd ostateczny, jaki zachował
do końca swego istnienia.
Jak wykazuje
wspomniana litografia oraz późniejsze rysunki i fotografie, rówieńska siedziba
Lubomirskich usytuowana była na sztucznie ponad otaczający teren podniesionym
niewielkim wzgórku. Pałac ten, o wysmukłym kształcie, stojący na mieszkalnych
suterenach, miał wysokość dwóch kondygnacji. Niższy parter przeznaczony był na
apartamenty mieszkalne, znacznie zaś wyższe piętro - głównie na cele
reprezentacyjne. Od strony podjazdu w bryle pałacu występowały trzy dość dla baroku
charakterystyczne człony: środkowy korpus główny oraz dwa wysunięte przed jego
lico pawilony boczne. Z okresu klasycyzmu pochodziło sześć monumentalnych
kolumn, spinających ze sobą oba pawilony. Dźwigały one gładkie belkowanie,
zwieńczone niskimi, dekoracyjnymi cokołami. W cieniu kolumnady kryły się
cztery prostokątne okna parteru głównego korpusu pałacu i umieszczone na osi
paradne drzwi wejściowe. Nad nimi, w górnej kondygnacji, występowało pięć
półkoliście zamkniętych porte-fenetrów, oświetlających zapewne salę balową.
Miały one kutą balustradę. Przestrzenie międzyokienne zajmowały pojedyncze
pilastry. Pawilony boczne, każdy o sześciu parami rozstawionych oknach, miały
również akcenty pionowe w postaci profilowanych pilastrów, pokrywających
także naroża budynku. Natomiast pola zawarte między oknami dolnej i górnej
kondygnacji przeznaczone zostały na sztukaterie o motywach pasterskich. Pawilon
lewy miał na piętrze wyłącznie wysokie, prostokątne porte-fenetry, również
zaopatrzone w kutą balustradę. Pawilon prawy otrzymał takie okna jedynie na
dwóch osiach skrajnych. Pozostałe były tylko nieznacznie wyższe od okien
parteru.
Piętno rokoka
nosiły cztery skarpy, umieszczone w narożach zewnętrznych pawilonów. Założono
je na rozczłonkowanych, z wolutami po bokach profilach, zwężających się ku
górze uskokami i przechodzących w półkolumny. Na dwóch z nich od frontu
widniały kartusze herbowe ze Szreniawą Lubomirskich i Wagą Pociejów, na dwóch
zaś tylnych - zwieńczenie tworzyły kamienne wazony.
Cała bryła pałacu
od strony podjazdu sprawiała wrażenie wielkiej harmonii, monumentalności, a
jednocześnie i malowniczości. Przyczyniały się do tego m.in. zróżnicowane,
pobite gontami dachy. Część środkowa pałacu, znacznie wyższa od pawilonów,
kryta była gładkim dachem czterospadowym. Dachy nad pawilonami miały kształt
dwojaki; czteroosiowe części pałacu, połączone kolumnadą, otrzymały wytwornie
wygięte dachy mansardowe z pojedynczymi owalnymi lukarnami, dwuosiowe zaś
części skrajne - dachy niższe, gładkie, trójspadowe. Wzbogacono je, wszakże
dekoracjami w postaci kamiennych cokołów, jak w przypadku kolumnady. Do głównych
drzwi wejściowych i kolumnady prowadził wysoko podniesiony podjazd, tworzący
obszerny taras. Na początku podjazdu, po obu jego stronach, na profilowanych
owalnych czy o podstawie koła postumentach stały postacie wykutych w kamieniu
rycerzy.
Jednolitej,
harmonijnej formy, charakteryzującej stronę frontową, zabrakło w pałacu
rówieńskim od strony tylnej. Strona ta ucierpiała najwyraźniej na skutek
rozbudowy, która pozbawiła ją symetrii. Oba pawilony były tu węższe,
czteroosiowe, ograniczone do części objętej z obu stron mansardowym dachem. Do
pawilonu lewego dobudowano też wąskie skrzydło, mieszczące wysoką sklepioną bramę
prowadzącą na tylny taras, urządzony na wyższym niż od frontu nasypie.
