ŁABUŃ
Prawdopodobnie
już w XIV w. Łabuń był w posiadaniu rodziny Łabuńskich h. Radwan, która zapewne
od nazwy miejscowości przyjęła swoje nazwisko[1]. Wygaśli oni w linii
męskiej na początku XVII w. Ostatni z Łabuńskich, Krzysztof, dziedzic Łabunia
oraz wielu innych włości, żonaty najpierw z Anną Chomiakówną, a po raz drugi z
Aleksandrą Czartoryską, wraz ze swą pierwszą żoną ufundował w Łabuniu cerkiew
prawosławną. Posiadali też Łabuńscy zameczek obronny, w którym w przypadku
niebezpieczeństwa chroniła się okoliczna ludność. Zdaje się, że forteczka ta
przetrwała wojny kozackie i istniała jeszcze w pierwszej połowie XVIII w. Na
krótko przed śmiercią, około 1603 r. Krzysztof Łabuński sprzedał Łabuń oraz
inne posiadane majątki ks. Ostrogskim. Dobra te nie weszły jednak do ordynacji,
lecz po pewnym czasie znalazły się w posiadaniu Lubomirskich. Józef Lubomirski,
podstoli litewski, upamiętnił się w Łabuniu fundując tam w 1731 r. kościół
katolicki. Od jego brata, Stanisława Lubomirskiego, podstolego koronnego,
około 1775 r. kupił klucz łabuński Józef Stempkowski, którego imię głośne było
w drugiej połowie XVIII w. na całych kresach ukrainnych[2].
Stempkowscy
h. Suchekomnaty, piszący się w XVIII w. Stępkowscy, wywodzili się z woj. bracławskiego[3]. W ciągu XVII i XVIII
stulecia wydali m.in. kilku kasztelanów i biskupa. Józef był synem Jakuba,
kasztelana żarnowieckiego z jego pierwszego małżeństwa z Anną Henrykowską. Z
drugiego małżeństwa z Teresą Geszowówną (Geschow) pochodził młodszy syn Jan,
szambelan królewski i konfederat barski. Jakub Stempkowski posiadał jakieś
niewielkie dobra w ziemi halickiej woj. ruskiego, skąd obaj synowie wynieśli
się dość wcześnie, aby przygód, kariery i majątku szukać na szerszym świecie.
Józef
Stempkowski (zm. w 1793 r.), żonaty z Franciszką Tarkowską h. Klamry, kasztelanką
brzesko-litewską, zrobił istotnie karierę błyskotliwą. Zaczynając od skromnego
urzędu oboźnego, poprzez regimentarstwo, doszedł w 1785 r. do wysokiej godności
wojewody kijowskiego. Wszystko to zawdzięczał przyjaźni króla Stanisława
Augusta, którego był najgorętszym stronnikiem. Zasłynął jako dowódca operacji
przeciwko konfederatom barskim, do czego zresztą szczególnie się nie kwapił,
głównie jednak jako krwawy pogromca powstań chłopskich pod wodzą Iwana Gonty i
Maksyma Żeleźniaka. Bezwzględne postępowanie Stempkowskiego wobec winnych, a
czasem może i niewinnych, budziło zastrzeżenia i protest króla, a także części
opinii publicznej. Szlachta kresowa, szczęśliwa, że po stłumieniu rebelii
powrócić mogła do swych domostw, widziała, wszakże w brygadierze męża opatrznościowego,
patriotę i dobrego Polaka. Dał temu wyraz m.in. pamiętnikarz Jan Duklan
Ochocki, który w 1786 r. dostał się na dwór wojewody i przez dłuższy czas
wiernie mu służył, jak też żyjący już w XIX w. historyk Kresów, Eustachy
Iwanowski (Heleniusz), który określił Stempkowskiego jako męża wielkiej siły
moralnej, poważnego, wyrażającego swoje przekonania otwarcie, najczęściej
przeciw zdaniu większości[4]. Stanowisko bardziej
krytyczne zajęli historycy późniejsi oraz gawędziarz A. J. Rolle[5].