Pomiędzy już istniejącymi pawilonami, zapewne pod koniec XVIII w., dodany
został jeszcze trójosiowy ryzalit, co spowodowało wrażenie wielkiego zatłoczenia.
Jako głównych elementów dekoracyjnych w elewacji tylnej użyto również pilastrów,
a w przypadku pawilonu lewego także sztukaterii podobnych jak od frontu.
Przy rozległym
frontowym gazonie, po prawej stronie pałacu stała siedmioosiowa klasycystyczna
oficyna z czterokolumnowym portykiem wgłębnym, według litografii
Pillera - piętrowa, nakryta gładkim dachem czterospadowym. Z pałacem,
według tej samej ryciny, łączyła ją niezbyt na niej wyraźnie widoczna ćwierć
kolista galeria arkadowa czy kryjąca się za nią oranżeria.
Znaczną część
rysunku Langego zajmuje malowniczy staw z czółnem, łabędziami i długim mostem
przerzuconym przez wodę. Na środku mostu pięły się ku górze cztery ustawione w
kwadrat smukłe pylony. Przez most ten wiodła zapewne jedna z dróg, może główna,
prowadzących do pałacu. Na litografii niewiele widać natomiast parku, na
skutek czego pałac sprawiał wrażenie, jak gdyby stał w pustkowiu. Tylko po
jego tylnej i lewej stronie rysowały się grupy drzew. Za oficyną i rosnącym za
nią drzewem samotnym widać już było tylko daleki horyzont. Nastroju pewnej
melancholii nie rozpraszały też dwie grupy włoskich topól tworzących pionowe
akcenty w pobliżu głównego gazonu. Bardziej malowniczo przedstawiał się
wzgórek z altanką o kopulastym daszku, usytuowany naprzeciw kolumnady pałacu,
ale w dość dużej od niego odległości. Langemu udało się jednak uchwycić ostatni
moment świetności. W kilkanaście lat później rozpoczął się już bowiem
powolny, ale stale potęgujący się upadek tej tak znakomitej, zwłaszcza w XVIII
w., rezydencji.
Ks. Fryderyk
Lubomirski, człowiek skromny, niewiele dbający o stary pałac i związane z nim
splendory, zainteresowania swoje przeniósł na miasto. Zmieniwszy zasadniczo wygląd
zabudowań mieszczańskich, obdarował następnie Równe kilkoma innymi, większymi
i o innym przeznaczeniu budowlami. Reprezentowały one już schyłkowy klasycyzm.
Kolejność ich powstania nie jest jednak dokładnie znana. Wydaje się, że
najstarszą fundacją był gmach, w którym książę umieścił później szkołę. Usytuowany
on został w kierunku północno-wschodnim od rodowej siedziby, w niezbyt wielkiej
od niej odległości, także nad stawem. Ponieważ niczym nie przypominał on domów
stawianych zwykle dla celów społecznych, można mniemać, iż w początkowych
planach pana na Równem miał się stać jego nową, skromniejszą od starej
siedzibą.
Gmach ów,
wzniesiony kosztem ponad 200000 zł, założony został na planie prostokąta. Był
piętrowy, trzynastoosiowy, kryty gładkim dachem czterospadowym. W elewacji
głównej posiadał typowy pałacowy portyk o sześciu kolumnach, dźwigających
trójkątny szczyt. Pochodził zapewne z lat trzydziestych XIX w.
Po lewej stronie
tej budowli, nieco od niej na ukos, stanął może trochę później również
trzynastoosiowy o planie prostokąta budynek oranżerii. Od frontu, którym był
jeden z krótszych boków, otrzymał on portyk o sześciu kolumnach z głowicami
jońskimi, ale ustawionych w półkole. Wspierały one belkowanie zwieńczone
gzymsem kostkowym. Oranżeria, przeznaczona później na mieszkania dla nauczycieli,
jest również dowodem, iż obie te budowle pomyślane zostały pierwotnie jako
nowa siedziba. Dlaczego ks. Fryderyk tam w końcu nie osiadł, nie wiadomo.
Zapewne i ten nowy pałac, o wiele mniejszy od starego, wydał mu się zbyt wielki
i wspaniały. W 1839 r. oddany więc został na pomieszczenie przeniesionego z
Klewania gimnazjum.
Ostatecznie swą
nową siedzibę zdecydował się książę umieścić na niewielkim wzgórzu, położonym
jeszcze dalej od budynku oddanego na cele szkolnictwa, w tym samym jednak od
starego pałacu kierunku. Od strony Dubna wjeżdżało się tam przez aleję
wysadzaną niebotycznymi topolami nadwiślańskimi. Od wzniesienia, na którym
pałacyk nowy został wybudowany, zaczęto go nazywać „Na górce".
Nowy pałacyk
prezentował się tak skromnie, że aż wydawał się na owe czasy wprost
nieodpowiedni na siedzibę rodziny o tak wielkim nazwisku i wciąż jeszcze
sporej fortunie. Miał on wygląd niewielkiego, parterowego, zaledwie
dziewięcioosiowego wiejskiego dworu. Wejście do niego, podobnie jak w przypadku
oranżerii, umieszczone zostało przy jednym z boków krótszych. Poprzedzał je
portyk o czterech kolumnach wysuniętych mocno przed lico elewacji i czterech
przyściennych.
Kolumny dźwigały
balkon otoczony kutą balustradą. Przy trójosiowej środkowej części elewacji
dłuższej, zwróconej do lekko opadające go ogrodu, występował szeroki i głęboki
taras, nakryty spłaszczonym dachem
stożkowym, wspartym na czterech, także podobnie jak w oranżerii
półkoliście ustawionych, ale skromniejszych, kolumnach toskańskich i dwóch
pilastrach. Na taras wiodły z salonu trzy półkoliście zamknięte porte-fenetry.
Rozszerzające się ku dołowi kamienne schody prowadziły z tarasu do parku.
Był to raczej
niezbyt wielki ogród z grupą starych drzew, pięknie utrzymywanymi trawnikami i
klombami dywanowymi, otoczony dokoła sztachetami. Po obu stronach pałacyku
wznosiły się również parterowe, bez określonego stylu oficyny, przeznaczone na
mieszkania dla służby, pokoje gościnne, kuchnie itd. Bez-pretensjonalność tego
dworu budziła u wszystkich odwiedzających Równe zachwyt. J. Dunin-Karwicki
pisze, że „Dom Na górce coraz bardziej rozszerzany i otoczony cienistym ogrodem,
stał się [...] jedną z najmilszych i
najwygodniejszych wołyńskich rezydencji”[12].
Przeniósłszy się
do nowej, tak bardzo skromnej siedziby i zabrawszy do niej wszystkie te
przedmioty, których brat jego nie wywiózł do Przeworska czy też do Lwowa, ks.
Fryderyk Lubomirski podarował ogołocony wprawdzie ze sprzętów, ale będący
jeszcze w stanie dobrym pałac Ministerstwu Oświecenia, aby przeznaczyło go na
szkoły. Szkół tych jednak w dawnej wielkopańskiej rezydencji nie umieszczono,
toteż przez wiele lat stała ona pusta, nie konserwowana, zbliżając się ku
nieuchronnej ruinie.
Po śmierci ks.
Fryderyka Równe odziedziczył jego syn ks. Kazimierz Lubomirski (1813-1871),
żonaty z Zeneidą Hołyńską, znany w swoim czasie kompozytor i pieśniarz.
Początkowo mieszkał on w starym pałacu, później w Aleksandrii, a wreszcie za
granicą, m.in. studiując muzykę w Dreźnie. Ostatecznie osiadł w Warszawie,
prowadząc tam swój salon artystyczny z cotygodniowymi koncertami. W Równem,
gdzie pełnił m.in. funkcję kuratora ufundowanego przez ojca gimnazjum, ks.