Osiągnąwszy
najwyższe w kraju godności, Józef Stempkowski założył w Łabuniu wielką
rezydencję, jedną z najwspanialszych w kraju. Jak zwykle w podobnych
przypadkach bywało, koszty budowy i urządzenia, a także późniejsze wystawne
życie i przyjęcia do takiego stopnia nadwerężyły posiadaną przez wojewodę fortunę,
że dla spadkobierców jego prawie nic już nie pozostało. Krótko i nieomal
wyłącznie nominalnymi dziedzicami fortuny byli dwaj synowie wojewody: Jan,
pułkownik straży przedniej, oraz Jakub, który edukację swoją ukończył tuż
przed śmiercią ojca[6].
Jan Stempkowski, zakochawszy się nie po myśli ojca w pannie N. Kruszewskiej,
poślubił ją, ale umarł bardzo młodo tknięty apopleksją, nie pozostawiając
żadnego potomstwa. Zrozpaczona żona po upływie zaledwie kilku dni poszła w jego
ślady. Jakub Stempkowski ożenił się z N. Świętosławską i miał z nią trzech
synów. Najprawdopodobniej właśnie Jakub Stempkowski, jeszcze w roli
gospodarza, przyjmował w Łabuniu gen. Michała N. Kretecznikowa, gdy ten ze
swoim sztabem zamieszkał w pałacu łabuńskim i 8 kwietnia 1795 r. odebrał tam od
okolicznego ziemiaństwa przysięgę na wierność Katarzynie II.
Przypuszczalnie
jedyna córka wojewody, Weronika (zm. w 1819 r.), wyszła za mąż najpierw za ks.
Marcina Lubomirskiego, a po rozwodzie z nim za Teofila Wojciecha Załuskiego,
kasztelana buskiego, po raz trzeci zaś, po długotrwałym z nim romansie, za
Osipa A. Igelstróma, dyplomatę, który w 1767 r. przebywał w Warszawie przy
ambasadorze N. W. Repninie. Zapewne na podstawie jakiegoś układu z braćmi ona
była ostatnią z rodziny właścicielką ośrodka Łabunia[7]. Jej córka z drugiego
małżeństwa, Franciszka, poślubiła ks. Fryderyka Lubomirskiego, dziedzica
klucza czerwijowskiego, wicegubernatora wołyńskiego. Weszła ona poniekąd do
historii literatury polskiej jako jedna z „muz” Antoniego Malczewskiego.
Zapewne synami
Jakuba Stempkowskiego byli: Ignacy, ożeniony z Cecylią Giżycką, z którą miał
wprowadzie syna, ale go stracił w bardzo młodym wieku; Józef, „bardzo słusznego
wzrostu i wielkiej piękności”[8],
oficer wojska polskiego z 1831 r. a następnie emigrant, bezpotomny, oraz Jan,
do końca życia chory umysłowo i także bezpotomny. Tylko dwie córki Ignacego
Stempkowskiego reprezentowały następne pokolenie, choć już tylko po kądzieli.
Starsza z nich, Cecylia, poślubiła Eugeniusza Żurowskiego, młodsza zaś, Elżbieta,
Czesława Jaroszyńskiego. Potomkowie wojewody kijowskiego Józefa Stempkowskiego
wygaśli więc w ciągu XIX w. całkowicie.
Dawny klucz
łabuński, zadłużony powyżej wartości zarówno przez samego wojewodę, jak przez
złą gospodarkę jego spadkobierców, przestał istnieć już pod koniec XVIII w.
Poszczególne wsie przypadły różnym wierzycielom. Ośrodek z dawną rezydencją
kupił Franciszek Rudnicki (h. Rudnica?). Ostatnim właścicielem tego
niewielkiego już majątku do 1917 r. był jego przypuszczalnie prawnuk, Stanisław
Rudnicki, wnuk Romualda i Heleny z Sachnowskich, syn Zygmunta i bar. Matyldy Raab[9].
Wkrótce
po nabyciu Łabunia, a więc w latach siedemdziesiątych XVIII w., Józef Stempkowski
zabrał się do wznoszenia tam wspaniałej rezydencji, ukończonej ok. 1780 r.