Kazimierz Lubomirski osiadł dopiero w 1860 r. W pewnym stopniu nawiązał też do
dawnych tradycji, mając „Na górce” dom otwarty, w którym dla jego miłej atmosfery
bywało wiele osób. Nie był to już wszakże poziom i styl życia jego przodków.
Widząc upadek dawnej siedziby rodowej, ks. Kazimierz Lubomirski odebrał pałac
Ministerstwu, nie zdecydował się jednak ani na ponowne założenie w nim
gniazda rodzinnego, ani też na inne dla niego przeznaczenie i zabezpieczenie.
Schedę złożoną z
kluczów rówieńskiego, aleksandryjskiego i Laskowa w pow. włodzimierskim, po
zmarłym w 1871 r. ks. Kazimierzu Lubomirskim objął jego syn Stanisław Michał
Lubomirski (1838-1918), żonaty z ks. Wandą Lubomirską, dziedziczką dóbr Gródek
Jagielloński, Cuniów, Dobrostany, Kamienobród, Wiesenberg i Wola Dobrostańska,
położonych w ówczesnej Galicji Wschodniej[13].
Fortuna znów się więc znacznie powiększyła. Styl życia w pałacyku „Na górce”
pozostał jednak nadal bardzo skromny, przypominający raczej poziomem życie
przeciętnego, średnio zamożnego ziemianina. Mimo wszystko pałacyk okazał się
zbyt ciasny, więc nad jego częścią nadbudowane zostało piętro. Zmieniło ono
niekorzystnie wygląd całego - o harmonijnych dotąd proporcjach - budynku.
Z czasów ks.
Stanisława Michała Lubomirskiego pochodzi m.in. relacja E. Chłopickiego, który
odwiedził Równe w 1875 r.[14] Dotyczy ona jednak tylko starego pałacu. Chłopicki pisze, iż pałaców, „acz
niezbyt duży, przez wielką poprawność stylu francusko-włoskiego, przedziwnie
lekką kolumnadę, popierającą frontowy perystyl, przez wspaniałość podjazdu i
malowniczego, nad szeroką z trzech stron rozlaną wodą widoku, liczyć się może
do najpiękniejszych”. Porównuje go do domu Kronenberga w Warszawie, ale dodaje,
iż „czystością stylu, lekkością łamanego dachu i kolumnady oraz wdzięczną
prostotą, przewyższa tamten o wiele”. Podziwia też „przestronne, we dwie
strony rozchodzące się schody, gdzie zza siatki pajęczyn" ukazywały się
„reszty dawnych na suficie fresków". Urzekły w końcu Chłopickiego
„śladami swej wspaniałości sala balowa z jakimiś mitologicznej treści
malowidłami na sklepieniu oraz olbrzymimi dokoła oknami i wreszcie cały szereg
pozbawionych okien i podłóg komnat o złoconych gzymsach i zburzonych
marmurowych kominkach". Wyraziwszy żal, że tak piękny, możliwy do
uratowania budynek niszczeje, rozpoczęte odnawianie sufitów przerwano i noszono
się nawet z myślami o rozbiórce gmachu na cegłę, „smutny i zamyślony, z
łacińskimi gmachu nadpisami w głowie i ze zlatującymi z nadkruszonych
piedestałów rycerzami w oczach", udał się Chłopicki na brzeg sitowia, skąd
„rzuciwszy raz jeszcze przelotne spojrzenie na widmo pałacowe, a potem na
przeżywającą go fundację książąt Lubomirskich rówieńską szkołę realną,
zbudowaną tuż za rzeką”, wrócił do miasta. W rzeczywistości „widmo pałacu"
nie stało jednak wówczas w całkowitej, pustce, gdyż nadal istniał jeszcze
okalający je park.
W tym samym mniej
więcej czasie co Chłopicki zatrzymał się w Równem Orda. Jeden z jego rysunków
zrobiony został z tego samego miejsca, na którym stał wcześniej Lange. Porównanie
obu rycin wykazuje, jak bardzo otoczenie pałacu w ciągu lat 1835-1875 zmieniło
się na niekorzyść. Oficyna na rysunku Ordy posiada już tylko jedną
kondygnację, szeroko dawniej rozlany staw o czystej tafli wygląda jak
porastająca sitowiem struga, a piękny szeroki most, choć usytuowany jest w tym
samym miejscu, robi wrażenie kładki. Nie wiadomo zresztą, w jakim stopniu
widoczne zmiany odpowiadały rzeczywistości, w jakim zaś mogły być wynikiem
małej precyzji rysownika.
Do 1914 r. wnętrze
pałacyku „Na górce” wypełniały antyczne meble przeniesione ze starego pałacu
oraz liczne dzieła sztuki, także przeważnie stamtąd pochodzące. Niestety, wiemy
o nich bardzo niewiele. Wśród obrazów było tam m.in. wielkie płótno w stylu
romantycznym, może pędzla Łukaszewicza. Przedstawiało ono scenę sielankową,
na której autor malowidła przedstawił kasztelana kijowskiego ks. Józefa
Lubomirskiego w otoczeniu żony, dzieci i gości, a także panien respektowych,
dworzan i służby. Wszyscy oni ochoczo podzielali zabawę „z gromadą włościan i
wiejskimi dziewczętami, które przyszły w wiankach ze świeżo zżętego zboża na głowie”[15].
Niewątpliwie chodziło tu więc o uwiecznienie dożynek.
Zapewne
kilkadziesiąt sztuk liczył zgromadzony „Na górce" zbiór miniatur, głównie
dziewiętnastowiecznych, przedstawiających najczęściej osobistości z kręgu
rodziny właścicieli. Część z nich eksponowana była na urządzonej w 1912 r. we
Lwowie wystawie. Specjalnie z tej okazji wydany katalog wymienia 24 miniatury i
sylwetki portretowe, szczegółowo opisane, z wymienieniem autora malowidła i
osoby portretowanej[16].
Były to miniatury i szkice następujące. Wiek XVIII: Clarvel - ks. Helena
Lubomirską, późniejsza Stanisławowa Mniszchowa, rys. ołówkiem z użyciem
czerwonej akwareli, 1789. W. de Lesseur-Teodora z Walewskich Stanisławowa
Jabłonowska, akwarela i gwasz, kopia portretu malowanego przez Józefa
Grassiego. Louise Bourdon Weyler - Henryk ks. Lubomirski w wieku dziecięcym,
miniatura emaliowa. Z. Aleksandrowa z Lubomirskich Potocka, akwarela na kości
słoniowej. Wiek XIX: Moritz Michael Daffinger - portret młodej kobiety,
akwarela na kości słoniowej. Jan Nepomucen Ender - ks. Helena Ponińska, akwarela
i rysunek na papierze; Kalikst ks. Poniński w młodym wieku, akwarela na
papierze; ks. Hortensja Lubomirską, akwarela na papierze. Józef Hear - portret
oficera, akwarela i gwasz; portret kobiety, akwarela; W. Hau Kazimierz ks.
Lubomirski muzyk, w młodym wieku, akwarela na papierze; ks. Zeneida Lubomirską,
akwarela i rysunek ołówkiem; J. Kurowski - ks. Helena Ponińska, akwarela na
papierze; Helena Lubomirską - ks. Stanisławowa Jabłonowska, akwarela na kości
słoniowej; ks. Henryk Lubomirski, akwarela na kości słoniowej; ks. Fryderyk
Lubomirski, akwarela na kości słoniowej. Emanuel Peter - portret kobiecy,
akwarela na kości słoniowej. C. D. Philippot - portret kobiecy, akwarela na
kości słoniowej; Michał Weixlbaum - portret kawalera maltańskiego, akwarela na
kości słoniowej; Artysta nieokreślony - ks. Henryk Lubomirski w stroju
rzymskim, akwarela na kości słoniowej oraz tenże jako amorek (zapewne kopia
Geniusza sławy E. Vigee-Lebrun), akwarela na kości słoniowej; ks. Klara
Fryderykowa Lubomirską, akwarela na kości słoniowej; hr. (Józef Wincenty?)