Miała ona dać odpowiednią oprawę dla jego coraz to znakomitszej pozycji
społecznej, a zarazem być przykładem dla niektórych wahających się jeszcze
ziemian, czy mogą rzeczywiście czuć się już u siebie bezpiecznie. Bywając
często w Warszawie, zamówił projekt pałacu u Efraima Szregera, jednego z
najznakomitszych działających wówczas w stolicy architektów[10]. Szczęśliwym trafem
Anthony P. Baggs, historyk architektury z Institute of Historical Research
Uniwersytetu w Cambridge, w prywatnych zbiorach londyńskich odnalazł niedawno
trzy rysunki Szregera, przedstawiające projekt rzutu poziomego całego
założenia architektonicznego oraz elewacji frontowej i ogrodowej pałacu[11]. Na ogół pokrywają się
one z nielicznymi i niestety skąpymi relacjami osób, które znały Łabuń z
autopsji.
Materiały
ikonograficzne oraz opisowe dowodzą, że pałac łabuński był budowlą dwukondygnacyjną
o rzucie dość długiego prostokąta, w pięcioosiowej części środkowej podwyższoną
o jeszcze jedną kondygnację. Dziewiętnastoosiową fasadę akcentował na osi
portyk w wielkim porządku, złożony z sześciu w jednakowej od siebie odległości
ustawionych kolumn jońskich. Dźwigały one balkon otoczony tralkową balustradą.
Dwupiętrową część budynku od strony podjazdu wieńczył trójkątny fronton, wypełniony
reliefem przedstawiającym scenę figuralną o motywach antycznych. Czteroosiowe
odcinki skrajne fasady cofnięte były nieco poza linię elewacji.
Zupełnie inaczej
ukształtował Szreger stronę ogrodową. Trzykondygnacyjna część środkowa
wyodrębniona tu została ryzalitem pozornym, trójosiowe zaś partie boczne -
płytkimi ryzalitami rzeczywistymi. Połączono je ze sobą balkonem wspartym na
osiemnastu kolumnach toskańskich stojących pojedynczo, prócz dwóch par
flankujących główne wejście i dwóch umieszczonych przy narożnikach ryzalitów.
Całe pierwsze piętro przebite było porte-fenetrami. Środkowe porte-fenetry bocznych
ryzalitów, znacznie większe od pozostałych, miały zamknięcie półkoliste. Część
dwupiętrową wieńczyła ścianka attykowa z bardzo bogatymi panopliami i
obeliskiem, u którego nasady widniała tarcza herbowa fundatora pałacu.
Oddzielony
od piętra wąską opaską cały parter oraz narożniki elewacji ogrodowej pałacu
pokrywały bonie. Stosunkowo niewielkie, prostokątne otwory okienne parteru
prócz kluczy pozbawione były jakiejkolwiek innej oprawy. Gładkie obramienia
otrzymały natomiast zarówno okna, jak porte-fenetry znacznie wyższego
pierwszego piętra, pomyślanego jako piano nobile. Część z nich wieńczyły
naczółki trójkątne, część poziome, wsparte na konsolkach. Odmiennie
potraktowane zostały tylko okna kondygnacji trzeciej, mniejsze od pozostałych.
Otrzymały one bowiem zwieńczenia wykonane w sztukaterii oraz ławy wsparte
również na konsolkach, połączonych girlandami. Elewacje zamykały gzymsy
profilowane i wydatny kroksztynowy. Mocno spłaszczony dach ukryto poza attykami
gładkimi. Tylko ryzality strony ogrodowej zamknięto balustradą tralkową. Od
podjazdu attykę zdobiły dalsze, symetrycznie rozmieszczone znacznie jednak
skromniejsze niż w zwieńczeniu części dwupiętrowej panoplie, od ogrodu zaś
cztery wazony, ustawione po obu stronach balustrady tralkowej.
Kryte
jednokondygnacyjne galerie, wychodzące od drzwi umieszczonych pośrodku obu
elewacji bocznych, łączyły pałac z usytuowanymi po przeciwległej stronie
wielkiego paradnego dziedzińca oficynami. Stały one nie równolegle, lecz
ukośnie do bryły pałacu. Każda z galerii miała po 26 kolumn toskańskich, połączonych
żeliwnymi, odlanymi w Anglii kratami[12]. Pomiędzy oficynami,
tworzącymi na wprost portyku pałacu duże półkole, mieściła się główna brama
wjazdowa. Jej kształt ani też wygląd oficyn nie są znane.
Dokładny układ
wnętrz pałacu znany jest tylko w odniesieniu do parteru. Jak wykazuje plan,
kondygnacja dolna budynku miała kształt dwutraktowy, nieregularny. Różnej
wielkości pokoje obu traktów oddzielały od siebie biegnące pomiędzy nimi
korytarze. W trakcie frontowym środek pałacu zajmowała ogromna sień, wydłużona
równolegle do portyku. Kazimierz Konstanty Plater określił ją krótko jako „wspaniałą”[13].
Na lewo od sieni mieścił się westybul z jednobiegowymi schodami wiodącymi na
reprezentacyjne piętro. Jak informuje Ochocki, najlepiej znający pałac, cały
parter budynku przeznaczony był na pokoje gościnne, podobnie jak oficyny, a
także luźno stojące dworki[14].
Nad
sienią usytuowany był prawdopodobnie identycznego kształtu i rozmiarów wielki
przedpokój, w którym stało 36 krzeseł pokojowców. Z sieni na wprost wchodziło
się do największej i najwspanialszej sali pałacu łaburiskiego, położonej
pośrodku traktu ogrodowego. Na podstawie wzmianek na jej temat, pozostawionych
przez trzy osoby, które znały ją z autopsji, warto zanotować wszystkie. Naruszewicz
określił ją jako drugą „pięknością w Polsce po królewskiej warszawskiej”[15]. Ochocki na temat sali
tej służącej jako balowa i przylegających napisał, że całe piętro mieściło
„salony ogromne, osobliwie jeden dwupiętrowy, z dziewięcią drzwiami
parapetowymi, otoczony kolumnami mozaikowymi, na których kapitelach wspierała
się przepysznie ubrana w sztukaterie, dokoła idąca galeria dla muzyki i widzów”[16]. Wreszcie od Kazimierza
Konstantego Broel-Platera wiemy jeszcze, że cała sala miała ściany mozaikowe,
kolumny zaś porządku jońskiego[17]. Na osiach okien mieściło
się tyleż zwierciadeł wprawionych w ściany. Taka sama liczba zwierciadeł
pokrywała okiennice. W dzień chowano je w murze, wieczorami zasłaniano nimi
okna. W ten sposób sala balowa stawała się optycznie jeszcze większa, a odbite
w taflach lustrzanych jarzące się żyrandole wywoływały efekty niezapomniane.
Do
celów reprezentacyjnych przeznaczono całą lewą stronę pierwszego piętra pałacu.
Tam więc znajdowała się również wielka sala jadalna, której jednak nikt nie
opisał, oraz jeszcze jedna, służąca jako salon. Dwukrotnie Łabuń odwiedził
król Stanisław August. Po raz pierwszy w listopadzie 1781 r. w drodze powrotnej
z Kamieńca Podolskiego. Przy biciu z dział i moździerzy obchodzono wówczas hucznie
rocznicę koronacji królewskiej. Drugi raz wstąpił król do Łabunia będąc
przejazdem do Kaniowa na spotkanie z carycą Katarzyną II. Na tę drugą bytność
monarchy polecił wojewoda kijowski urządzić jedną z sal pałacowych tak, aby
całkowicie przypominała gabinet w Zamku Królewskim w Warszawie. Kazał więc
Ochockiemu, pełniącemu wówczas obowiązki „majordomusa”, obejrzeć dokładnie
pierwowzór i ustawić w ten sam sposób wszystkie zakupione niedawno, wzorowane
na zamkowych meble. Nieco wcześniej sala ta otrzymała taki sam jak warszawska
wystrój architektoniczny, z zachowaniem nawet wymiarów i barwy stiukowej
mozaiki ściennej. Na jednej z jej ścian krótszych umieszczono malowidło,
przedstawiające kulę ziemską z napisem u góry „Ziemia wołyńska” i wschodzącym
słońcem, a na drugiej inicjały królewskie. Niestety, odwiedzający Łabuń nie
wspomnieli już o dalszych salonach i apartamentach. Ochocki napisał jedynie,
że cała lewa strona pałacu „z gustem niesłychanym i przepychem monarszym” na
przyjęcie króla została odświeżona. Według niego także strona prawa, wprawdzie
„nie tak wspaniale, wszakże przystojnie bardzo” odnowiona, przeznaczona była
dla najbliższej świty Stanisława Augusta.