Plater, szwagier ks. Ludwiki z Sosnowskich Józefowej Lubomirskiej, akwarela.
Po śmierci ks.
Stanisława Michała Lubomirskiego w 1919 r. Równe odziedziczył jego starszy syn
Adam Kazimierz (ur. 1873 - zm. w miejscowym więzieniu w 1940 r.), żonaty z
Marią Jełowicką, a po raz drugi z Adą Rzewuską, Aleksandrię zaś syn młodszy -
Hubert Stanisław (ur. w 1875 r. - zamordowany 21 września 1939 r.), żonaty z
Teresą ks. Radziwiłłówną.
Na przełomie XIX i
XX w. stary rówieński pałac był częściowo wyremontowany i użytkowany. Rosjanie
umieścili w jego murach urzędy powiatowe. W latach pierwszej wojny światowej
mieścił się tam szpital wojskowy, w 1917 r. zaś, za czasów Kiereńskiego,
szkółka i ochronka polska. W 1920 r. pałac został jednak poważnie
zdewastowany. Po ostatecznym odzyskaniu przez Polskę niepodległości znajdował
się pod zarządem Macierzy Szkolnej, która umieściła tam bursę. Część pałacu zajmowało
też Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół". W początkach dwudziestolecia
istniała jednak jeszcze jedna sala teatralna z resztkami fresków Villaniego
oraz kaplica ze śladami „sztukatur empirowych”. Brak radykalnej konserwacji
powodował, iż pałac chylił się coraz bardziej ku ruinie i w otaczającej go
pustce wyglądał jeszcze bardziej widmowo, niż za czasów Chłopickiego.
Otaczające go niegdyś stawy powysychały lub zamieniły się w moczary i łąki,
mosty jako niepotrzebne zniknęły, park zaś nieomal doszczętnie wycięto. W 1927
r. pałac spłonął. Po stracie dachów sufity pozapadały się. Cały budynek popadł
więc w ruinę ostateczną[17].
Nie brakło jednak
światlejszych zapaleńców, którzy postanowili uratować niszczejący, a będący
wówczas własnością państwową budynek od ruiny nieodwracalnej i uczynić go
znów, przynajmniej od strony zewnętrznej, ozdobą miasta. Usytuowany na osi
prostopadłej do głównej jego arterii, mógł pałac wzbogacić układ planu
urbanistycznego Równego, niezbyt bogatego w starą architekturę. Istniał więc
przed 1939 r. plan odbudowy tego niekonwencjonalnego zabytku z przeznaczeniem
go na potrzeby ratusza. Brak pokaźnych, potrzebnych na ten cel środków stanął
jednak owym planom na przeszkodzie. Ruiny przetrwały do drugiej wojny
światowej.
W czasie pierwszej
wojny ucierpiał też bardzo pałacyk „Na górce". Został on kompletnie
zdewastowany, urządzenie zaś rozgrabione. Odbudowa wymagała tak wielkich
nakładów, że Lubomirscy, choć nominalnie w 1922 r. posiadali jeszcze 9730 ha
ziemi na Wołyniu i w woj. Lwowskim[18],
wobec zrujnowania i wywłaszczenia także najlepszych, położonych wokół miasta
folwarków pod osadnictwo wojskowe, zdecydowali się sprzedać pałacyk Państwu. W
okresie międzywojennym w budynku tym mieścił się sąd okręgowy. Adam Lubomirski
wraz z drugą żoną osiadł we Francji. Na kilka lat przed wybuchem drugiej wojny
wrócił do Równego i zamieszkał w skromnym domu administracyjnym[19].