Pałac
urządzano dwukrotnie. Po raz pierwszy równocześnie z jego wykańczaniem, po raz
drugi niemal całkowicie od nowa na powtórne przyjęcie Stanisława Augusta.
Zajmował się tym również Ochocki, jemu więc zawdzięczamy i na ten temat trochę
szczegółów. Otóż sprowadzone z Warszawy meble wykonane były prawie wyłącznie z
mahoniu. Nie bez dumy napisał więc, że „w kraju tym, gdzie kto miał szkatułkę
mahoniową, już o niej o mil dziesięć słychać było”, wydawało się to luksusem
niebywałym. Nawet o meblach kolbuszowskich, które już wtedy uchodziły za
wyjątkowo paradne, wyraził się Ochocki z przekąsem, gdyż fornirowano je tylko
dębem. Sprzęty mahoniowe i ściany, dzień i noc w ciągu ośmiu tygodni przed
przybyciem króla, adamaszkami lub atłasami w desenie obijali także ze stolicy
sprowadzeni tapicerzy. Równocześnie po całym gmachu kręcili się stolarze i
roje innych rzemieślników. We wszystkich pomieszczeniach „paradnych”
zawieszano ogromne żyrandole. „Gdzieś spojrzał, tam mahoń i brązy”, stwierdził
Ochocki.
Na przyjęcie
królewskie sprowadzono, poza tym 45 tuzinów „prześlicznej saskiej porcelany”,
dwadzieścia tuzinów deserowych, serwis stołowy na sto osób „srebrny
nowiuteńki”, takież naczynia do kawy, herbaty i czekolady, cztery ogromne
tace, na których stawiano dwadzieścia cztery pary filiżanek, sześćdziesiąt par
srebrnych lichtarzy stolikowych, tafle zwierciadlane na stół pod nakrycie dla
stu osób, za które zapłacono sześćset dukatów, ornamenty do zastawy itd. W
czasie bytności króla na jedno oświetlenie pałacu wychodziło tysiąc czterysta
świec, nie licząc stołowych. Cała służba otrzymała paradną liberię królewską.
Dyrygowało nią ośmiu kamerdynerów, także przyjezdnych z Warszawy. Obiad na
sto osób, dla króla, biskupa Adama Naruszewicza, gen. Jana Komarzewskiego, kasztelana
Stanisława Pruszyńskiego i gen. Arnolda Byszewskiego oraz dam podano w
kolumnowej sali balowej, dla pozostałej zaś świty i zaproszonych gości na sto
czterdzieści osób, wyłącznie mężczyzn, w sali obok, zapewne właściwej jadalnej.
Honory domu pod nieobecność wojewody, którego obowiązki zatrzymały w stolicy,
pełnił Adam Bukar, sędzia ziemski żytomierski, ojciec pamiętnikarza Seweryna[18].
Wspaniałe
przyjęcie wydane na cześć Stanisława Augusta trwało tylko dwa dni. Dwór na
wielkiej stopie utrzymywał jednak Józef Stempkowski w ciągu całego roku. Przez
sale pałacowe przewijali się stale coraz to inni goście. Dla rozrywki ich
służyła, jak pisze Ochocki, „wyborna, złożona z wirtuozów muzyka”. Wymienia
też nazwiska trzech najwybitniejszych członków zespołu: Zawadzkiego, Pileckiego
i Kamińskiego. Orkiestra pałacowa przygrywała do tańca lub dawała koncerty. W
sposobie prowadzenia swego domu wojewoda niewątpliwie naśladował Szczęsnego
Potockiego i sposób życia na dworze tulczyńskim.