Była to ostatnia siedziba magnackiej niegdyś rówieńskiej linii książąt
Lubomirskich.
[1] O Równem, jednej z
najwspanialszych niegdyś rezydencji Wołynia nieco szerzej pisali tylko dwaj
ziemianie, dalsi sąsiedzi Lubomirskich, to jest T. J. Stecki oraz Józef
Dunin-Karwicki (1833— 1910), żyjący mniej więcej w tym samym czasie. Relacje i
opisy obu autorów, znających Równe z częstych tam pobytów, pokrywają się, choć
Karwicki prawie zupełnie oparł się na nieco wcześniejszym Steckim, który
przewertował udostępnione mu archiwum pałacowe. Monografia Równego pióra T. J.
Steckiego ukazała się drukiem czterokrotnie. Najpierw w czasopiśmie „Niwa"
zesz. 112-114, Warszawa 1879, następnie w oddzielnej broszurze pt. Miasto
Równe, karta z kroniki Wołynia, Warszawa 1879, s. 47, IX, a w końcu w dwóch
wydaniach zbiorowego tomu: Z boru i stepu..., Kraków 1888 i 1898, str. 1-59.
Wydania te różnią się jedynie układem, ale nie treścią. Autor niniejszego
szkicu korzystał z edycji broszurowej z 1880 r. Józef Karwicki szczegóły
dotyczące dziejów Równego i tamtejszej rezydencji i opublikował w tomie: Z
zamglonej..., s. 46-96. Poza pracami tych dwóch autorów wołyńskich na temat
Równego spotykamy tylko wzmianki rozsiane po różnych czasopismach i
wydawnictwach zbiorowych. Najszerszy opis siedziby Lubomirskich, oparty głównie
na Steckim i Karwickim, znajdujemy u M. Orłowicza, op. cit., s. 206-212.
[2] Polski słownik
biograficzny, t. 18, Wrocław 1973, s. 223.
[3] W latach
sześćdziesiątych lub wczesnych siedemdziesiątych odwiedził Równe N. Orda i
sporządził tam cztery rysunki, z czego jeden wykonany bardzo starannie,
przedstawiający pałac widziany z bliska, był litografowany. Inne pozostały nie
opublikowane. Na rysunkach umieścił niezbyt ścisły napis, iż pałac zbudowany
został przez Koniecpolskiego, bez podania imienia. Opierał się zapewne na
jakichś miejscowych podaniach, zawierających część prawdy.
[4] S. Kardaszewicz,
op. cit., s. 276-277; Polski słownik biograficzny, t. 18, Wrocław 1973, s. 50.
[5] T. J. Stecki,
Miasto Równe..., s. 24.
[6] Cyt. za Z.
Rewskim, O ratowanie dzieła dawnej sztuki architektonicznej w Równem, „Ziemia
Wołyńska" R. 1: 1938 [Łuck], s. 75.
[7] T. J. Stecki,
Miasto Równe..., s. 30.
[8] J. Dunin-Karwicki,
Z zamglonej..., s. 76.
[9] Ibidem, s. 75.
[10] T. J. Stecki,
Miasto Równe..., s. 30.
[11] Z. Rewski, op.
cit.
[12] J. Dunin-Karwicki,
Z moich wspomnień, t. 3, op. cit., s. 80.
[13] J.
Dunin-Borkowski, Almanach..., s. 62.
[14] E. Chłopicki, Od
Buga do Bohu, s. 302.
[15] T. J. Stecki,
Miasto Równe..., s. 30.
[16] W. Bachowski, M.
Treter, Wystawa miniatur i sylwetek we Lwowie 1912 [Lwów 1912].
[17] M. Orłowicz, op.
cit., s. 210-211.
[18] W. Roszkowski,
Lista największych właścicieli ziemskich w Polsce w 1922 r. „Przegląd
Historyczny” 1982, t. 74, z. 2, s. 283.
[19] Informacje
siostrzenicy Adama Lubomirskiego - P. Zeneidy z Zamoyskich Poklewskiej-Koziełł.