Okazały
pałac łabuński nie otrzymał prawdopodobnie odpowiedniego otoczenia. Większego
parku po prostu nie zdążono założyć. Głównym urokiem tej wielkopańskiej rezydencji
było więc poza architekturą jej naturalne położenie na niewielkim wzgórku nad
rzeką Poganką u ujścia jej do Chomoru, która tuż pod pałacem spadając w dół po
skalistych kamieniach, tworzyła szumiącą kaskadę i rozległy staw. Na tę więc
kaskadę, rozlewisko rzeki i krajobraz za rzeką skierowane były okna elewacji
tylnej budynku. Z okien frontowych, poza dziedzińcem i oficynami, widać było w
dali porządnie wówczas zabudowane miasteczko, kościół i klasztor oo.
karmelitów oraz cerkwie.
Zadłużenie
majątku, wywołane kosztami budowy pałacu i jego utrzymania, a następnie drugie,
iście monarsze przyjęcie urządzone na cześć Stanisława Augusta, którego wydatki
obliczano na przeszło milion złp., doprowadziły wojewodę do całkowitej ruiny[19].
Pod koniec życia uciekł wprawdzie przed wierzycielami do Warszawy, ale tam
prowadził równie rozrzutny tryb życia jak w Łabuniu. W sześć lat po śmierci
Józefa Stempkowskiego, mimo prób przynajmniej częściowego uratowania majątku
czynionych przez synów, klęski ostatecznej nie zdołano już odwrócić. Najpierw
wierzyciele rozszarpali i rozkradli meble oraz wszystkie ruchomości, których
części nie wypakowano ze skrzyń. Później ogołacano pałac ze wszystkiego, co
dało się z niego wyrwać. Około 1808 r. przejeżdżający przez Łabuń Kajetan
Koźmian zastał tam już tylko „rozwaliny ogromne obszernych krużganków,
przysionków i komnat”[20].
W końcu całkowicie zdewastowany gmach jako nie mogący już być użyteczny dla
któregokolwiek z nabywców podzielonego na małe folwarki majątku, został po
prostu rozebrany na cegłę. W połowie XIX w. nie było po nim nawet śladu.
[1] Słownik
geograficzny,
t. 5, Warszawa 1884, s. 563; J. Włast [J. Dunin-Karwicki], op. cit, s. 63 i n.
[2] Zupełnym nieporozumieniem jest podana przez J. Włast a, op. cit. oraz Słownik
geograficzny
informacja, jakoby Józef Stempkowski otrzymał Łabuń w posagu swej żony
Lubomirskiej, córki ks. Marcina.
[3] Z heraldyków szerszy rodowód Stępkowskich (Stempkowskich) podaje tylko
K. Niesiecki, Herbarz..., t. 8, Lipsk 1841, s. 515-516. Trochę informacji na ten
temat znajdujemy także u A. J. Rollego, Gawędy historyczne, t. 1, Kraków 1966, s. 23 i n.
[4] Eu... Heleniusz [Eustachy Iwanowski], Listki wichrem..., t. 2, Kraków 1901, s. 86.
[5] A. J. Rolle, Gawędy...,
[6] J. D. Ochocki, Pamiętniki. Wyd. J. I. Kraszewskiego, t. 2, Wilno 1857, s. 138 i n.
[7] Wspomina o tym K. Koźmian, op. cit., t. 1, Poznań 1858, s. 315.
[8] Potomków Jana Stempkowskiego wymieniam, opierając
się na Heleniuszu, Listki..., s. 97-98.
W jakim stopniu autor ten jest ścisły, trudno przesądzić. Czy nie pomieszał
imion młodszych braci Ignacego? Adolf Krosnowski w swej pracy Almanach historiąue ou souvenir de Vemigration polonaise, Paris
1847, s. 413, wykazuje bowiem dwóch Stempkowskich emigrantów, mianowicie Jana i
Arsena. T. Bobrowski, Pamiętnik
mojego życia, t. 1, s. 184 i 218 wymienia jeszcze Antoniego Stempkowskiego,
podsędka lipowieckiego, którego nie wiadomo z kim powiązać. Dużo zamieszania
wprowadza też podobne brzmienie nazwisk innego herbu. Ścisłe ustalenie imion
wszystkich potomków wojewody Józefa Stempkowskiego, jak też jego brata, jest
więc rzeczą bardzo trudną.
[9] Informacje Matyldy z Jaroszyńskich Gradowskiej,
bliskiej krewnej rodziny Rudnickich.
[10] O tym, iż pałac w Łabuniu był dziełem Szregera,
wiedziano od dawna. Wspomniał o tym już towarzyszący królowi Stanisławowi
Augustowi w podróży do Kaniowa Kazimierz Konstanty Broel-Plater, starosta
inflancki. Por.: J. I. Kraszewski, Podróż króla..., op.
cit., s. 89. Por. S. Lorentz, Efraim Szreger, architekt polski XVIII wieku, Warszawa 1986, s. 291-292.
[11] Rysunki Szregera przedstawiające pałac łabuński
znajdują się w wielkim zespole innych rysunków architektonicznych, pochodzącym
w dużej części ze zbiorów wiśniowieckich, a następnie paryskich Mniszchów. Za
niełatwe zdobycie odbitek fotograficznych tych rysunków autor składa Panu
Anthony P. Baggsowi serdeczne podziękowanie. Dwa widoki pałacu wykonane na podstawie
projektów opublikował T.S. Jaroszewski, Pałac
tulczyński i początki architektury klasycyzmu na Ukrainie, „Przegląd
Wschodni”, R. I, Z. 1, Warszawa 1991, s. 100-101.
[12] J. D. Ochocki, Pamiętniki, s. 136, określa ogólną liczbę
kolumn galerii pałacowych na 50. Na planie Szregera jest ich jednak 52, choć
cztery z nich, stojące tuż przy oficynach, mogły mieć kształt inny
[13] J. I. Kraszewski, Podróż króla..., s. 89.
[14] J. D. Ochocki, Pamiętniki, s. 136-137.
[15] A. Naruszewicz, Dyariusz podróży Króla Jegomości Stanisława Augusta
na Ukrainę [...] Roku 1787 dnia 23 lutego rozpoczęty a dnia 22 lipca zakończony, Warszawa 1788, s. 105-106.
[16] J. D. Ochocki, Pamiętniki, s. 135.
[17] J. I. Kraszewski, Podróż Króla..., s. 90.
[18] Warto w tym miejscu wspomnieć za Ochockim, kto
przygotowywał potrawy i co podawano na stół. Otóż, mimo, że wojewoda na stałe
zatrudniał dwóch kuchmistrzów, pasztetników, cukierników, podczaszego,
piwniczego, nie mówiąc już o służbie kuchennej pomocniczej, na czas pobytu
króla sprowadził jeszcze z Warszawy kuchmistrza Niemca, nazwiskiem Bejer „z
harbejtlem i lokami”. Z Warszawy nadeszły także niektóre produkty w postaci
wielkiej ilości kawy, czekolady, szynek westfalskich, serów szwajcarskich,
korzeni, trzy ankry araku, pięć wódki francuskiej i dziesięć gdańskiej,
dwanaście puzder do flasz etc. Z Krakowa sprowadzano wina szampańskie, reńskie
i burgundzkie w liczbie 2500 butelek, tysiąc butelek piwa angielskiego,
piętnaście beczek węgierskiego i 300 butelek starego, za które płacono po dwa
dukaty. Z Krakowa przywieziono również chleb, posiadający tę właściwość, że
długo zachowywał świeżość i wyborny smak. Wielkość poszczególnych bochenków
odpowiadała wielkości przednich kół od karety.
[19] T. J. Stecki, Wołyń...,
op. cit., t. 1, s. 372.
[20] K. Koźmian, op. cit, s. 315.